Minęło kilkanaście godzin od zakończenia pierwszego dnia mistrzostw świata w Brazylii. W meczu otwarcia nie zabrakło kontrowersji. Marek Wawrzynowski, były dziennikarz „Przeglądu Sportowego”, a obecnie redaktor Wydawnictwa Kopalnia, przyznaje, że nie dochodziłby do daleko idących wniosków i po 90 minutach emocji nie szukałby powiązań z turniejem z Korei i Japonii.
Z pewnością w głowach wszystkich na najbliższe tygodnie pozostanie sytuacja, kiedy Fred upadł w polu karnym, a arbiter z Japonii pokazał na wapno. Takiej decyzji nie spodziewał się niemal nikt. Powtórki pokazały, że faulu raczej być nie powinno, a internet od razu zalała fala opinii porównująca mundial 2014 z turniejem sprzed dwunastu lat. Marek Wawrzynowski uważa, że nie czas na takie sądy: – W 2002 roku przypadek Byrona Moreno był wręcz ewidentny i było to wręcz klasyczne oszustwo. Tutaj tego nie wiemy. Powiedziałbym raczej, że mieliśmy do czynienia z dość mocną pomyłką. Być może był to wynik presji, która na takich imprezach w meczach gospodarzy ciąży na arbitrach. Aż tak daleko bym w to nie brnął. Zobaczymy jak to będzie dalej, bo na razie był to tylko jeden mecz i są to za daleko idące wnioski.
Postać arbitra jest kojarzona przez zagorzałych kibiców T-Mobile Ekstraklasy. Nishimura prowadził kiedyś spotkania na naszym ligowym podwórku. Wiele osób dość prześmiewczo uznało go za MVP meczu otwarcia. W Chorwacji nazwano go oszustem, w Brazylii natomiast „aniołem”. Prawdopodobnie jednak nie okaże się takim stróżem dla żadnej z ekip: – Możliwe, że mundial dla sędziego z Japonii właśnie się zakończył. Jeśli dostanie kolejną szansę, to FIFA może całkowicie stracić swoją wiarygodność. Na pewno z całego świata będzie płynęła presja, by on już się nie pojawiał, by jego już nie było. W przeszłości w światowej federacji były jednak takie przypadki, że krytykowani arbitrzy dostawali możliwość kolejnego występu, więc ciężko powiedzieć, czy nie poprowadzi jeszcze czegoś.










