Kiedy my gramy coraz gorzej, odpadamy coraz wcześniej z europejskich pucharów, ściągamy podstarzałe „gwiazdki”, sprowadzamy piłkarski „szrot”, Czesi idą w zupełnie innym kierunku. A przecież jeszcze nie tak dawno ich liga była na zbliżonym poziomie do naszej ekstraklasy. Dziś dzieli nas przepaść. Przyjrzyjmy się Viktorii Pilzno, która powinna być dla nas przykładem do naśladowania.
Klub z Pilzna, czyli miejscowości niemającej nawet 200 tysięcy mieszkańców, jest idealnym przykładem drużyny budowanej rozsądnie za małe – jak na dzisiejsze czasy – kwoty i bez masowego ściągania obcokrajowców (a przecież Czechy tak jak Polska są w UE, więc włodarze mogliby sprowadzić wielu zagranicznych piłkarzy).
Od kiedy?
Sezon 2010/2011. Pierwszy zwieńczony triumfem w rodzimych rozgrywkach. W nagrodę Viktoria Pilzno dostała możliwość walki o Ligę Mistrzów. Pierwsza próba i od razu zakończona sukcesem. Dziś od tego awansu minęło osiem lat. W tym czasie „Viktorka” trzy razy (w tej kampanii po raz trzeci – to tyle samo, co polskie kluby w ostatnich 26 latach) brała udział w fazie grupowej LM oraz cztery w LE.
Ponadto dwukrotnie poprzez zajęcie trzeciego miejsca w LM trafiali do fazy pucharowej LE, dwukrotnie wygrywali grupę LE oraz trzykrotnie dochodzili do 1/8 finału tych rozgrywek, czyli potrafili wyeliminować chociaż jednego rywala wiosną. Dokonywali sztuki, która polskim klubom nie udała się od 1991 roku.
Jak to się stało, że z drużyny nikomu w Europie nieznanej Viktoria Pilzno stała się zespołem utrzymującym na europejskiej fali?
Różnice
Klub z Pilzna ma kilkukrotnie mniejszy budżet od Legii, a nawet Lecha. Do tego wartość rynkowa zawodników – chociaż nie ma tu aż takiej różnicy – również jest mniejsza. Piłkarze aktualnego mistrza Czech warci są 30,8 mln euro, natomiast Legii 33,13 mln euro (według Transfermarkt.de).
Co zatem różni – oprócz tego, że jedni kompromitują się już w eliminacjach do LM czy LE – tych dwóch mistrzów swoich krajów? Rozsądna polityka włodarzy. W polskim futbolu nie ma takiego zespołu, który przez kilka lat cierpliwie, konsekwentnie budowałby swój zespół. My chcemy wyników tu i teraz. To pewnego rodzaju patologia, której nie ma w Viktorii.
Od 2011 roku – kiedy to zdobyli mistrzostwo i awansowali do LM – na transfery wydali tylko 10 mln euro. Brzmi niewiarygodnie, ale, cytując klasyka: „Takie są fakty”. Ich największe transfery to te sprzed roku, kiedy to na dwóch zawodników wydali po milion euro. Obaj to Czesi, obaj mają po 22 lata i są niczym innym jak inwestycją w przyszłość.
Co robi się w Polsce? Legia marnotrawi pieniądze z LM, ściągając do naszej ligi nic niewnoszących obcokrajowców. Po czym okazuje się, że ma problemy z dopięciem budżetu.
Praktycznie krajowa drużyna
Victoria Pilzno – w porównaniu z polskimi warunkami – nie ma zbyt dużej kadry. W naszej ekstraklasie byłaby najmniejszą ekipą ze wszystkich. Na ich zespół składa się 25 piłkarzy, z czego 20 to Czesi. Tylko pięciu zawodników to obcokrajowcy. Czterech z nich pochodzi ze Słowacji, a jeden jest Nigeryjczykiem.











