Dziś w ramach 24 kolejki Premier League zostaną rozegrane dwa spotkania. W pierwszym z nich West Bromwich Albion podejmował Liverpool. Obie ekipy miały dobre powody, by zwyciężyć. Gospodarze – by powiększyć przewagę nad strefą spadkową, natomiast „The Reds” – by odskoczyć nieco od Evertonu.

Podczas niedawno zakończonego okienka transferowego obie ekipy nie były zbyt aktywne. „The Baggies” tylko wypożyczyły Thievy’ego Bifoumę z Espaynolu, natomiast Liverpool starał się wzmocnić swoje pozycje ofensywne poprzez pozyskanie Mohameda Salaha czy Jewhena Konoplanki – niestety nieskutecznie.

Pierwsze minuty meczu były rozgrywane w bardzo powolnym tempie. Gra utknęła w środku pola, a na pierwszy strzał kibice musieli poczekać do siódmej minuty. Wtedy to Luis Suarez uderzał z rzutu wolnego. Piłka trafiła w mur i choć goście mieli jeszcze szansę z rzutu rożnego, to jego wykonanie było dalekie od ideału. Gospodarze odpowiedzieli strzałem dopiero w 17. minucie. Mulumbu przymierzył zza pola karnego, ale piłka została zablokowana przez jednego z graczy „The Reds”. W 24. minucie doszło do zmiany wyniku. Po obustronnym „usypianiu” przeciwnika swoją grą, pierwszy celny strzał oddali podopieczni Brendana Rodgersa. W sytuacji, w której większość widzów sądziła już, że nic z niej nie wyjdzie, Suarez świetnym podaniem odnalazł Sturridge’a. Anglikowi nie pozostało nic innego, jak skierować piłkę do bramki obok zdezorientowanego Fostera. W 28. minucie znowu przed szansą na zdobycie gola z rzutu wolnego stanął Urugwajczyk. Uderzenie choć dość ładne, nie znalazło jednak drogi do bramki. W pierwszej połowie mieliśmy dużo walki w środku pola i sporo taktycznych fauli. Niestety, dla kibiców, widzieliśmy tylko jednego gola.
Drugą połowę mocniej zaczęli gospodarze. Groźne strzały z 51. i 52. minuty zostały zablokowane odpowiednio przez obrońcę Liverpoolu i Mignoleta. W 59. minucie uderzenie Suareza w sytuacji sam na sam zatrzymuje Foster. Pięć minut później rzut wolny wykonywany przez jednego z zawodników WBA nie sprawił większych problemów bramkarzowi „The Reds”. Tego, co wydarzyło się w 66. minucie, nie spodziewał się prawie nikt. No może oprócz najbardziej optymistycznych kibiców „The Baggies”. Kolo Toure podawał do swoich kolegów tak niefortunnie, że piłka trafiła wprost pod nogi napastnika drużyny przeciwnej, Victora Anichebego. Nigeryjczykowi pozostało tylko przyjąć piłkę i płaskim strzałem wyrównać wynik meczu. To był zaledwie drugi gol zawodnika w rozgrywkach Premier League w tym sezonie. Później gra stała się jeszcze ostrzejsza. Żółte kartki zobaczyli m.in.: Gerrard, Suarez czy Lugano.










