Urugwaj zakończył miniony rok czterema porażkami z rzędu, natomiast teraz zaczął od serii czterech zwycięstw. Tamtejsza federacja w odpowiednim momencie zwolniła więc selekcjonera, Oscara Tabareza. Zespół pod wodzą Diego Alonso wygrywa bowiem w świetnym stylu.
Kibice „La Celeste” w listopadzie ubiegłego roku mieli powody do obaw. Ich ulubieńcy nie mogli wygrać od pięciu spotkań, a na dodatek przegrali z rzędu cztery mecze eliminacji do mistrzostw świata w Katarze. Przed tegorocznymi rozstrzygnięciami Urugwaj zajmował więc dopiero siódmą lokatę w tabeli strefy CONMEBOL. A na dodatek miał tylko jeden punkt przewagi nad Boliwią.
Alonso za Tabareza
Nie ma co ukrywać. Pewna formuła zawsze w końcu się wyczerpuje. Tak było właśnie z trwającą blisko 15 lat przygodą Tabareza z reprezentacją „Urusów”. Twórca największych współczesnych sukcesów urugwajskiej kadry wyraźnie nie miał pomysłu na dalszą pracę z zespołem. Urugwajska federacja w listopadzie ubiegłego roku postanowiła więc, że jego misja dobiegła końca.
Następcą nestora urugwajskiej trenerki został wspomniany Alonso, który po zwolnieniu z amerykańskiego Inter Miami przez prawie rok był bezrobotny. Dotychczas 46-letni szkoleniowiec nie miał do czynienia z pracą w reprezentacji. Mógł jednak pochwalić się sporymi sukcesami z drużynami z Meksyku. Dwukrotnie wygrał bowiem Ligę Mistrzów CONCACAF.
Obejmując stanowisko selekcjonera, Alonso podkreślał zasługi swojego poprzednika. Nie ukrywał też podziwu i szacunku dla Tabareza. Jednocześnie nie szukał zawczasu usprawiedliwień dla ewentualnego niepowodzenia swojej misji, czyli zapewnienia awansu na mundial w Katarze. Alonso twierdził wprost, że wierzy w umiejętności obecnej kadry i w sam awans na najważniejszy piłkarski turniej.
Urugwaj poddany rewolucji
Ostatecznie udało się osiągnąć ten cel, na dodatek bez konieczności gry w barażach. „La Celeste” pod wodzą nowego selekcjonera uplasowało się na trzecim miejscu tabeli, pokonując pewnie Paragwaj, Wenezuelę, Peru i Chile. Renomą na świecie cieszy się co prawda tylko ostatni z tych zespołów, ale jeszcze jesienią komplet wygranych z teoretycznie słabszymi rywalami nie był oczywisty…
Na dodatek urugwajscy kibice mogli spodziewać się, że ewentualny sukces narodzi się w bólach. Reprezentację pod koniec pracy Tabareza trudno było pochwalić nawet po zwycięstwach, bo cechował ją minimalizm i aż przesadne gospodarowanie siłami.
Tymczasem Urugwaj pod wodzą Alonso zmienił się o 180 stopni. Zespół w ubiegłym roku nie tylko raził swoją nieskutecznością, ale dodatkowo kreował niewiele okazji bramkowych. Teraz „Urusi” w czterech spotkaniach zdobyli osiem bramek, a formą imponował zwłaszcza Luis Suarez. Po meczu z Chile został on zresztą najlepszym strzelcem w historii kwalifikacji strefy CONMEBOL.











