24. sezon Premier League wkracza w najciekawszą, a zarazem decydującą fazę. Do zakończenia sezonu pozostało osiem kolejek (nieliczni mają jeszcze w zanadrzu zaległe mecze), przez co żadna z drużyn nie może pozwolić sobie już na stratę punktową. Oczy niemalże wszystkich kibiców brytyjskiego futbolu w niedzielę zwrócone będą w kierunku White Hart Lane, gdzie wciąż walczący o mistrzostwo Anglii Tottenham Hotspur podejmie celujący w kwalifikacje do Champions League Manchester United. Pochettino czy van Gaal? „Koguty” czy „Czerwone Diabły”? Odpowiedzi na to pytanie będziemy szukać od godziny 17:00, a już teraz zapraszamy Was na krótką zapowiedź tego hitowego starcia.
Gdyby ktoś przed sezonem określił ten mecz jako pojedynek drużyn z jednej strony walczącej o mistrzostwo Anglii, a z drugiej o zakwalifikowanie się do Ligi Mistrzów, trafiłby w punkt. Wątpliwe wydaje się jednak przypisanie tych ról do odpowiednich ekip, gdyż mało kto spodziewał się, że to Tottenham w tym pojedynku będzie tym zespołem, który walczy o najwyższe cele, a Manchester United o prawo gry w elitarnych rozgrywkach klubowych.
Historia
Do tej pory oba kluby rozegrały przeciwko sobie 183 mecze, z czego aż 87 spotkań kończyło się wygraną Manchesteru United, 48 było nierozstrzygniętych i tyle samo razy wygrała londyńska drużyna. Ciekawa sytuacja jest w przypadku zestawienia 18 ostatnich bezpośrednich pojedynków obu ekip, jakie zostały rozegrane na White Hart Lane. Wydawałoby się, że Tottenham na własnym obiekcie przeważał nad swoimi niedzielnymi rywalami, jednak sytuacja jest zupełnie inna.

Ostatni pojedynek pomiędzy obiema ekipami rozegrany został 8 sierpnia 2015 roku. Na Old Trafford dla obu klubów rozpoczynał się właśnie nowy sezon. Kibice, którzy tego dnia przybyli do „Teatru Marzeń”, nie doczekali się bramki strzelonej przez zawodnika Manchesteru United. Wyręczył ich w tym Kyle Walker, który swoją pechową interwencją przy próbie odbioru piłki rywalowi umieścił ją w swojej siatce. Sprawiedliwym wynikiem w tym spotkaniu byłby remis, bowiem obie drużyny kreowały sobie okazje do strzelania bramek. Los jednak dał wygraną gospodarzom i nic już tego nie zmieni.
















