W spotkaniu trzeciej kolejki angielskiej Premier League zespół West Bromwich Albion wygrał na własnym stadionie z Evertonem 2:0. Bramki dla podopiecznych Steve’a Clarke’a zdobywali Shane Long i Gareth McAulay.
W sobotnie popołudnie na The Hawthorns spotkały się kluby, które w nowy sezon wkroczyły z imponującym animuszem. Z jednej strony Everton mający na koncie dwa pewne zwycięstwa, w tym z wicemistrzem Anglii, Manchesterem United. Z drugiej gospodarze, West Bromwich Albion, którzy na inaugurację bezlitośnie pożarli sąsiada zza miedzy „The Toffees” – Liverpool FC. A następnie solidnie nastraszyli marzącego o chwale i sławie Andre Villasa-Boasa, remisując z jego Tottenhamem, przy czym piłkarze „The Spurs” w ostatnich minutach dwukrotnie wybijali piłkę z linii bramkowej.

Od początku spotkania lepsze wrażenie sprawiali goście. Dowodzeni przez swojego generała, Darrona Gibsona, dłużej utrzymywali się przy piłce, dyktując tempo gry. Gospodarze nie potrafili znaleźć recepty na dobrze ustawione zasieki obronne podopiecznych Davida Moyesa i ograniczali się do długich piłek kierowanych w stronę duetu napastników Long – Fortune, jednak świetnie grający w powietrzu Jagielka z Distinem bez problemów niwelowali zagrożenie w zarodku. Nieźle funkcjonowała lewa flanka Evertonu, na której dobrze współpracująca para Baines – Pienaar kilkakrotnie próbowała zaskoczyć defensywę WBA, sprawiając sporo kłopotów ociężałemu Stevenowi Reidowi.
W 18. minucie zadrżały serca miedzianowłosego Moyesa i wszystkich fanów „The Toffees”. Kontuzji przy prostopadłym podaniu doznał główny dyrygent Evertonu, wspomniany Gibson, którego na murawie zastąpił prawy obrońca Tony Hibbert, a do środka pola przesunięty został doświadczony Phil Neville. Nietrudno zrozumieć niezadowolenie opiekuna ekipy z północy Anglii, jeśli spojrzy się na statystyki z okresów przed i po dołączeniu Gibsona do Evertonu. Odkąd pomocnik występuje w niebieskim trykocie, drużyna z Goodison Park wymienia średnio dwadzieścia podań więcej, zdobywa więcej bramek i w związku z tym inkasuje więcej punktów.
Strata Gibsona momentalnie zaczęła być widoczna. Co prawda Everton wciąż utrzymywał się dłużej przy piłce, ale w miejsce krótkich podań coraz częściej stosowano zupełnie bezproduktywne długie przerzuty. Przewaga gości stopniowo malała. W 28. minucie kapitalną okazję do objęcia prowadzenia miało WBA. Po fenomenalnej centrze Liama Ridgewella z lewej strony boiska najlepiej w polu karnym odnalazł się Shane Long, jednak futbolówka po uderzeniu głową wstrząsnęła poprzeczką bramki strzeżonej przez Tima Howarda i z powrotem wyszła w pole. Już po niespełna 60 sekundach podobną akcję przeprowadzili Hibbert z Fellainim, a ten drugi pomylił się o kilkanaście centymetrów.












