Po bardzo dobrej serii zwycięstw Arsenal potknął się w derbach Londynu z QPR i pozwolił dogonić się Tottenhamowi. Teraz szkoleniowiec „Kanonierów” marzy o kolejnych wygranych, choć o nie łatwo nie będzie. W niedzielę na Emirates Stadium przyjedzie walczący o tytuł Manchester City.
Komplet 21 punktów zdobył Arsenal w poprzedzających pojedynek z Queens Park Rangers siedmiu spotkaniach. Wielkim więc rozczarowaniem była porażka 1:2 z sąsiadami z Londynu, która nieco skomplikowała walkę „Kanonierów” o Ligę Mistrzów. Dzięki wspaniałej serii podopieczni Arsene Wengera byli w stanie pomimo słabego sezonu wskoczyć na podium, o które wciąż jednak walczyć chce inny stołeczny klub, Tottenham. O mistrzowskim tytule Arsenal nie ma co marzyć, ale by zapewnić sobie przyszłoroczną Ligę Mistrzów, musi ponownie zacząć wygrywać.

– Chcemy powrócić do naszego niedawnego poziomu. Oznacza to, że chcemy grać dobrze i w konsekwencji wygrywać kolejne mecze – stwierdził szkoleniowiec „Kanonierów”. Trudniejszego przeciwnika jednak na rozpoczęcie serii zwycięstw trudno sobie było wyobrazić. Do Londynu przyjedzie desperacko poszukujący punktów Manchester City. Piłkarze Roberto Manciniego nie mogą sobie pozwolić na kolejne wpadki, bo United oddaliło się w tabeli już na pięć oczek.
– City bez wątpienia będzie walczyło do samego końca [o mistrzostwo – przyp. red.], ale wierzę, że trzeba poczekać i się przekonać, co zdarzy się w ten weekend – z pozytywnym nastawieniem podchodzi do meczu Wenger, który trochę żałuje, iż walka o tytuł nie dotyczy już jego ekipy. – Niestety, nie jesteśmy zaangażowani w wyścig i pozwolimy im [City i United – przyp. red.] rozstrzygnąć to między sobą. Jednak w tym momencie to United ma przewagę.











