Stało się to, o co po cichu , z lekkim zawstydzeniem, prosili kibice „Białej Gwiazdy”. Po przyjściu do klubu Dariusza Wdowczyka drużyna wyzbyła się notorycznego pecha i punktuje aż miło. Jaka jest przyczyna takiego stanu rzeczy?Żartobliwie można powiedzieć, że były szkoleniowiec Pogoni, Korony i Legii uznał, że tu nie ma co trenować i podzwonił do kogo trzeba. Prawda jest jednak taka, że „Wdowiec” nie musiał w Wiśle niczego zmieniać. On po prostu przyszedł na trening, ustawił zespół po swojemu i czekał na efekt. Ten nadszedł od razu, co oddala od zasłużonego zespołu widmo totalnej katastrofy, jaką byłby spadek z ligi.

Dwa mecze, sześć punktów. Zaraz zacznie się w mediach jakże popularna teza o „efekcie nowej miotły”, która oczywiście nie ma żadnego statystycznego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Wystarczyło zmienić bezproduktywnego Urygę na krytykowanego wcześniej Popovicia, by bardzo wyraźnie przesunąć środek ciężkości zespołu w stronę ofensywy i paradoksalnie oddalić zagrożenie od własnej bramki. Do tego Wdowczyk zaufał swojemu byłemu podopiecznemu z Pogoni, Patrykowi Małeckiemu, który, choć umiejętności czysto piłkarskie schował gdzieś głęboko, wprowadza do drużyny niezbędnego ducha walki. Tylko tyle i aż tyle.
Ostatnia tak spektakularna zmiana trenera w ekstraklasie miała miejsce… w Krakowie, w zeszłym sezonie. Miasto to samo, jednak mowa rzecz jasna o klubie z drugiej strony Błoń. Wtedy też nikt nie przypuszczał, że Jacek Zieliński będzie w stanie od razu odmienić zespół (jeśli w ogóle), tymczasem jego efekt trwa do dziś, a Cracovia z murowanego pewniaka do spadku stała się kandydatem do medalu. Wygląda więc na to, że w stolicy Małopolski panuje specyficzny mikroklimat dla szkoleniowców. Tutaj naprawdę „amazing happens”.
Nie wiadomo, jak długo potrwa ten swoisty #WdowczykEffect, niemniej wyśmiewana przez 90% kibiców w Polsce Wisła… nagle stała się całkiem poważnym kandydatem do pierwszej ósemki. To ciągle leży w zasięgu „Białej Gwiazdy”, która przy komplecie punktów z Ruchem (wyjazd) i Zagłębiem (dom) będzie miała 38 punktów, co powinno wystarczyć do osiągnięcia tego, jeszcze tydzień temu niemożliwego, celu.
Takie rzeczy to tylko w ekstraklasie!











