Mecz Legii z Wisłą od wielu lat elektryzował kibiców w całej Polsce. Dziś miało być podobnie, choć jedynie warszawianie zajmują pozycję w czołówce. Ostatecznie okazało się, że sytuacja w tabeli nie miała nic wspólnego z aktualną formą obu drużyn, bo Wisła dosłownie znokautowała Legię, a w rolli głównej wystąpili Paweł Brożek i Patryk Małecki.
W Krakowie jeszcze przed pierwszym gwizdkiem dało się odczuć atmosferę święta. 18 tysięcy kibiców zgromadzonych na stadionie oczekiwało dobrego widowiska, które zakończy się zdobyciem trzech punktów przez ich pupili. Głośny doping od pierwszej minuty spotkania dodawał zawodnikom skrzydeł i rzeczywiście robiło to doskonałe wrażenie. Dodatkową atrakcją był powrót Macieja Skorży na stadion przy ulicy Reymonta, tym razem w roli szkoleniowca Legii. Ten mecz z całą pewnością znaczył dla niego znacznie więcej niż zwykłe spotkanie ligowe.

Spotkanie rozpoczęło się od groźnego strzału Tomasa Jirsaka, po którym piłka powędrowała nad poprzeczką. Później na boisku dominowała Legia. Przynajmniej jedna z dogodnych sytuacji, jakie mieli Manu i Komorowski powinna zakończyć się bramką. Pierwsze pół godziny stało pod znakiem agresywnej gry i twardej walki. Legia dominowała, ale to wiślakom dopisało szczęście. Akcja z prawej strony boiska kończy się dośrodkowaniem Jirsaka w pole karne i celnym strzałem Pawła Brożka z trudnej pozycji. Trącona przez reprezentanta Polski piłka zupełnie zmyliła golkipera Legii i w efekcie stadion Wisły oszalał z radości.
Wydawało się, że podrażnieni legioniści wściekle ruszą do ataku, ale rzeczywistość była zupełnie inna. Podopieczni Macieja Skorży przypominali zamroczonego boksera, który przed chwilą wylądował na deskach. Zawodnicy Wisły chcieli wykorzystać taką sytuacje i po chwili po raz drugi umieścili piłkę w siatce, jednak tym razem sędzia dopatrzył się faulu w ofensywie. Na szczęście dla gości chwile później pierwsza połowa dobiegła końca.

Okazało się, że kara została jedynie odłożona o niewiele ponad 15 minut. Na początku drugiej połowy składną akcję wiślaków wykończył strzałem zza 16 metrów Patryk Małecki, golkiper przyjezdnych po raz kolejny był zupełnie zaskoczony takim uderzeniem i w efekcie musiał wyciągać piłkę z siatki.












