O godzinie 16.00 rozegrane zostały następne spotkania szóstej kolejki Premiership. Najciekawiej zapowiadały się pojedynki na Emirates i na Villa Park, gdzie o kolejne zwycięstwa walczyły zespoły gospodarzy, starające się złapać kontakt z pierwszą trójką tabeli.
Piłkarze Portsmouth zanotowali w obecnym sezonie najgorszy start w historii klubu. Pięć porażek w pięciu meczach i zaledwie trzy zdobyte bramki przy dziesięciu straconych. W dodatku „The Pompey” czekał ciężki wyjazd na Villa Park, gdzie zespół Paula Harta musiał zmierzyć swoje siły z rozpędzoną Aston Villą. Czy w tej sytuacji kibice Portsmouth mogli liczyć na zwycięstwo?
Fatalny Belhadj
Pierwsze minuty meczu nie zapowiadały porażki podopiecznych Harta. Angielski trener ustawił swoją drużynę bardzo ofensywnie, co poskutkowało kilkoma sytuacjami pod bramką gospodarzy. Piłka nie wpadła jednak do bramki „The Villans”, gdyż akcjom Portsmouth brakowało wykończenia. W dodatku fatalny występ zaliczył obrońca „The Pompey”, Nadir Belhadj, po którego błędach Aston Villa zdobyła do przerwy dwa gole.
Dramat gości rozpoczął się w 34. minucie, kiedy Algierczyk ściął w polu karnym Petrova. Do jedenastki podszedł James Milner i pewnym strzałem pokonał Davida Jamesa. Drugi błąd Balhadj popełnił dziesięć minut później, kiedy to minął się z piłką w polu karnym, co skrzętnie wykorzystał Agbonlahor, podwyższając prowadzenie.
W drugiej połowie mecz wyrównał się. Nie mający nic do stracenia goście ruszyli do ataków i na przestrzeni 15 minut stworzyli sobie kilka bardzo dobrych sytuacji do zdobycia bramki. Swoje szanse zmarnowali między innymi Balhadj i Piquionne, wszystko za sprawą świetnie broniącego Brada Friedela. Vis a vis Amerykanina, David James, również musiał dwukrotnie wykazać się najwyższymi umiejętnościami, jednak Aston Villa ograniczała się do końca spotkania zaledwie do kontrataków. Niemoc gości i chęć spokojnego dowiezienia rezultatu przez gospodarzy sprawiła, że wynik ustalony do przerwy nie uległ już zmianie.
Vermaelen show
Faworytem spotkania na Emirates był Arsenal i to właśnie podopieczni Wengera dominowali przez większą cześć meczu. Bohaterem „Kanonierów” został belgijski obrońca Thomas Vermaelen, który dwukrotnie pokonał Chrisa Kirklanda. Zwycięstwo nie przyszło gospodarzom jednak zbyt łatwo, gdyż w pierwszej odsłonie zawodnicy Wigan kilkakrotnie wysłali ostrzeżenie defensywie gospodarzy. Dopiero celna główka Vermaelena z 25. minuty ostudziła zapędy podopiecznych Roberto Guttiereza.
Po przerwie na boisku istniała już tylko jedna drużyna, a to za sprawą belgijskiego obrońcy „Kanonierów”, który już cztery minuty po przerwie pokonał Kirklanda po raz drugi. Trafienie Thomasa Vermaelena kompletnie odebrało gościom ochotę do gry. Na kolejne bramki dla Arsenalu nie trzeba było więc długo czekać. W 59. minucie Eduardo zachował się najprzytomniej w polu karnym gości i w zamieszaniu podbramkowym wbił piłkę do siatki. Wynik meczu ustalił Fabregas wykorzystując dośrodkowanie Bendtnera i gapiostwo defensywy Wigan.










