Do niedawna był jedynym Madziarem w naszej ekstraklasie. Od czasów przeprowadzki Tamasa Kulcsara z Polonii Warszawa do Debreczyna żaden skaut nie ośmielił się wyruszyć w tamte rejony świata w celu poszukiwania nowych talentów. Dopiero pojawienie się w Lechu Węgra otworzyło wielu osobom oczy na tamtejszy rynek.
Liczba Węgrów grających w T-Mobile Ekstraklasie na przestrzeni wielu lat w porównaniu z Brazylijczykami, Słowakami czy nawet Serbami jest znikoma, żeby nie powiedzieć żadna. Do momentu przybycia Gergo Lovrenscicsa do Lecha Madziarów mieliśmy zaledwie czterech: Tibora Szabo, Gabora Vayera, Arpada Majorosa oraz wcześniej wspomnianego Tamasa Kulcsara. Te nikomu nic niemówiące nazwiska nie zawojowały polskich boisk. Łączna liczba występów graczy tej nacji wynosi 55 spotkań, czyli mniej niż liczba meczów samego Lovrencsicsa, a i jakość tych gier woła o pomstę do nieba.
Zmiana spojrzenia na węgierski rynek transferowy nastąpiła w momencie eksplozji talentu popularnego w Poznaniu „Gulasza”. Gracze z tamtejszych rejonów zaczęli być postrzegani nieco inaczej, dostali nową, drugą szansę, by móc się zrehabilitować i pokazać, że węgierski futbol nie stoi na beznadziejnym poziomie. Lovrencsics natomiast był, a w zasadzie jest, misjonarzem na polskiej ziemi. Dla węgierskich piłkarzy stał się doskonałym przykładem, że można się skutecznie wybić, grając nawet w anonimowych klubach. Zaraz po skautach „Kolejorza” na obserwację tamtejszych pereł udali się przedstawiciele między innymi Jagiellonii, Pogoni oraz Wisły. Ci ostatni swoją podróż zakończyli sukcesem, sprowadzając w swoje szeregi Richarda Guzmicsa, który wraz z Arkadiuszem Głowackim stanowi prawdopodobnie najlepszą parę stoperów w lidze.
Talent czystej wody
W Poznaniu miał pojawić się już latem zeszłego roku, lecz jego transfer został zatrzymany przez groźną chorobę. David Holman, czyli nowy nabytek „Kolejorza”, zmagał się z odmą opłucną, która polega na dostaniu się do jamy opłucnej powietrza lub innych gazów. Niewątpliwie to ona przyczyniła się do zatrzymania prężnie rozwijającej się kariery młodego Węgra, który jest uznawany za jednego z pięciu największych talentów tamtejszej piłki.
Urodzony w Budapeszcie 21-letni Holman jest nominalnie ofensywnym pomocnikiem. Do Lecha został sprowadzony z myślą, aby rywalizować przede wszystkim z Darko Jevticiem, który czuje się jak ryba w wodzie, gdy jest ustawiony tuż za plecami napastnika, oraz z Kasprem Hamalainenem, który coraz częściej występuje na pozycji napastnika. Holman może być również ustawiony jako środkowy pomocnik, czyli na pozycji, na której „Kolejorz” odczuwa ogromny deficyt. W środkowej strefie boiska oprócz Łukasza Trałki w Poznaniu brakuje takich graczy. Linetty więcej czasu spędza w gabinecie rehabilitantów niż na boisku treningowym, natomiast Drewniak nie spełnia jakichkolwiek kryteriów, by móc pełną gębą stać się lechitą.












