Sprawa krakowskiej Wisły ciągnie się już od dobrych kilku miesięcy. Sinusoida, jakiej świadkami byliśmy szczególnie na przestrzeni paru ostatnich dni w związku z przeprowadzanym przez inwestorów audytem, jest idealnym podsumowaniem tej historii. Historii tragicznej.Można było mieć nadzieję. Można było się łudzić, że wszystko się jeszcze wyprostuje. Czwórka biznesmenów, potencjalnych inwestorów miała zbawić upadający klub. W poniedziałek został przeprowadzony audyt, który zdawał się formalnością. Każdy, kto śledził tę sprawę nieco uważniej, wiedział jednak, że tak być nie może.
Kłamstwa bez liku
Wielu kibiców, dziennikarzy czy też działaczy zadaje sobie pytanie „Jak mogło do tego dojść?”. Czy naprawdę niekompetencja zarządu jest w stanie doprowadzić tak duży klub, niedawną potęgę na krajowym podwórku do upadku? Wszystko wskazuje na to, że tak.
A przecież jeszcze niedawno w przedsezonowych wywiadach prezes Marzena Sarapata zapewniała, że klub jest na lekkim plusie, wychodzi na prostą. Przytoczmy chociażby jej słowa z majowego wywiadu dla „Gazety Krakowskiej”:
– Zapłaciliśmy wszystko, co było potrzebne. M.in. zobowiązania wobec naszych byłych piłkarzy z Serbii. Mogliśmy oczywiście podjąć decyzję, że płacimy tylko rzeczy potrzebne do licencji na grę w ekstraklasie, a puchary odkładamy na bok. Zrobiliśmy inaczej. To spowodowało, że pojawiły się opóźnienia w wypłatach nie tylko dla piłkarzy, ale również dla innych pracowników. Powoli rozwiązujemy jednak ten problem. W niedługim czasie wyjdziemy z tego zatoru.
Na dodatek bezczelnie wyrzucała poprzednikowi, jakoby rządził klubem niegospodarnie. Parę miesięcy później na jaw wychodzi, że obecni właściciele krakowskiej drużyny, spółka TS Wisła, powiększyli dług ponad dwukrotnie. Jak mogą czuć się kibice „Białej Gwiazdy”? Oszukani to mało powiedziane. Większość z nich zdaje się już pogodzona z losem, nie brakuje jednak emocjonalnych wpisów.
Ciągłe łganie o trwających rozmowach z Paulem Bragielem, które w istocie zerwane zostały dobre pół roku temu. Zasłanianie się wysokimi ratami za wynajem stadionu. Zarzutów wobec Sarapaty można wymienić wiele. Naiwny jest jednak ten, który sądzi, że to prezes w pojedynkę zarządzała całym tym grajdołem i tylko ona odpowiada za tę sytuację. W kontekście obecnych wydarzeń wiele osób sugeruje, że panowanie TS-u rozpoczęło się z momentem fałszywego przejęcia klubu przez niejakiego Jakuba M.












