West Bromwich Albion zgarnęło trzy punkty w starciu z Fulham. Podopieczni Roberto Di Matteo zadziwiają z kolejki na kolejkę i tym razem zasłużenie uszczęśliwili lokalnych kibiców. Tymczasem Chelsea powróciła na właściwe tory po pokonaniu Wolverhampton na Stamford Bridge.
West Bromwich – Fulham 2:1

„The Baggies” po ostatnim remisie z Manchesterem United są na fali. W końcu to była już kolejna klasowa drużyna, którą udało im się zatrzymać na wyjeździe. Podopieczni Roberto Di Matteo niewątpliwie potrafią wykorzystać błędy przeciwnika. Tym razem musieli zmierzyć się z finalistą zeszłej edycji Ligi Europejskiej, londyńskim Fulham. Z potknięciami musieli walczyć i tym razem, aczkolwiek swoimi własnymi. W końcu goście wyszli na prowadzenie już po dziewięciu minutach gry, w dodatku po bramce samobójczej. Zoltan Gera oddał strzał z ponad 25 metrów, a piłkę do siatki niefortunnie skierował Scott Carson. Gospodarze odpowiedzieli w 17. minucie. Wynik meczu wyrównał Mulumbu, który otrzymał dobre podanie od Chrisa Brunta. Na tym się nie skończyło, podopieczni Di Matteo wykorzystali bowiem swój moment, dobrą formę. Na pięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry pierwszej połowy, prowadzenie „The Baggies” dał Marc-Antoine Fortune. Zresztą to był dobry mecz w ich wykonaniu. Podnieśli się pomimo słabego początku, popełniali mało fauli (ogólnie był to mało brutalny mecz) i oddali sporo celnych strzałów. Dzięki temu utrzymali oni szóstą pozycję w tabeli, a kto wie, czy po tej kolejce nie znajdą się wyżej.
Chelsea – Wolverhampton 2:0

W poprzedniej kolejce Premiership podopieczni Carlo Ancelottiego zostali zatrzymani na Villa Park. Tamtejsi gospodarze wywalczyli bezbramkowy remis. Wielu mówiło, że natychmiast okazało się, ile może Chelsea bez Drogby, Lamparda i z Maloudą w słabej formie. Sytuacja jest dość spekulacyjna, lecz dzisiejszego popołudnia „The Blues” być może powrócili do serii zwycięskich spotkań prowadzących do obrony mistrzostwa Anglii. Tym razem dobrze dysponowany był wspomniany reprezentant Francji, który za sprawą asystującego Żyrkowa wyprowadził swój klub na prowadzenie po 23 minutach gry. Ale na tym się nie skończyło. Mistrz Anglii dominował na swoim stadionie, lecz w sumie nie można było powiedzieć złego słowa o postawie „Wolves”. Podopieczni Micka McCarthy’ego oddali sporo strzałów na bramkę przeciwnika, co najważniejsze – celnych. Nie odbiegali również od rywala na tle utrzymywania się przy piłce. Ostatecznie wynik na 2:0, strzałem z najbliższej odległości, ustanowił w 81. minucie Salomon Kalou. Hahnemann po raz kolejny skapitulował. Do końca spotkania wynik już nie uległ zmianie i obrońcy tytułu zasłużenie zgarnęli trzy punkty.











