Reprezentacja Polski U-21 wygrała z Rosją 1:0 w siódmym spotkaniu eliminacyjnym, tym samym wracając do gry w walce o pierwsze miejsce w grupie eliminacyjnej. Co by nie mówić, nie był to wybitny mecz podopiecznych Czesława Michniewicza, ale nie styl miał tu być najważniejszy. Pokonanie Rosjan daje Polsce pełną kontrolę nad sytuacją w grupie i uniezależnienie się od rywali w walce o awans na młodzieżowe mistrzostwa Europy.
Walka o być albo nie być
Do końca eliminacji jeszcze daleko, ale mecz z Rosją już miał dać odpowiedź na najważniejsze pytanie – zachowamy szanse na bezpośredni awans, czy trzeba będzie bić się o niego w barażach? Bolesna porażka 0:3 z Bułgarią znacznie skomplikowała nam sytuację i sprawiła, że droga na przyszłoroczne mistrzostwa Europy do lat 21 stała się znacznie bardziej kręta.
Do pojedynku z Rosjanami Polacy przystępowali jednak w dobrych humorach. Bardzo pewne zwycięstwo przed czterema dniami nad Estonią 6:0 dało podopiecznym Czesława Michniewicza dużo pewności siebie i wiary w bezpośredni awans. Pewni swego do spotkania podchodzili jednak także podopieczni Mikhaila Galaktionova, którzy zwycięstwem 2:0 nad Bułgarią wjechali na autostradę na młodzieżowe mistrzostwa Europy.
Sprawa przed meczem była postawiona jasno – wygrywając, robimy duży krok w kierunku przyszłorocznego Euro U-21 i na trzy mecze przed końcem eliminacji to my rozdajemy karty. Porażka bądź remis nasze nadzieje na pierwsze miejsce w grupie stawiały w położeniu czysto matematycznym. Wówczas Rosjanie musieliby stracić punkty z Estonią lub Łotwą, czyli najsłabszymi drużynami w grupie piątej.
Zachowawczo na głównego rywala do awansu
Przed czterema dniami Polska pewnie rozprawiła się z Estończykami, ale pokaźny wynik nie zamydlił oczu trenera Michniewicza, który i tak w dosyć znaczącym stopniu zmienił podstawową jedenastkę. Zrezygnowano między innymi ze skrzydeł w postaci Przemysława Płachety i Jakuba Kamińskiego, a w ich miejsce od początku do boju puszczono Patryka Dziczka oraz Tomasza Makowskiego.
Niezmienioną względem spotkania z Estonią linię obrony wzmocniono Karolem Filą, co pozwalało myśleć, że Czesław Michniewicz ma zamiar grać piątką obrońców. Duet Bogusz – Klimala, który zapewnił w ostatnim spotkaniu trzy gole, otrzymał od trenera kredyt zaufania i od 1. minuty zaczął także mecz z Rosjanami.










