Faworytem dwumeczu Norwegia – Węgry byli gracze ze Skandynawii i to oni zaprezentowali się lepiej w dzisiejszym spotkaniu. Cóż z tego, skoro mecz przegrali i to rozpaczliwie broniący się przez całe spotkanie Węgrzy są bliżej awansu na EURO 2016. Wystarczy ponownie zamurować się na własnej połowie i liczyć na odrobinę szczęścia. Podczas dzisiejszego spotkania to wystarczyło, aby wywieźć z Norwegii korzystny rezultat.
Większość kibiców spodziewała się typowego meczu walki, sporej liczby fauli, małej liczby sytuacji bramkowych. Tymczasem już na samym początku meczu świetną sytuację miał kapitan Norwegii – Skjelbred, jednak jego strzał świetnie obronił Kiraly. Norwegowie poszli za ciosem i przez następne kilkanaście minut zdominowali Węgrów. Jednak niespodziewanie to goście objęli prowadzenie. Na strzał zdecydował się Kleinheisler, a Nyland zdecydował się skapitulować. Bramkarz Norwegii mógł się lepiej zachować w tej sytuacji. Miał piłkę na ręce, jednak okazał się – jak skomentował to Michał Listkiewicz – „chyba trochę zmarznięty”. Może gdyby bronił w dresie, jak jego odpowiednik w drużynie Węgier, to zachowałby się lepiej…
Warto zauważyć, że strzelcem bramki był debiutant w kadrze trenera Storcka, Laszlo Kleinheisler. No cóż, selekcjoner Węgier nie bał się sięgnąć po 21-latka i wystawić go w pierwszym składzie spotkania decydującego o awansie do Mistrzostw Europy, natomiast Adam Nawałka na mecze towarzyskie powołuje Sebastiana Milę, który ostatnie dobre spotkanie rozegrał ponad rok temu. Młodym Węgrem interesował się podczas letniego okienka transferowego Śląsk Wrocław (jak donosił portal nemzetisport.hu), jednak do przenosin do Polski ostatecznie nie doszło.
Na boisku mogliśmy zobaczyć kilku piłkarzy, którzy jednak trafili do naszej Ekstraklasy. Od początku zagrali Kadar i Guzmics, a w drugiej połowie na boisku zameldował się też Lovrencsics. Duet defensorów z Ekstraklasy choć zagrał na zero z tyłu, to jego poczynania były często chaotyczne, a interwencje rozpaczliwe. Z resztą tak jak i całej drużyny Węgier. Pomocnik Lecha niczym się nie wyróżnił, natomiast gwiazda Legii – Nikolic – nie podniósł się z ławki rezerwowych.
Mecz miał jednostronny przebieg, Norwegowie mieli 58% posiadania piłki i 16 rzutów rożnych (Węgrzy ani jednego). Stworzyli sobie kilka dobrych okazji na strzelenie bramki – najlepszą miał Helland, jednak jego strzał głową z kilku metrów na pustą bramkę trafił w poprzeczkę – jednak zabrakło skuteczności. Nie pomógł również arbiter. Clattenburg kontrowersyjne sytuacje rozstrzygał zazwyczaj na niekorzyść Norwegów. Nie zmienia to faktu, że piłkarze ze Skandynawii powinni ten meczy wygrać, tymczasem niespodziewanie po pierwszym spotkaniu to Węgrzy są bliżej wyjazdu do Francji.










