PGE GKS Bełchatów pewnie wygrał z Zagłębiem Lubin w meczu na dole tabeli 2:1. Piłkarze prowadzeni przez trenera Kieresia przez całe spotkanie byli zespołem zdecydowanie lepszym i to zwycięstwo im się po prostu należało.
Spotkanie Bełchatowa z Zagłębiem Lubin dobrze zaczęli gospodarze. Od początku meczu podopieczni Kamila Kieresia ruszyli do ataku. Co prawda, w pierwszym kwadransie ich próby były dalekie od ideału, ale trudno było oprzeć się wrażeniu, że prędzej czy później piłka wyląduje w siatce gości. Tak się stało już w 16. minucie meczu. Bardzo dobre dośrodkowanie z rzutu wolnego Kamila Kosowskiego wykorzystał Grzegorz Baran, który precyzyjnym strzałem głową umieścił piłkę w bramce.

Po strzeleniu gola piłkarze GKS-u dalej kontynuowali swoją mądrą grę z pierwszego kwadransa. I to właśnie gospodarze byli cały czas drużyną lepszą i nic nie wskazywało na to, że sytuacja na boisku może się zmienić. I wtedy na strzał z blisko trzydziestu metrów zdecydował się Patryk Rachwał. Piłkarz „Miedziowych” doskonale przymierzył i pokonał bezradnego Sapelę. Był to naprawdę piękny gol.
Ostatnie minuty pierwszej połowy to zdecydowana dominacja piłkarzy Bełchatowa. Najpierw fantastyczną sytuację zmarnował Żewłakow, a chwilę później Isajlović świetnie obronił strzał Wróbla.
Po pierwszych 45 minutach w Bełchatowie był remis 1:1, ale to gospodarze byli stroną dominującą w tym spotkaniu.
Druga połowa zaczęła się bardzo podobnie do pierwszej. Nadal atakowali gospodarze i to oni stwarzali sobie kolejne okazje do strzelenia bramki. Udało się udokumentować swoją przewagę w 57. minucie meczu. Świetny rajd prawą stroną przeprowadził Kamil Kosowski, który ładnie zacentrował piłkę do Nowaka, ten zgrał jeszcze futbolówkę do Buzały, który z najbliższej odległości nie dał szans Isajloviciowi.

W 70. minucie z boiska musiał zejść kontuzjowany Kamil Kosowski, który był zdecydowanie najlepszym piłkarzem w szeregach gospodarzy w tym meczu. Zejście zawodnika sprawiło, że podopieczni Kieresia nie atakowali już z takim impetem, ale cały czas ich przewaga nie podlegała dyskusji.
Jak by problemów Zagłębia było mało, to w 84. minucie czerwoną kartkę otrzymał Telichowski i od tego momentu jasne stało się, że o wywiezienie punktu z Bełchatowa, będzie „Miedziowym” bardzo trudno.











