„Źle się dzieje w państwie duńskim” – rzekł ongiś oficer Marcellus w powieści Williama Szekspira. I choć od tego czasu sprawy w kraju Hansa Christiana Andersena mają się zdecydowanie lepiej, to i u nas gdzieniegdzie mogą powtórzyć za bohaterem „Hamleta”. Na przykład w Łodzi. Źle się dzieje w państwie widzewskim…
Mija dokładnie pięć lat od momentu, w którym nowy właściciel łódzkiego klubu, Sylwester Cacek, szumnie ogłosił, że oto nadchodzi czas prosperity, a Widzew wkrótce powróci na zapomnianą już ścieżkę chwały i znów przypomni się kibicom w europejskich pucharach, tocząc boje z najlepszymi. Realia okazały się nie tak kolorowe. Jeśli Widzew faktycznie czeka jakaś batalia, to raczej nie o Ligę Mistrzów, ale pozostanie w lidze w nadchodzącym sezonie. Z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że to będzie prawdziwa wojna, a nie tylko pojedyncza bitwa.

Bruno Pinheiro, Krzysztof Ostrowski, Dudu Paraiba, Radosław Matusiak – tych piłkarzy kibice łódzkiego Widzewa już nie obejrzą. Mało? No to na dokładkę jeszcze Jarosław Bieniuk, Ugochukwu Ukah i Mindaugas Panka. Oni także pożegnali się z miastem włókniarzy. To już nawet nie rozkład drużyny. To prawdziwy sabotaż, swoiste działanie na szkodę własnej firmy. Z zespołu, który był solidnym średniakiem zdolnym powalczyć z każdym w rodzimej lidze, teraz Widzew staje się jednym z głównych kandydatów (głównym?) do opuszczenia szeregów ekstraklasy. Wiadomo bowiem, że zmiennicy nie dadzą takiej jakości. Młodziutki Alex Bruno, Emerson Carvalho, Adam Banasiak czy Adam Pietrowski to – z całym szacunkiem – zawodnicy, którzy na dziś nie są w stanie z powodzeniem zastąpić poprzedników. Istotnie, źle się dzieje w państwie widzewskim…
Najbardziej ucierpiała formacja defensywna. W minionym sezonie to właśnie pewna obrona, konsekwencja w działaniu i wieloletnie doświadczenie poszczególnych zawodników pozwoliło uniknąć niepotrzebnych błędów. Dość powiedzieć, że o Ukaha, Dudu czy Bieniuka co rusz podpytywali przedstawiciele czołowych klubów w Polsce. W końcu skorzystali z okazji. Tradycyjnie już poszło o pieniądze. Tajemnicą poliszynela jest, że działacze (jak zwykle) mają ogromne zadłużenie wobec piłkarzy, choć nie tylko. Przed kilkoma tygodniami Widzew – jako jedyny obok Górnika Zabrze klub w ekstraklasie – nie dostał licencji. Ostatecznie niebezpieczeństwo udało się zażegnać, ale konsekwencją jest odpływ czołowych piłkarzy.
Podirytowany całą sytuacją jest Sylwester Cacek, który coraz głośniej przebąkuje o możliwości sprzedaży klubu. Zainwestowane kilkadziesiąt milionów złotych okazało się pieniędzmi wyrzuconymi w błoto, a widoków na lepszą przyszłość nie ma. Gdy przed pięcioma laty Cacek obejmował stery w Widzewie, nie krył mocarnych planów. mówił. A skoro już ów felieton zaczęliśmy wątkiem literackim, także książkowo zepniemy go klamrą. Znów coś z Hamleta A jaka jest odpowiedź?











