Oprócz kibiców w sobotnich derbach Merseyside nie brakowało niczego. Były piękne bramki, dramatyczne zwroty akcji, kontrowersje, a nawet, dosłownie, śpiący rezerwowy bramkarz Liverpoolu. Ponadto, niestety, także brutalne faule, a szczególnie jeden, przyćmiewający z dzisiejszej perspektywy przebieg meczu i ostateczny rezultat. Po agresywnym wejściu Jordana Pickforda kontuzja, której doznał Virgil van Dijk, postawiła dalszy przebieg sezonu w wykonaniu „The Reds” pod dużym znakiem zapytania.
W derbach Merseyside działo się dużo, a po meczu mówiło jeszcze więcej. Kardynalne błędy arbitra operującego systemem VAR, Davida Coote’a, wypaczyły ostateczny rezultat spotkania. Doprowadziły także do kolejnej dyskusji na temat pożytku z technologii w futbolu. Ponadto niemało dyskutowało się również na temat działalności angielskiej federacji, która zdążyła już oczywiście zamieść wszystko pod dywan. FA zawsze działa niezwykle sprawnie, gdy kluby, eksperci czy kibice atakują lub wyśmiewają (zazwyczaj słusznie) pracę arbitrów. Idealnie z decyzjami Davida Coote’a komponował się jednak widok śpiącego na ławce rezerwowych bramkarza „The Reds”, Caoimhina Kellehera. Nie śpij, bo cię okradną? W przypadku klubu z Anfield Road powiedzenie okazało się w minioną sobotę aż boleśnie prawdziwe.
To wszystko wydaje się jednak obecnie mało ważne, przynajmniej z perspektywy czerwonej części Merseyside. Sytuacja z początku pierwszej połowy, brutalna interwencja Jordana Pickforda, zakończyła występ Virgila van Dijka. Prawdopodobnie jak i cały obecny sezon w wykonaniu Holendra, momentalnie po ogłoszeniu diagnozy zalewając za to wszystkich związanych z zespołem z Anfield Road falą defetyzmu.
Virgil van Dijk i kontuzja, która zrodziła wątpliwości
To nie może dziwić. Wbrew temu, co wieszczyło liczne grono ekspertów, także w Polsce, defensor z miejsca stał się podporą Liverpoolu. Ba, gwiazdą najwyższego formatu i najlepszym zawodnikiem świata na swojej pozycji. Klasą samą dla siebie, choć po zdobyciu tytułu mistrza Anglii dyspozycją Holendra aż tak zachwycać się już nie można. Niemniej jednak zestawianie jedenastki menedżer Liverpoolu zaczyna od Virgila van Dijka. Po uszkodzeniu przez defensora więzadła krzyżowego w kolanie to przestało być jednak możliwe. Linia obrony zespołu z Anfield Road na nieobecności Holendra straci natomiast na oko z 75% wartości.













