Rozgrywki Premier League zmierzają powoli ku końcowi. Na dzisiaj niemal pewne jest, że tytuł mistrzowski zgarnie Manchester United. Czy na pewno? Wiary temu nie daje Arsene Wenger, który zapowiada, że jego zespół jeszcze będzie walczył o wyprzedzenie United, a celem jest wygranie wszystkich pozostałych meczów. Na „pole position” do pokrzyżowania planów owego szkoleniowca stoi Bolton, który „The Gunners” podejmie na własnym stadionie w niedzielę. Czy zepchnięcie podopiecznych Fergusona z fotelu lidera jest jednak w ogóle możliwe?
34. kolejkę zmagań o mistrzostwo Anglii otworzy mecz pretendentów do tytułu, czyli Manchesteru United. Na Old Trafford przyjadą zawodnicy Evertonu, którzy po słabym początku sezonu mają niemałe szanse na jak najbardziej pozytywny finisz. Moyes za sukces z pewnością uważałby wyprzedzenie w tabeli lokalnych rywali, którzy mają tylko dwa punkty przewagi nad „The Toffees”. Do realizacji tego założenia postara się nie dopuścić Dalglish, o którym mówi się, że powinien zostać na stanowisku szkoleniowca Liverpoolu – a przynajmniej, jak donoszą media, chcą tego piłkarze. Wydawać się może, że w obliczu wsparcia kibiców i takiej ofensywy, jak Kuyt – Carroll (występ wątpliwy) – Suarez, Birmingham w najbliższej kolejce raczej nie będzie miało szans na zwycięstwo. Czy remis mógłby być jednak realnym celem? Wszystko zweryfikuje boisko.

Na 10. miejscu w tabeli znajduje się Aston Villa. Awans wyżej, niż o jedną pozycję jest raczej wątpliwy, lecz w dolnej części stawki jest tak ciasno, że drużyna uplasowana o pięć wierszy niżej traci zaledwie dwa punkty do podopiecznych Houlliera. W meczu ze Stoke francuski szkoleniowiec nie będzie jednak prowadzić swoich zawodników, zrobi to jego asystent. Francuz aktualnie przebywa w szpitalu, lecz jego stan zdrowia się polepsza. W obliczu zaistniałej sytuacji w tabeli, „The Villans” na własnym stadionie nie mogą sobie pozwolić na stratę punktów. Stoke jest jednak na fali, w końcu ostatnio dzięki fantastycznemu zwycięstwu 5:0 nad Boltonem awansowało ono do finału Pucharu Anglii.
Wiele wskazuje na to, że Newcastle zakończy sezon w dość dobrym stylu. Na razie po kryzysie nie widać zbytnich śladów, choć „The Toon” znajduje się w niemalże takiej samej sytuacji, jak Aston Villa. Tym razem zmierzy się ono na wyjeździe z Blackpool. Gospodarze Bloomfield Road na swoim stadionie są nieobliczalni, a w ich przypadku gra toczy się ściśle o utrzymanie. Podopieczni Hollowaya mogą na przykład wyprzedzić Wigan, które na mecz pojedzie do Sunderlandu. „The Black Cats” przegrali ostatnio cztery mecze z rzędu, a na wygraną w lidze czekają już od bardzo dawna. Być może przyjdzie czas na zmianę, w końcu przewaga nad strefą spadkową może w końcu stopnieć.












