Villarreal nie daje szans Mallorce


Drużyna Villarrealu bez większych problemów pokonała Mallorkę na El Madrigal. Podopieczni trenera Garrido nawet na chwilę nie stracili kontroli nad meczem i pokazali, że porażka z Getafe była tylko wypadkiem przy pracy.


Udostępnij na Udostępnij na

Starcie Villarrealu z Mallorką było pierwszym z zaplanowanych na sobotę pięciu meczów. Na El Madrigal wybiegli gospodarze, który chcieli udowodnić, że porażka z Getafe to tylko przypadek, i goście, których celem było kontynuowanie wspaniałej passy z drużynami z czołówki tabeli (urwali punkty Realowi i Barcelonie, pokonali Valencię i Sevillę).

Początek meczu pokazał, jak wielką siłę ma środek pola Villarrealu, nawet uszczuplony brakiem Marcosa Senny. Bruno, Borja, Cani i Cazorla tworzą w tym sezonie jeden organizm, który z łatwością przebija się przez każdą (prawie każdą, z Barceloną sobie rady nie dali) defensywę. To właśnie świetna robota wykonana najpierw przez Caniego, potem przez Borję, a na końcu przez Cazorlę sprawiła, że gospodarze już po jedenastu minutach objęli prowadzenie. Strzał Santiego był nie do obrony. Warto odnotować całkiem ładną, chociaż chyba jednak mocno przypadkową asystę Giuseppe Rossiego. Kilka minut później, po błędzie Dudu, mało brakowało, a dzięki geniuszowi Cazorli padłaby kolejna bramka. Potem na przeszkodzie stanęła zachłanność Rossiego, który przeszkodził lepiej ustawionemu koledze w oddaniu strzału. Borja nie wyglądał na zmartwionego. W pierwszych minutach meczu bardzo wyraźnie widać było wielki spokój gospodarzy, którzy nawet w obliczu szaleńczych ataków wyspiarzy nie tracili głowy, prędko gasili ich zapędy i wyprowadzali kontry. W ataku niesamowicie szalał Cazorla – był zwyczajnie nie do zatrzymania. Niewiele gorszy był Rossi, którego strzał z dystansu otarł się o słupek bramki bronionej przez izraelskiego bramkarza z Majorki.
A potem przyjezdni wyrównali. Wszyscy oglądający ten mecz z pewnością byli w głębokim szoku, bo po prostu ten gol nie miał prawa paść. Villarreal miał mecz pod całkowitą kontrolą. Wystarczył jednak błąd Angela, który nie upilnował Pierre’a Webo i pozwolił mu posłać piłkę w pole karne, gdzie już czekał De Guzman. Diego Lopez miał niejaki problem ze zdecydowaniem, którą nogę postawić jako pierwszą. Nie mogąc się zdecydować, znacznie ułatwił robotę mediapuncie z Balearów. 1:1 i wszystko zaczęło się od nowa.
Nie na długo, bo Villarreal nie miał zamiaru schodzić do szatni bez prowadzenia. Huraganowe ataki, na początku zatrzymane przez wątpliwą skuteczność graczy w żółtych koszulkach i dobrą formę Dudu Auate, przyniosły efekt w postaci rzutu karnego. Mocno wątpliwego, bo piłka trafiła w dłonie stojącego w murze Webo, który zasłaniał nimi, no cóż, to, co piłkarze zwykle zasłaniają dłońmi, stojąc w murze. Turienzo Alvarez nie słuchał żywiołowych tłumaczeń przyjezdnych i pozwolił Rossiemu dopisać do swojego dorobku bramkowego jeszcze jedną bramkę. Jeszcze przed końcem pierwszej połowy Włoch mógł strzelić dwa koleje gole. Nie strzelił.

Nie strzelił też w 2. minucie drugiej połowy. Tym razem Włocha zatrzymał niesamowity dziś Dudu Aouate. W 51. minucie dwaj najmniej widoczni wirtuozi z drużyny gospodarzy strzelili trzeciego gola. Właściwie strzelił go Nilmar, ale genialna asysta Borjy Valero pozwala mu zapisać niemal połowę tego trafienia. Niesamowite jest to, jak wielu piłkarzy Villarrealu potrafi wziąć na swoje barki ciężar gry. Robią to na zmianę, dzięki czemu przez cały mecz mogą nękać rywala świeżością i kreatywnością. W 58. minucie swoją piątą żółtą kartkę w sezonie zobaczył Mateo Musaccio. Trener Garrido będzie więc miał niejaki problem w następnej kolejce – grać nie będzie mógł żaden z podstawowych stoperów drużyny (uraz mięśniowy wykluczył niedawno na kilka tygodni Marchenę).
Villarreal ani na chwilę nie chciał oddać inicjatywy. Po okresach spokojniejszej wymiany piłki w strefie środkowej wyprowadzał zabójcze kontry. Raz prawym, raz lewym skrzydłem gospodarze starali się zaskoczyć obronę Mallorki. W 63. minucie dwójkową akcję Angela i Caniego atomowym strzałem chciał zakończyć ten drugi. Na szczęście dla przyjezdnych, w formie był Dudu, który wybił piłkę jedną ręką, w stylu Ikera Casillasa.
Na kwadrans przed końcem nad El Madrigal zebrały się deszczowe chmury i zaczęło padać. Kibice, już chyba pewni wygranej swoich ulubieńców, postanowili nie siedzieć na mokrych trybunach i masowo zaczęli opuszczać stadion. Piszę o tym dlatego, że w tym czasie na boisku nie działo się zupełnie nic wartego odnotowania.

Mecz zakończył się wynikiem 3:1, który nie oddaje dobrze przewagi gospodarzy. Gdyby nie świetna forma Dudu, Mallorca straciłaby kilka goli więcej. Wspaniałe zawody rozegrali Santi Cazorla i Giuseppe Rossi – każdy mógł spokojnie zdobyć jeszcze dwa, a może i trzy gole.

W pozostałych rozegranych o godzinie 18 meczach Athletic Bilbao pokonał na wyjeździe beniaminka z Walencji, mimo konieczności gry przez większą część spotkania bez Fernando Llorente, który opuścił plac gry w pierwszej połowie. Dla Basków gole strzelali Gabilondo oraz Martinez. Levante odpowiedziało trafieniem Caicedo. W meczu Deportivo i Sportingu Gijon padł remis 1:1. Punkt ekipie przyjezdnych zapewnił na minutę przed końcem regulaminowego czasu gry Diego Castro.

Najnowsze