Chociaż w Anglii w weekend grano spotkania 30. kolejki, to wciąż są rozgrywane zaległe mecze. W ramach 21. kolejki na DW Stadium spotkały się jedenastki Wigan oraz Aston Villi. Po bardzo emocjonującym meczu Aston Villi udało się wywieźć z Wigan trzy cenne punkty.
Aston Villa jest jednym z czterech zespołów, które do końca będą walczyć o miejsce gwarantujące grę w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów. Podopieczni Martina O’Neilla nie przegrali jeszcze w tym roku żadnego spotkania ligowego i powoli wspinają się w ligowej tabeli, doganiając Tottenham, Manchester City i Liverpool. Zgoła odmienna sytuacja jest w zespole Wigan. „Latics” mają zaledwie kilka punktów przewagi nad strefą spadkową i są zdeterminowani, by pozostać w Premiership. Oba zespoły we wtorkowy wieczór grały o zwycięstwo, które mogło decydować o udziale w europejskich pucharach dla gości lub o przetrwaniu w wypadku gospodarzy.
Już od początku meczu goście ruszyli do śmiałych ataków na bramkę rywali. W 11. minucie na listę strzelców wpisał się Gabriel Agbonlahor, jednak Anglik był na pozycji spalonej. 120 sekund piłka za sprawą Ashleya Younga znowu zatrzepotała w siatce „Latics”, ale znowu chorągiewka sędziego liniowego była w górze. Akcje przenosiły się z jednej połowy na drugą, a Chris Kirkland i Brad Friedel mieli pełne rękawice roboty. W 24. minucie James McCarthy wpakował piłkę do własnej siatki i dał tym samym prowadzenie dla gości. Jednak radość „Villans” nie trwało długo, bowiem zdeterminowani chęcią pozostania w Premiership piłkarze Roberto Martineza wyrównali trzy minuty później za sprawą Gary’ego Caldwella. Do przerwy był remis 1:1.
Do drugiej połowy piłkarze Martina O’Neilla wyszli z jeszcze większym zapasem sił. Ich ciągły pressing zepchnął Wigan do rozpaczliwiej obrony. Mnożyły się sytuacje bramkowe dla „Villans”, jednak długo nie potrafili pokonać Kirklanda lub wyręczali go jego obrońcy, wybijając piłkę z linii bramkowej. Kirkland ostatecznie skapitulował w 63. minucie, a jego katem okazał się James Milner. Chociaż Aston Villa wciąż atakowała, kibice zgromadzeni na DW Stadium nie zobaczyli więcej bramek.
Po wygranej Aston Villi przewaga Tottenhamu, Manchesteru City i Liverpoolu stopniała do zaledwie punktu, jednak „Villans” mają jeszcze dwa zaległe mecze do rozegrania. Walka o miejsca premiowane grą w europejskich pucharach jest z każdą kolejką jeszcze ciekawsza.










