Sunderland znów sprawił nie lada problemy rywalowi. Podopieczni Steve’a Bruce’a tym razem rozpracowali ekipę sir Aleksa Fergusona, z którą podzielili się punktami. W innym meczu West Ham zremisował z Boltonem Wanderers.
Sunderland – jak on to robi?
Manchester City, Arsenal, Liverpool – w meczach z tymi rywalami „The Black Cats” podołali albo wygrywając, albo zdobywając chociaż punkt. „Czerwono-biali” na swoim stadionie osiągają sensacyjne wyniki. Tym razem zjawili się tam podopieczni sir Aleksa Fergusona, którzy zostali w świetnym stylu zneutralizowani. Szkocki menedżer zaskoczył doborem zawodników na to spotkanie, gdyż na ławce usiadł Berbatow, a od pierwszej minuty zagrali między innymi Macheda, Owen oraz Ferdinand. Przed pierwszym gwizdkiem zdarzyła się jednak kuriozalna sytuacja, gdyż w szatni Manchesteru pękła rura, wobec czego ze względu bezpieczeństwa goście musieli zmienić lokację. Cała akcja poskutkowała dwudziestominutowym opóźnieniem początku spotkania.

Gospodarze od pierwszej minuty rzucili się do ataku i grali wysokim pressingiem. Defensywa gości nieraz musiała ratować się rozpaczliwym wybiciem na aut. Już po kilku minutach dobrą okazję do osiągnięcia prowadzenia miał Henderson, który strzałem z woleja posłał piłkę obok słupka. Sunderland, a właściwie Malbranque, mógł sobie jednak pluć w brodę w 15. minucie spotkania. Cattermole zagrał świetną piłkę w wolne pole, którą dopadł wspomniany pomocnik. Znalazł się w sytuacji sam na sam z Van der Saarem, lecz doświadczony golkiper wykazał się większym zdecydowaniem i z zimną krwią rzucił się na piłkę, zanim ta została uderzona. Po zmarnowanej okazji Bruce mógł wyrywać sobie włosy, gdyż lepszej w pierwszej połowie gospodarze nie mieli.
Co najciekawsze, Manchester United został całkowicie zgaszony, był bez blasku, jednym słowem rozpracowany. Wicemistrzowie Anglii przez całą pierwszą połowę nie stworzyli sobie klarownej sytuacji, po której mogłaby paść bramka. W 26. minucie dobrą szansę miał jednak Henderson, który egzekwował rzut wolny. Sekundy później wynik mógł podwyższyć Bent, który dobijał, aczkolwiek bez pożądanego skutku. Niemniej lepszą okazję miał Zenden, który trafił w słupek jedenaście minut później.
Gdy goście schodzili do szatni, mogli zastanawiać się, co właściwie się z nimi stało. W końcu jedyną konkretną sytuację mieli po rzucie wolnym egzekwowanym z obrębu pola karnego Sunderlandu. W tym przypadku nie pomogła jednak nawet technika Naniego. Na kilka chwil przed ostatnim gwizdkiem sędziego swojego mogli dopiąć w końcu gospodarze. Nikt jednak nie przeciął dośrodkowania Onuohy, który w ostatnim czasie całkiem dobrze radzi sobie na prawej flance.
W przerwie zdecydowane kroki podjął Ferguson, który wprowadził na boisko będącego w formie Berbatowa. Bułgar umieścił piłkę w siatce już po trzech minutach, lecz flaga sędziego liniowego powędrowała w górę. Rosły napastnik znajdował się na ewidentnym spalonym. United przez pierwsze kilka minut było w gazie, a potem znów zgasło, jakby ostatecznie nie mogło zapalić i wrzucić drugiego biegu. Tymczasem w 62. minucie, na skutek nieczystej gry Andersona i Scholesa, został podyktowany rzut wolny dla „The Black Cats”. Zakotłowało się nieco w polu karnym Van der Saara, obrona United została zmuszona do dwukrotnego zablokowania strzałów gospodarzy. Trzecią szansę miał El-Mohamadi, lecz przestrzelił.












