Zaledwie nieco ponad 48 godzin cieszyli się z powrotu na fotel lidera piłkarze Manchesteru City. Ich lokalny rywal, United, ograł bowiem dzisiaj Fulham 1:0 i to on znowu, z przewagą trzech punktów, prowadzi w tabeli Premier League. Jedynego gola tego wieczoru zdobył niezawodny Wayne Rooney.
Zgodnie z oczekiwaniami pierwsi zaatakowali gospodarze. W 11. minucie po dośrodkowaniu Rafaela przetestował Giggs, choć słowo przetestował jest tutaj nieco na wyrost, bo Australijczyk łatwo złapał piłkę po główce rozgrywającego dzisiaj 903. spotkanie w barwach United pomocnika. Kilkadziesiąt sekund później golkiper gości w ogóle interweniować nie musiał, wyręczył go bowiem Hangeland, blokując uderzenie Welbecka.
Następnie inicjatywę niespodziewanie przejęło Fulham. Próba Dembele była jeszcze niecelna, ale później dwa razy dobrze strzelał Dempsey. Za każdym razem górą był jednak de Gea. W odpowiedzi ładną przewrotką popisał się Evra i był blisko trafienia do bramki, jednak minimalnie przestrzelił. Następnym, który próbował, był Rafael, lecz i tym razem Schwarzer był na posterunku.
W ostatnich minutach „Diabły” nacisnęły mocniej i w 42. minucie przyniosło to efekt. Po dośrodkowaniu Younga z lewej strony piłka odbiła się od Riise, dopadł do niej Evans i wystawił ją Roooneyowi, który tylko dopełnił formalności. Przed przerwą w słupek trafił jeszcze Young, jednak sędzia i tak odgwizdał spalonego i do szatni gospodarze schodzili przy minimalnym prowadzeniu.
Pierwsze momenty po przerwie to dominacja United: trzy minuty po zmianie stron znowu popisał się Schwarzer, tym razem broniąc mocny strzał Valencii. Chwilę później ładnym, technicznym uderzeniem popisał się Young, jednak Australijczyk sparował futbolówkę po raz kolejny. W 69. minucie Valencia ładnie ograł Ruiza, wystawił piłkę Giggsowi i choć Walijczyk w piłkę gra długo, to chyba w swojej karierze oddał niewiele gorszych strzałów.
1:0 to niepewny wynik i w ostatni kwadrans miejscowi mogli wchodzić, prowadząc już dwoma bramkami. Po wrzutce Valencii Young najpierw uderzył z woleja, a po świetnej obronie Schwarzera chciał się poprawić, ale bramkarz znowu był górą. Kolejna dobitka Giggsa, już praktycznie na pustą bramkę, została natomiast zablokowana przez Hangelanda. Ostatnie minuty to napór gości, którzy dążyli do wyrównania. Tak naprawdę jednak de Gea nie miał wiele pracy, bo wszystkie akcje rozbijały się o blok defensywy Manchesteru, a najgroźniej było, gdy w starciu z Carrickiem w polu karnym upadł Murphy. Karnego w tej sytuacji trudno jednak się było dopatrzyć i ostatecznie podopieczni sir Aleksa Fergusona dopisali sobie kolejne trzy punkty, powiększając tym samym swoją przewagę w tabeli nad Man City.










