Szósta kolejna angielskiej ekstraklasy nie mogła chyba nikogo zaskoczyć. Wygrywali faworyci, a na właściwy tor wrócił nawet zawodzący ostatnio Arsenal Londyn.
„Kanonierzy” gładko rozprawili się z Boltonem Wanderers. Już po 20 minutach gry trener „Kłusaków” był zmuszony do przeprowadzenia pierwszej zmiany, kontuzji doznał bowiem David N’Gog. Zastąpił go Kevin Davies. Ataki gospodarzy w pierwszej połowie nie przynosiły efektów, kolejne strzały Gervinho i Walcotta szybowały obok bramki lub były blokowane przez defensorów. Bramkę dopiero w drugiej połowie zdobył Robin Van Persie, wykorzystując podanie Aarona Ramseya. Kilka chwil później David Wheater obejrzał czerwony kartonik, co dało drużynie gości szansę na podwyższenie dorobku bramkowego. W 71. minucie drugie trafienie zaliczył Van Persie, a tuż przed końcem wynik na 3:0 ustalił Alex Song.

W tym samym czasie w Londynie miejscowa Chelsea rozgrywała spotkanie przeciwko Swansea City. „The Blues” strzelanie rozpoczęli po niespełna 30 minutach, kiedy piłkę w siatce umieścił Fernando Torres. W 36. minucie kolejną bramkę dołożył Ramires, po znakomitej akcji gospodarzy. Tuż przed przerwą na kibiców Chelsea czekała jednak niemiła niespodzianka – za bezmyślny faul z boiska wyleciał „El Nino”, strzelec pierwszej bramki. W drugiej połowie piłkarze „Łabędzi” chcieli wykorzystać grę w przewadze, ale skorzystali na tym podopieczni Andre Villasa-Boasa. W 75. minucie wyprowadzili bardzo groźny kontratak, po którym piłkę w siatce umieścił ponownie Ramires. Wynik 3:0 pozwolił portugalskiemu szkoleniowcowi na przeprowadzenie kilku zmian. Wprowadził na boisko między innymi wracającego po kontuzji Didiera Drogbę czy też młodziutkiego Josha McEachrana. Kiedy wydawało się, że już nic ciekawego się nie wydarzy, w 86. minucie piłkę do siatki Petra Cecha wpakował Williams. Nie był to jednak koniec emocji w tym spotkaniu – w doliczonym czasie gry rekonwalescent Drogba w nieprawdopodobny sposób obrócił się z piłką w polu karnym i posłał ją do bramki obok bezradnego golkipera Swansea.
W meczu Liverpoolu z Wolverhampton stroną przeważającą niemal przez cały czas byli gospodarze. Już w 11. minucie objęli prowadzenie po samobójczym trafieniu Rogera Johnsona. Tuż przed końcem pierwszej części spotkania na 2:0 podwyższył Suarez. Druga połowa rozpoczęła się pomyślnie dla piłkarzy „Wolves”, bramkę na 2:1 zdobył Fletcher. Kilka minut później mogło być 3:1, ale piłka po strzale Carrolla trafiła w słupek. Później szansę na bramkę miał jeszcze Jordan Henderson, ale nie trafił w bramkę. Na 10 minut przed końcem spotkania na boisko wszedł Steven Gerrard. Tuż przed końcem spotkania Anglik mógł zdobyć gola, ale uderzył niecelnie.













