Bundesliga ruszyła z kopyta! Zawodnicy już się rozgrzali i są gotowi na calutki sezon ostrej rywalizacji, walki o każdy centymetr boiska. Dzisiaj spotkały się dwie bardzo interesujące drużyny, czyli Werder Brema i HSV Hamburg.
Mecz rozpoczął się od topornych ataków piłkarzy z Bremy. Widać, że zależało im na szybkim objęciu prowadzenia i ustawieniu dalszego przebiegu spotkania. Pierwsza próba Junuzovicia była jednak niecelna. W 4. minucie ponownie zrobiło się gorąco pod bramką Adlera. Po mocnym strzale głową niewiele brakowało, żeby Niemiec musiał wyciągać piłkę z siatki, ale skończyło się na poprzeczce.
Następne minuty to zmasowany atak Werderu, który chciał pójść za ciosem i kompletnie zepchnął bezradne HSV do defensywy. Kolejne próby strzałów kończyły się jednak niepowodzeniem, rosły jedynie statystyki meczu inne niż bramki. Bardzo aktywny na boisku był Austriak Marko Arnautović, który raz po raz dręczył defensywę i bramkarza rywali niebezpiecznymi rajdami i kąśliwymi strzałami, ale nie był w stanie otworzyć wyniku. Hamburger SV obudził się dopiero po 30 minutach. Okazję miał Marcell Jansen, ale zabrakło wykończenia akcji i na tablicy świetlnej wciąż widniał remis.
Po chwilowym, naprawdę króciutkim, przejęciu kontroli na boisku przez drużynę z Hamburga do głosu ponownie doszli bremeńczycy, i to z przytupem. W 41. minucie piłkarz Werderu został nieprzepisowo zatrzymany w polu karnym rywali i sędzia Knut Kircher podyktował rzut karny pewnie wykonany przez… wróć! Aaron Hunt spudłował rzut karny w 42. minucie meczu i wciąż mieliśmy bezbramkowy remis! Kibice Werderu dali znać zawodnikowi, co sądzą o jego umiejętnościach wykonywania „jedenastek”, a ten wydawał się załamany całą sytuacją. Nie zmienia to faktu, że do przerwy utrzymywał się wynik 0:0.
Na drugą połowę HSV wprowadziło nowego zawodnika. Najnowszy nabytek drużyny, Chorwat Milan Badelj, zszedł z boiska i ustąpił miejsca Robertowi Teschemu. Jak przewrotnym sportem jest piłka nożna, wszyscy mogliśmy się przekonać już siedem minut po gwizdku rozpoczynającym drugą część spotkania. Defensywa HSV ponownie nie była w stanie upilnować szarżujących rywali i po raz drugi w tym meczu sprokurowała rzut karny. Konsekwencja popłaciła, bo trener Werderu znowu zaufał Huntowi, dając mu szansę na rehabilitację za pudło z końca pierwszej połowy, i tym razem piłkarz nie zawiódł. Werder otworzył wynik meczu! Stracona bramka podcięła skrzydła ekipie z Hamburga, ale jej gracze nie próżnowali i walczyli o wyrównanie. Okazję w 63. minucie miał doskonale znany polskim kibicom Artiom Rudniew, ale bramka nie padła.
Cztery minuty później było już 2:0. Hunt, któremu już wszyscy chyba wybaczyli spudłowaną „jedenastkę” sprzed kilkunastu minut, pięknym podaniem uruchomił Nilsa Petersena, a on nie miał problemów z umieszczeniem piłki w siatce. Zawodnicy z Bremy dalej przeważali i pod bramką Adlera ciągle było groźnie. Szczęścia próbowali wszyscy napastnicy i pomocnicy Werderu, nieskutecznie, ale prowadzenie pozwalało im strzelać na wiwat. 70. minuta przyniosła zmiany w drużynie HSV, która wymieniła obu zawodników z napadu na rezerwowych, licząc, że może jakiś dżoker da szansę na powrót do gry w tym meczu. Minuty upływały i ten scenariusz wydawał się coraz mniej prawdopodobny. Piłkarze Hamburga cały czas próbowali zdobyć choćby kontaktowego gola, ale wyraźnie im nie szło. Nerwy i presja robiły swoje. W 77. minucie dobrą okazję miał Bruma, lecz jego główka minęła bramkę Werderu.








