Co by nie było, jednego Widzewowi nie można odmówić – wspaniałych kibiców, którzy tłumnie wypełniają stadion przy alei Piłsudskiego 138. Obojętnie na jakim poziomie rozgrywkowym. Dlatego jeszcze większym szczęściem dla nich byłyby mecze na zapleczu ekstraklasy. Czy Widzew utrzyma fotel lidera i finalnie tam awansuje?
Wyniki Widzewa z lekka przypominają sinusoidę. Zwycięstwa przeplatają się z prosto gubionymi punktami, w dodatku w starciach ze słabymi drużynami. Może to zadecydować o promocji. A zespołowi, który chce się równać z najlepszymi, takie wpadki nie powinny się przydarzać. Każde potknięcie może zostać wykorzystane.
Słaba obrona przyczyną niepowodzeń?
Formacja defensywna to ważny element w każdej drużynie. Jeśli dobrze i sprawnie funkcjonuje, można myśleć o budowaniu akcji z przodu. W najgorszym wypadku będzie 0:0 i zdobyty przynajmniej jeden punkt. Istotny jest także czas, który zawodnicy spędzą razem na boisku. Docierają się, aż w końcu tworzą dobrze naoliwioną maszynę. O ile atak Widzewa dobrze funkcjonuje, tak tego samego nie można powiedzieć o obronie, której błędy przesądzają o końcowym rezultacie. Nonszalancja czy może słabe przygotowanie motoryczne? Nawet jedno i drugie. Nie są w stanie pomóc dobrze dysponowani gracze ofensywni. Mając wszystko poukładane z tyłu, Ojamaa, Możdzeń, Wolsztyński czy Robak zatroszczyliby się o bramki, gdyż na pewno ich na to stać. Tak to starania idą częściowo na marne.
W przegranym spotkaniu z Górnikiem Polkowice z tyłu zagrali Kosakiewicz, Wołąkiewicz, Tanżyna i Pięczek. O tym drugim to nawet trudno powiedzieć, że zagrał, ponieważ po pół godzinie na placu gry zastąpił go Rudol. Co prawda było to zejście spowodowane urazem, ale dokłada trenerowi zmartwień w kwestii skompletowania linii obrony i znalezienia wartościowego zastępstwa dla Wołąkiewicza. Wydaje się, że wyżej wymienione nazwiska to idealna obrona. Doświadczony na wielu frontach Wołąkiewicz, Kosakiewicz i Tanżyna, którzy swoje też już rozegrali, i dla uzupełnienia młody Pięczek, który powinien się przy nich uczyć. Jednak w tym spotkaniu bramkarz aż cztery razy musiał wyciągać piłkę z siatki, a Widzew wrócił z Polkowic bez zdobyczy punktowej.
Szczególnie zatrważa liczba traconych bramek, co jest w dużej mierze „zasługą” nieporadności obrońców. Po restarcie ligi w sześciu spotkaniach stracili 11 goli. Nie wydaje się to jakoś specjalnie dużo, ale to dopiero trzeci poziom rozgrywkowy w naszym kraju i nie tak wymagający rywale, jakich mogą spotkać wyżej. Co będzie wtedy? Już nawet w 1. lidze, która w przyszłym sezonie zapowiada się na wyjątkowo silną, mogą zostać szybko zweryfikowani. Marząc na stałe o czymś więcej niż czołówka 2. ligi, potrzebne są kroki i działania (może niewielkie, ale niezbędne), które pomogą. Przede wszystkim trzeba obrać odpowiednią drogę do zrealizowania zamierzonych celów.










