„Niebiescy” w odcieniach czerni


Upadek piłkarskiej spółki Ruch Chorzów nie oznacza końca legendy

29 lipca 2019 „Niebiescy” w odcieniach czerni

Legenda chyli się ku upadkowi. Ruch Chorzów może zniknąć – jak w przeszłości inne zasłużone kluby – z piłkarskiej mapy Polski. Mimo różnych grzeszków z przeszłości tak dramatycznie jak obecnie w klubie z ulicy Cichej jeszcze nie było. Pracownicy i piłkarze strajkują, akcjonariusze umywają ręce, klub nie ma pieniędzy, aby zorganizować swój pierwszy ligowy mecz... Spółkę piłkarską bojkotują także kibice, którzy planują wskrzesić Ruch inaczej.


Udostępnij na Udostępnij na

Ruch Chorzów to jeden z najbardziej utytułowanych polskich klubów piłkarskich, kojarzony z wielkimi nazwiskami futbolu znad Wisły. Niestety od dłuższego czasu boryka się z poważnymi problemami i egzystuje na cienkiej granicy nad przepaścią. Co jakiś czas rękę wyciągało do klubu miasto (ostatnio ratując go sumą 18 milionów złotych), ale z dotacji i pomocy nie wynikało zupełnie nic – „Niebiescy” staczali się coraz mocniej w dół.

Obecnie sytuacja jest dramatyczna. Apel o pomoc wystosował wiceprezes zarządu, pan Marcin Waszczuk, ale na horyzoncie nie widać już praktycznie żadnej nadziei. W komunikacie, jaki znaleźć można na oficjalnej stronie internetowej zespołu z Chorzowa, można przeczytać między innymi, że: „W najbliższy poniedziałek musimy uregulować wobec zawodników, sztabu trenerskiego i pracowników zaległe pensje, inaczej wszyscy złożą wymówienia. Ich cierpliwość była już wielokrotnie wystawiana na próbę i ich postawa jest w pełni zrozumiała. Kochają Ruch, ale nie mogą żyć na kredyt. Musimy także dokonać wszystkich opłat, żeby pierwsza drużyna mogła walczyć w III lidze, a młodzież mogła pojechać na zaplanowany obóz szkoleniowy”. Jak widać, miarka w końcu się przebrała…

Pracownicy, piłkarze i sztab strajkują już od ponad tygodnia. Bez wykonywania stanowczych ruchów wytrzymali już zdecydowanie za długo, ale to przecież – i przede wszystkim – ludzie, którzy obietnicami i powietrzem się nie najedzą. Ruch funkcjonował na pograniczu patologii, głównie dzięki miejskiej sakiewce, a co jakiś czas na światło dzienne wychodziły mniejsze lub większe afery, jak choćby ta dotycząca naciągania wymogów licencyjnych (fundacja, która miała wypłacać część pieniędzy zawodnikom).

Patryk Motyka, redaktor portalu Onet stwierdza, że: – A kiedy zaczął się rozkład? To bardzo dobre pytanie. Sygnały, że w Chorzowie dzieje się źle, były już bardzo dawno – w zasadzie w XXI wieku cały czas ktoś narzekał na to, jak wygląda prowadzenie klubu itd. Wydaje się, że i tak udało się długo reanimować ciało, które już od dłuższego czasu było niezdolne do samodzielnego oddychania.

– Ostatnie lata, nawet te „tłuste” w czasach Waldemara Fornalika, to był zły czas dla wielkiego klubu, bo spółka w zasadzie cały czas notowała straty i zadłużała się. Inne rozwiązanie niż założenie od podstaw w zasadzie od dawna wydawało się nierealne – kończy.

