Na Weser Stadion Werder Brema pokonał 2:1 FSV Mainz. Zwycięstwo gospodarzom dwoma golami zapewnił kapitan, Aaron Hunt. Do remisu zdołał doprowadzić Adam Szalai, ale to nie wystarczyło nawet na zdobycie punktu.
Jak na mecz drużyn ze środka tabeli początek spotkania stał na naprawdę dobrym poziomie. Pierwsze groźniej zaatakowało Mainz. Sio zagrał prostopadle do Szalaia, ten podał jeszcze do Müllera, który podciął piłkę nad bramkarzem. Ta przeleciała jednak obok słupka. Chwilę później odpowiedział Werder. Po przejęciu piłki na połowie rywala podanie w pole karne otrzymał Petersen. Napastnik gospodarzy wycofał futbolówkę między nogami obrońcy do Hunta, który precyzyjnym strzałem pod poprzeczkę pokonał Wetklo. Niewiele zabrakło, aby bardzo szybką ripostą popisali się piłkarze z Moguncji. Dobre uderzenie z dystansu Müllera z największym wysiłkiem obronił Mielitz, a do dobitki nie zdołał dojść Szalai. Akcje przenosiły się z jednej połowy na drugą i byliśmy świadkami strzału z dystansu Elii, który zatrzymał się na słupku.

W kolejnych minutach tempo gry nie spadło, ale oba zespoły grały czujniej w obronie i nie pozwalały już z taką łatwością przedzierać się rywalom pod własną bramkę. W 30. minucie goście powinni doprowadzić do remisu. Po fatalnym podaniu obrońcy Mielitz, interweniując poza polem karnym, zdołał uprzedzić Müllera, ale wybił piłkę wprost pod nogi Ivanschitza. Austriak podholował piłkę przez kilkanaście metrów i oddał strzał na pustą bramkę z linii pola karnego. Nie tłumaczy go nawet to, że uderzał ze słabszej, prawej nogi. W takich sytuacjach trzeba trafiać w bramkę! To jednak Werder był zespołem lepszym. Częściej utrzymywał się przy piłce i mądrzej rozgrywał piłkę. Dobra gra podopiecznych Thomasa Schaafa kończyła się jednak w okolicach pola karnego rywali, skąd wszystkie wrzutki były wybijane. Ostatecznie w pierwszej połowie obejrzeliśmy tylko jednego gola.
W drugiej połowie znowu groźną akcję jako pierwsze przeprowadziło Mainz. Po dośrodkowaniu z prawej strony strzał głową oddał Ivanschitz, ale ponownie dobrze spisał się Mielitz. Oprócz tego uderzenia zbyt wielu sytuacji nie oglądaliśmy. Oba zespoły bardzo zagęściły środek pola i tam głównie toczyła się walka o piłkę, co zaważyło na obniżeniu poziomu spotkania. W 64. minucie gościom udało się wyrównać. Nietrudno się domyślić, że dokonał tego superstrzelec drużyny z Moguncji. Zabavnik wrzucił piłkę z lewej strony, Szalai wybiegł zza obrońców i oczywiście głową zdobył gola. Piłka wysokim lobem poleciała w długi róg bramki, a Mielitz mógł tylko odprowadzić futbolówkę wzrokiem.
Przez kolejne minuty niewiele się działo. Mainz wyraźnie uznało remis za dobry rezultat i cofnęło się na własną połowę, wyczekując na kontry. To sprawiło, że ciekawych akcji było jak na lekarstwo. W ostatnich minutach rezerwowy Malli dostał idealnie wyłożoną piłkę i z kilku metrów nie trafił nawet w piłkę. To szybko się zemściło. Hunt najpierw poszukał rzutu wolnego, dając się sfaulować Diazowi, a potem bezpośrednio z tego stałego fragmentu gry uderzył. Futbolówka leciała bardzo blisko dalszego słupka, ale i tak wydaje się, że Wetklo mógł zachować się zdecydowanie lepiej. Bramkarz gości na pewno zapisze tę bramkę na swoje konto. W ostatnich sekundach drużyna z Moguncji zamknęła rywali na ich połowie. Jedyny strzał, jaki im się udało oddać, zdołał obronić Mielitz i Werder wygrał 2:1.








