Coraz większą plagą stadionów są piłkarscy aktorzy, którzy w sposób niesportowy nabierają sędziów, wymuszając rzuty wolne i karne. Osiągają korzyść, oszukując arbitra i kibiców. W obronie takich zawodników nieoczekiwanie stanął Robin van Persie.
W Anglii nie lubi się symulantów. Ciężko znaleźć takich także wśród miejscowych piłkarzy, którzy od najmłodszych lat uczeni są uczciwej gry i utrzymywania się na nogach do samego końca. Aktorstwo pojawiło się na wyspiarskich boiskach dopiero po przejściu do klubów sporej liczby obcokrajowców. Większość udało się tego oduczyć, ale niestety nie wszystkich.
Van Persie przyznał się, że nierzadko sam próbuje aktorstwa nawet wtedy, kiedy nie musi tego robić. Powiedział, że postępował w ten sposób i nie czuje z tego powodu wyrzutów sumienia. Dodał, że przeciwko niemu nie zawsze gra się zupełnie czysto i nie widzi powodu, by nie zaznaczyć faulu na sobie. Według niego w ten sposób pomaga arbitrowi w podjęciu dobrej decyzji.










