Manchester United pokonał beniaminka z Walii 2:0. Obydwie bramki padły jeszcze w pierwszej połowie. Taki wynik oznacza, że losy tytułu mistrza Anglii poznamy w ostatniej kolejce, kiedy City u siebie zmierzy się z QPR, a United pojedzie na Stadium of Light.
Podopieczni sir Aleksa Fergusona wyszli na mecz ze Swansea ze świadomością, że Manchester City wygrał w niezwykle ważnym meczu z Newcastle i wyprzedził mistrzów o trzy punkty. Jeśli więc „Czerwone Diabły” pozwoliłyby sobie dzisiaj na stratę punktów, to mistrza Anglii moglibyśmy poznać nawet dzisiaj.

Początek meczu przebiegał spokojnie. Gospodarze w nieco zmienionym od ostatniego spotkania składzie (zamiast Giggsa i Parka pojawili się Young i Valencia) nie naciskali i nie chcieli za wszelką cenę zdobyć bramki już w pierwszych minutach. Przewagę w posiadaniu piłki miał Manchester, ale i ekipie Brendana Rodgersa udawało się od czasu do czasu pograć na połowie rywala. W 20. minucie na solową akcję zdecydował się Evra i wywalczył rzut wolny. Stały fragment gry wykonał Young i po chwili United uzyskał rzut rożny. Tym razem Vorm miał już co robić. Najpierw holenderski golkiper świetnie wybronił strzał Evry, by chwilę później zatrzymać dobitkę Rooneya. „Czerwone Diabły” zyskały kolejny rzut rożny, ale tym razem obrońcy Swansea poradzili sobie wzorowo.
Vorm nie miał wiele do powiedzenia przy następnej akcji. W 28. minucie prawym skrzydłem w swoim stylu pognał Antonio Valencia. Ekwadorczyk, dobiegając do końcowej linii, zagrał w głąb pola karnego, gdzie znalazł się Carrick. Środkowy pomocnik „Czerwonych Diabłów” oddał strzał z pierwszej piłki, ale zanim wpadła ona do siatki Swansea, odbiła się od Scholesa. Rudowłosy pomocnik wpisał się w ten sposób na listę strzelców. Wynik mógł być podwyższony już minutę później przez Chicharito. Meksykański napastnik nie wykorzystał jednak doskonałego dogrania od Carricka i sytuacja nie uległa zmianie. W 35. minucie ponad bramką strzelił Rooney. Anglik spróbował mierzonego strzału sprzed linii „szesnastki”. Sześć minut później było już 2:0. Prowadzenie zespołu sir Aleksa Fergusona podwyższył Ashley Young. Były skrzydłowy Aston Villi wykorzystał niefortunnie zablokowaną piłkę po uderzeniu Rooneya i posłał ładny, podkręcony strzał na długi słupek bramki strzeżonej przez Vorma. Gospodarze mogli jeszcze dobić rywala przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę, ale dobrego dośrodkowania z rzutu rożnego nie wykorzystał Chris Smalling.
Pierwsze minuty drugiej połowy do złudzenia przypominały ten sam okres w pierwszej części gry, ale Manchester United wyglądał zdecydowanie lepiej pod kilkoma względami. Piłkarze Fergusona więcej biegali i częściej starali się nękać rywali pojedynczymi atakami. Widać było, że chcieli zdobyć jeszcze kilka bramek, żeby zwiększyć presję na City w ostatniej kolejce. Pierwszą niebezpieczną akcję stworzył Gylfi Sigurdsson. Islandczyk zdecydował się na strzał z dystansu. Bramkarz United – David de Gea – miał trudności ze złapaniem skozłowanej przed nim piłki i musiał ratować się wybiciem jej na rzut rożny. Po kornerze gospodarze przeprowadzili dynamiczną kontrę. Zapoczątkował ją Valencia, który oddał piłkę wybiegającemu na wolne pole Rooneyowi. Anglik postanowił przekazać futbolówkę jeszcze dalej i zbyt mocno zagrał do Younga. W 58. minucie skrzydłowy dośrodkował mocno w pole karne, gdzie czekał Rooney. Piłka nie dotarła jednak do napastnika, ponieważ wypiąstkował ją Michel Vorm. Minutę później kolejną szansę na zdobycie bramki miał Javier Hernandez, ale Meksykanin po raz kolejny jej nie wykorzystał.












