Trener Legii Warszawa pozostaje sceptyczny co do reformy ekstraklasy wdrożonej przed sezonem. To właśnie ją podaje jako powód, przez który jego piłkarze nie radzą sobie w obecnym sezonie tak dobrze, jak w poprzednim.

Jeśli chodzi o reformę rozgrywek, to moje zdanie się nie zmieniło. Nie sądzę, by w takim klimacie można było grać tyle meczów, ile w innych ligach. Ostatnio sprawdziłem, że w Portugalii jest między sezonami trzymiesięczna przerwa i zawodnicy mogą przystępować wypoczęci do rozgrywek. Duża liczba kontuzji wynika z natężenia meczowego. W innych zespołach, które nie grały tylu meczów, też było wiele kontuzji. To nie wynika nawet z liczby meczów tylko właśnie braku czasu na regenerację – mówi Jan Urban. Faktycznie, przez jego drużynę w obecnym sezonie przetoczyła się prawdziwa fala kontuzji, która powodowała, że często Legia musiała grać w bardzo eksperymentalnych zestawieniach. Trener „Wojskowych” zauważa jednak światełko w tunelu, jeśli chodzi o poziom naszych rozgrywek: – Poziom się nie podniósł, ale trudno, żeby było inaczej, skoro najbardziej utalentowana młodzież wyjeżdża za granicę. Ale tak jest co roku. Poziom naszej ligi stoi w miejscu. Będziemy musieli poczekać, by napływ młodych graczy był większy, bo wszystkie kluby stawiają na akademie.
Suchej nitki Urban nie pozostawia na najbardziej kontrowersyjnym (ale również najciekawszym) aspekcie reformy ekstraklasy. Mowa oczywiście o podziale punktów po sezonie zasadniczym. – No i ten podział punktów jest nie do przyjęcia. To nie jest normalne. Takie sztuczne podnoszenie emocji. Obniżamy przez to rangę sezonu zasadniczego. Rzadko zdarza się, by lider miał większą przewagę nad resztą. Jeśli mamy grać cały rok w ten sposób, a potem wszystko nadrobić lub stracić w tych siedmiu meczach, to dla mnie nie jest to dobry pomysł – powiedział szkoleniowiec mistrza Polski. Po rozegraniu wszystkich jesienno-zimowych spotkań w T-ME Legia ma pięć punktów przewagi nad drugim Górnikiem Zabrze. Czy to wystarczy, by obronić tytuł mistrzowski?