Nadzieja umiera ostatnia – Ruch nie umrze nigdy, mimo wszystko

W Chorzowie zmieniali się akcjonariusze, zmieniały się drużyny, ale problemy zawsze pozostawały te same. Nieudolne zarządzanie, przejadanie pieniędzy i budzenie się co pewien czas z „ręką w nocniku”. W nadejście lepszych czasów ciągle wierzyli kibice, a włodarze wciąż mydlili wszystkim oczy. Niestety dla tego wielkiego klubu, nie nadszedł lepszy czas, a prawdziwy i wielki pożar, który może całkowicie pochłonąć niebieską legendę. Na szczęście jednak na zgliszczach można zacząć budować zupełnie od nowa, na zdrowych zasadach, o czym od pewnego czasu mówią klubowi pracownicy i kibice.

Fani drużyny z Cichej bojkotują piłkarską spółkę. Nie mogą pogodzić się z tym, że ukochany klub pogrąża się w ruinie głównie przez złe decyzje ludzi nim władających. Zatrudnieni w Ruchu mają podobne odczucia. Ci ostatni wystosowali też list, w którym czytamy: „Dlatego po raz ostatni apelujemy do właścicieli o zaangażowanie w ratowanie klubu. To wasze działania doprowadziły do tej krytycznej – najgorszej w historii Ruchu – sytuacji. Panowie Bik, Kotala i Kurczyk, weźcie odpowiedzialność za swoje czyny! Tylko realny i natychmiastowy wkład finansowy może wyciągnąć nas znad przepaści. A jeśli macie zamiar wciąż twardo tkwić okopani na swoich pozycjach, przynajmniej wyślijcie jasny komunikat, okazując resztki uczciwości wobec zawodników, trenerów i pracowników. Albo ratujecie klub, albo ogłoście upadłość – nie ma innego wyboru. A teraz właśnie nadszedł czas decyzji”.

Degrengolada trwała wiele lat, ale osoby mające Ruch w sercach ciągle liczyły na zmianę losu tego klubu. Cierpliwość ma jednak swoje granice, które właśnie zostały przekroczone.

Zacznę od tego, że zdecydowanie bardziej wolałabym opowiadać o kwestiach stricte sportowych związanych z Ruchem Chorzów, jednak te w tym momencie nie istnieją i schodzą na boczny tor. Problemy finansowe ciągną się za „Niebieskimi” już od wielu lat i są konsekwencją nieudolnego zarządzania klubem, jednak nie mnie oceniać motywację czy słuszność decyzji osób, od których los Ruchu był zależny. Z sezonu na sezon widać było coraz większy chaos organizacyjny, a tym samym coraz trudniej było ukryć pewne rzeczy. W tym miejscu przechodzimy do sedna.

O zadłużeniu Ruchu wiedziano od dawna, ale gdy najpierw piłkarze zaczęli składać wezwania do zapłaty zaległych pensji, a następnie pracownicy rozpoczęli strajk, coś pękło. Zdania na temat zawodników mogą być podzielone: przechodzą tam, gdzie zaoferują im lepsze warunki, co często wiąże się z większymi zarobkami, nie przywiązują się do miejsca, w którym grają, ani do klubu czy jego historii etc. Jeśli jednak pracownicy, którzy zgadzali się przez tyle lat na różne wyrzeczenia i mają Ruch głęboko w sercu, przerywają milczenie, należy zdawać sobie sprawę z tego, jak jest źle.

Szkoda, że musiało to zajść tak daleko, aby na większą skalę zainteresowano się tym, co dzieje się w Chorzowie. Bańka, pod którą były skrywane problemy, zniknęła. Liczę, że znajdą się ludzie, którym los Ruchu nie będzie obojętny i pomogą w kryzysowej sytuacji i pojawi się światełko w tunelu jak w przypadku krakowskiej Wisły, nad którą też wisiały różne duchy przeszłości. Nie oszukujmy się, łatwo nie będzie, ale nadzieja umiera ostatnia.

Siłą Ruchu są jego kibice. Kibice, którym od dłuższego czasu mydlono oczy i obiecywano, że będzie lepiej, że kolejny trener odmieni los ich drużyny, że znajdą się piłkarze, którzy zostawią na boisko serducho dla Ruchu, że w końcu „Niebiescy” nie będą koczować na ostatnim miejscu w tabeli. Ruch to piłkarska legenda i jeśli nawet będzie musiał na jakiś czas zniknąć z piłkarskiej mapy, to szczerze trzymam kciuki, by jak najszybciej na nią wrócił – mówi nam była dziennikarka Gol24, związana ze śląską tematyką, Joanna Sobczykiewicz.

