Na sam koniec 21. serii spotkań Ekstraklasy doszło do prawdziwego hitu z udziałem kieleckiej Korony i krakowskiej Wisły. Po bardzo emocjonujących zawodach podopieczni Maaskanta stracili dwa punkty w Kielcach, remisując 2:2. Gole dla przyjezdnych zdobywał Cwietan Gienkow, a dla miejscowych trafienie zanotował Maciej Korzym, a w doliczonym czasie gry piłkę do swojej bramki po uderzeniu Vukovicia wpakował Cezary Wilk.
Przed meczem minutą ciszy wszyscy zgromadzeni na stadionie przy ulicy Ściegiennego uczcili pamięć tych, którzy zginęli w zeszłorocznej katastrofie prezydenckiego samolotu.

Jako pierwsi groźnie zaatakowali podopieczni Marcina Sasala, nad którym ciążyła presja wywalczenia jakichkolwiek punktów przez kielecki zespół. Na początku próbował Grzegorz Lech z dystansu. W 5. minucie mieliśmy odpowiedź gości. Z linii pola karnego przepięknym półwolejem popisał się Patryk Małecki, a piłka wylądowała na poprzeczce kieleckiej bramki. W 12. minucie doczekaliśmy się pierwszego gola. Z prawej strony w pole karne znakomicie dośrodkował Małecki, piłkę do Gienkowa przytomnie przepuścił Kirm, a bułgarski snajper dołożył nogę i wyprowadził swój zespół na prowadzenie.

Po tym wydarzeniu „Złocisto-krwiści” zaczęli sprawiać wrażenie zespołu nieco przestraszonego, który bał się odważniej zaatakować. Kibice w Kielcach doczekali się wreszcie dobrej sytuacji swoich pupili w 27. minucie. Futbolówkę w pole karne dorzucił Paweł Sobolewski, a akcję niecelnym strzałem zakończył Niedzielan. Gospodarze poszli za ciosem i starali się wyrównać losy tej potyczki. Sędzia Piasecki po faulu na Sobolewskim zdecydował się na podyktowanie rzutu karnego. Do piłki podszedł Edi Andradina, lecz przegrał pojedynek z krakowskim bramkarzem. Siergiej Parejko wyciągnął się jak struna i wybronił strzał z jedenastu metrów. Chwilę później Korona miała kolejną świetną okazję, ale Niedzielan, będąc sam na sam z golkiperem gości, zamiast do bramki, trafił wprost w niego. W 38. minucie po uderzeniu Niedzielana futbolówka znalazła się w siatce Wisły, ale sędzia słusznie tego gola nie uznał, gdyż doświadczony napastnik znajdował się na pozycji spalonej. Po kilku minutach arbiter zakończył pierwszą odsłonę meczu.












