To już naprawdę prawie koniec. W weekend rozegrana zostanie czwarta, licząc od tyłu (no, dla niektórych piąta albo nawet szósta), kolejka obecnego sezonu Premier League. Oczy wszystkich będą głównie zwrócone na Londyn. Żaden stołeczny zespół nie opuści ani jutro, ani pojutrze stolicy, a w sobotę odbędą się tam trzy mecze. Dwa z nich będą derbowe, z czego stawką jednego z nich będzie nie tylko prestiż, ale i wielkie pieniądze wiążące się z awansem do Ligi Mistrzów.
I właśnie od spotkania Arsenalu z Chelsea zaczniemy, już o 13:45 zabrzmi pierwszy gwizdek Mike’a Deana na The Emirates. Po porażce z Wigan „Kanonierzy” skomplikowali sobie nieco drogę do trzeciego miejsca w tabeli. Co prawda nadal przewodzą w wyścigu, nad Tottenhamem i Newcastle mają pięć punktów przewagi, a nad jutrzejszym rywalem siedem, ale wszystkie te zespoły mają do rozegrania o jeden mecz więcej. „The Blues” przystąpią za to do derbów uskrzydleni wspaniałym zwycięstwem z Barceloną. Uskrzydleni, ale i zmęczeni (w środę za piłką biegali przez 72% czasu gry), a także bez bohatera tamtego spotkania, Didiera Drogby, również kontuzjowanego Davida Luiza i zawieszonego Branislava Ivanovicia. W perspektywie podopieczni Di Matteo mają przecież jeszcze wyjazd na Camp Nou, a Arsenal koncentruje się na samej lidze. Jutro wystąpi w prawie najsilniejszym składzie, do absencji Wilshere’a i Mertesackera Arsene Wenger zdążył się już przyzwyczaić, zabraknie jednak jeszcze Mikela Artety i nieuprawnionego do gry Yossiego Benayouna. Na Stamford Bridge w październiku kibice obejrzeli wspaniałe widowisko, wspaniałego van Persiego i wspaniały Arsenal, który wygrał 5:3. Ile bramek padnie tym razem?

Jak zwykle najwięcej meczów zostanie rozegranych o 16:00. Żeby nie być gołosłownym, to zacznijmy może od innego starcia w Londynie, gdzie Fulham podejmie Wigan. Spotkają się więc dwie drużyny w formie. „Cottagers” ostatnio zatrzymali Chelsea, a wcześniej ograli Bolton i Norwich. To jednak nic w porównaniu z wyczynami podopiecznych Roberto Martineza, którzy w tabeli obejmującej ostatnie pięć meczów są na trzecim miejscu! Zaledwie trzy punkty stracone w tym czasie (na Stamford Bridge po fatalnych decyzjach sędziowskich) i wygrane z Manchesterem United i Arsenalem spowodowały, że „Latics” wydostali się ze strefy spadkowej i teraz niespodzianką będzie, jeśli do niej jeszcze wrócą. Nie mogą jednak spocząć na laurach, bo utrzymania na 100% sobie jeszcze nie zapewnili, przydałoby się kilka punktów i nikogo już nie zdziwi, jeśli te na DW Stadium pojadą. Obydwaj trenerzy mają praktycznie wszystkich zawodników do dyspozycji. Roberto Martinez nie może tylko wystawić do gry Crusata, za to Martin Jol ma nieco większy problem, bo kontuzjowany jest Ruiz, ale Holender powinien sobie z nim poradzić.














