Spotkanie Manchesteru United z Sunderlandem kończyło serię sobotnich spotkań 8. kolejki Premiership. Na Old Trafford doszło do sporej niespodzianki. Mistrz Anglii stracił pierwsze punkty na własnym stadionie, szczęśliwie remisując z zespołem Stevego Bruce’a.
Sunderland nie wygrał w „Teatrze Marzeń” od ponad 41 lat. Dziś od przełamania tej fatalnej serii dzieliło „Czarne Koty” zaledwie kilkadziesiąt sekund. Na następną taką okazję fani zespołu z hrabstwa Tyne and Wear mogą znów długo poczekać.
Bez ładu i składu
Już w pierwszej połowie meczu kibice zgromadzeni na Old Trafford przecierali oczy ze zdumienia. Goście od pierwszej minuty dominowali na murawie, raz po raz stwarzając sobie sytuacje do strzelenia bramki. Ich starania bardzo szybko przyniosły efekt, bo już w siódmej minucie pierwszą bramkę dla Sunderlandu strzelił, będący w fenomenalnej formie, Darren Bent. Napastnik „Czarnych Kotów” pokonał Bena Fostera plasowanym strzałem z 20 metrów.
Gospodarze kompletnie nie potrafili zareagować na taki obrót wydarzeń. Podopieczni Fergusona nie mieli żadnego pomysłu na sforsowanie obrony gości, szczególnie bezproduktywni byli Danny Welbeck i Nani, którzy otrzymali od Szkota szansę gry od pierwszej minuty. Bezsprzecznie wpływ na tak słabą postawę „Czerwonych Diabłów” miał brak, przeżywającego drugą młodość, Ryana Giggsa.
Fatalny Foster
Po przerwie United osiągnęli lekką przewagę i już sześć minut po rozpoczęciu gry wyrównali stan spotkania. Dośrodkowanie Johna O’Shea wykończył pięknymi „nożycami” Dimitar Berbatow. Wydawało się, że piłkarze Manchesteru pójdą za ciosem, jednak nic takiego nie miało miejsca. Co więcej, w 58. minucie gry fatalny błąd przy wyjściu z bramki popełnił Ben Foster, dzięki czemu Kenwyne Jones nie miał najmniejszych problemów z umieszczeniem piłki w siatce.
Podopieczni Alexa Fergusona do ostatniej minuty próbowali zdobyć chociaż wyrównującą bramkę. Na murawie pojawili się Carrick i Valencia, jednak nie zmieniło to obrazu ich gry. Ataki „Czerwonych Diabłów” były chaotyczne i obrońcy gości nie mieli żadnych problemów z ich rozbijaniem.
Mimo wszystko szczęście uśmiechnęło się do piłkarzy United. W doliczonym czasie gry na strzał rozpaczy zdecydował się Patrice Evra. Piłka po drodze odbiła się jeszcze od Antony’ego Ferdinanda i wpadła do bramki obok kompletnie zdezorientowanego Craiga Gordona.










