Eintracht Frankfurt wygrał ostatnie sobotnie spotkanie 18. kolejki Bundesligi. „Orły” po nużącym meczu pokonały Herthę Berlin 1:0. Strzelcem jedynej bramki był Alexander Meier.
Sobotnie popołudnie z niemiecką ekstraklasą spędziliśmy na Commerzbank-Arena, gdzie Eintracht Frankfurt mierzył się z sensacyjnym beniaminkiem, Herthą Berlin. Dla gospodarzy ten sezon nie jest najlepszy. Mimo znakomitych występów w europejskich pucharach, „Orły” nie są w stanie znieść się na wyżyny swoich umiejętności i zajmują dopiero szesnastą lokatę. Mimo to gospodarze przed spotkaniem nie byli skazywani na porażkę. Stołeczni przyjechali do Frankfurtu mocno osłabieni. Cigerciego i Ben-Hatirę zastąpili dzisiaj Schulz oraz Niemeyer.
Kibice mogli się tylko zastanawiać, jak bez tych dwóch gwiazd poradzi sobie „Stara Dama”. Początek meczu był nieco niemrawy. Znakomitą sytuację zmarnował Sami Allaugi. Pomocnik Herthy Berlin znalazł się w sytuacji sam na sam z Trappem po znakomitym dograniu Skjelbreda. Podopieczni Josa Luhukaya zachowali się fatalnie, nie trafiając w światło bramki. Mecz nie toczył się w zastraszającym tempie, jednak biorąc pod uwagę warunki pogodowe panujące w tym mieście, trzeba przyznać, że zawodnicy i tak poruszali się dość szybko.
Znakomite akcje wytwarzali sobie głównie zawodnicy w niebiesko-białych strojach. Ramos do spółki z Skjelbredem wyprowadzili znakomity kontratak. Drugi napastnik klasyfikacji króla strzelców znakomitym trikiem przeszedł naraz dwóch podopiecznych Armina Veha i podał do szybko biegnącego kolegi. Ten lekko pogubił się w dryblingu i w ostateczności odegrał do Nico Schulza. Zazwyczaj rezerwowy zawodnik Herthy próbował podać do Ramosa, ale wracający Djakpa zablokował to zadanie.
Piłkarskie porzekadło mawia, że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. Wybicie Russa spod własnego pola karnego jakimś cudem przeszło przez dwóch środkowych defensorów gości. Do piłki dopadł Alex Meier, który nie dał się dogonić i świetnym strzałem w długi róg bramki Krafta nie pozostawił mu żadnych szans. Historia pamięta jednak wiele spotkań, w których po jednobramkowym prowadzeniu, rywale Berlińczyków ostatecznie przegrywali. Znakomitym przykładem jest chociażby ostatnie spotkanie rundy jesiennej przeciwko Borussii Dortmund.
W przerwie żaden z trenerów nie zdecydował się na zmiany. To źle wpłynęło na przyjezdnych, którzy popełniali coraz więcej błędów. Zdaniem Josa Luhukaya miał to móc naprawić Ronny, jednak po jego wejściu na boisko nic się nie poprawiło. Meier najpierw zwlekał z podaniem do Inuiego, a chwilę później reprezentant kraju „Kwitnącej Wiśni” nie zdecydował się zagrać do kolegi z drużyny. Niecałe dwie minuty później defensywa znowu popełniła błąd i mało brakowało, a w sytuacji sam na sam znalazłby się Aigner. Po 60. minutach gry w statystykach strzałów było 3:3. To chyba dosadnie pokazuje jak przebiegało to spotkanie.
Niestety. Mecz z minuty coraz bardziej się nam zaostrzał. Piłkarze coraz chętniej się wykłócali z sędzią, za co ukarany został chociażby Ronny. Niecałe trzy minuty później niebezpieczne wejście w nogi rywala wykonał Skjelbred, który również został upomniany, a jego nazwisko zanotowane w notesiku pana Dreesa.