Ruch znajduje się w patowej sytuacji. Do poniedziałku 29 lipca potrzeba było około 600 tysięcy złotych na spłatę najpilniejszych zaległości. W przeciwnym wypadku pracownicy i piłkarze zaczną składać wezwania do zapłaty i oddawać sprawę w ręce Polskiego Związku Piłki Nożnej.

Kibice odcinają się od spółki i mają swój plan

Jak wspomniano wcześniej, bojkot ogłosili fani 14-krotnego mistrza Polski, nie chcąc w ten sposób łączyć się z kolejnymi nieudolnymi działaniami zarządu. Optują oni za budową klubu od nowa, stawiając zdrowe fundamenty. Sympatycy, którym przoduje stowarzyszenie „Wielki Ruch”, są przeciwni wpłacaniu jakichkolwiek kwot na ratowanie klubu w formie, jakiej oczekują zarządcy.

W oświadczeniu, jakie pojawiło się na facebookowym profilu stowarzyszenia przeczytać można: „pamiętajcie, kibice i przyjaciele Ruchu Chorzów, nie wpłacajcie złotówki, bo w pierwszej kolejności trafią one do kieszeni akcjonariuszy, tak jak pieniądze rodziców młodych piłkarzy akademii piłkarskiej Ruchu”.

Dlaczego? Ano dlatego, że mają już dość niedotrzymywania obietnic, a na światło dzienne ciągle wychodzą kolejne afery, jak ta ostatnia związana z pieniędzmi Uczniowskiego Klubu Sportowego. Mianowicie klub zwleka z przekazaniem środków wpłaconych przez rodziców dzieci ośrodkom, w których miały odbywać się obozy. UKS Ruch to nic innego jak klubowa akademia, a kibice chcący budować od nowa mają plany związane właśnie z nią. Na jej bazie ma odrodzić się nowy, wielki Ruch.

Uważam, że zmarnowaliśmy ostatnie trzy lata. Byłem osobą, która optowała za zbudowaniem klubu od początku, od podstaw. Na zdrowych i jasnych zasadach dla wszystkich. Nawet kosztem startu od B-klasy. O dziwo takich osób jak ja było znacznie więcej. Dziś większość z nas paradoksalnie czeka na koniec. Mamy swój plan działań i będziemy się go trzymać. Jest on znany i nie jest żadną tajemnicą. UKS Ruch Chorzów to będzie klub, który będziemy wspierać na każdej płaszczyźnie. Klub grający w B-klasie, któremu już w jakiś sposób od dawna pomagamy. Wszystko będzie jasne już w przyszłym tygodniu. Kiedy oficjalnie Ruch nie przystąpi do rozgrywek trzecioligowych – mówi zapytany o sytuację jeden z kibiców Ruchu, który chce pozostać anonimowy.

Motyka, który wypowiadał się na wstępie, dodaje: – Biorąc pod uwagę to, jak wyglądały działania kolejnych włodarzy Ruchu, decyzja kibiców nie dziwi mnie wcale a wcale. Nie może dziwić nikogo, bo tak zasłużony polski klub nie zasługuje na to, by umierać w takich męczarniach.

Dla Ruchu kluczowe będą najbliższe godziny, ale wszystko wskazuje na to, że to koniec piłkarskiej spółki, bo do pomocy tym razem nie kwapi się miasto. Cała nadzieja w sympatykach „Niebieskich”, dzięki którym może powrócić zdrowy i silny chorzowski klub.

Komentarze
Daro (gość) - 7 miesięcy temu

I dobrze. Niech ta szopka się już kończy bo aż żal patrzeć.

Odpowiedz
RTS (gość) - 7 miesięcy temu

Kiedy to się wyjaśni?

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze