Manchester United pokonał dzisiaj Wigan na Old Trafford aż 4:0. Mimo że gospodarze wygrali wysoko, to wszystkie bramki zdobyli dopiero w drugiej połowie. Do siatki Al-Habsiego trafiali dzisiaj kolejno Scholes, Hernandez, Buttner oraz Powell. Ten drugi wcześniej zdążył jeszcze zmarnować rzut karny.
Wobec kontuzji Wayne’a Rooneya oraz tego, że nie do końca sprawny ze zgrupowania reprezentacji przyjechał Robin van Persie, w ataku zagrał duet Welbeck – Hernandez. Szansę debiutu w nowych barwach dostał niedawny nabytek, Alexander Buttner. Gospodarze, pomni porażki z tym przeciwnikiem w ostatnim spotkaniu, od razu ruszyli do ataku. Już w 4. minucie do prostopadłej piłki ruszyli Welbeck i Al-Habsi. Szybszy był młody napastnik, który tylko lekko trącił futbolówkę, a później padł jak długi. Sędzia Oliver nie zastanawiał się długo, tylko wskazał na jedenasty metr.

Powtórki pokazały, że Al-Habsi miał jakieś podstawy, żeby protestować. Na pewno nie dotknął przeciwnika rękami, być może lekko trącił go kolanem. Cóż, Omańczyk jednak i tak zrehabilitował się, broniąc uderzenie Hernandeza. Trzeba jednak dodać, że Meksykanin trochę mu pomógł, bo jego strzał po ziemi nie był wystarczająco mocny.
Brak gola wcale nie załamał miejscowych, a tylko chyba ich rozwścieczył, co rusz bowiem nacierali na bramkę przeciwnika. Najaktywniejsi byli Nani i Welbeck. I to właśnie po dośrodkowaniu tego pierwszego, a woleju drugiego mógł paść gol w 18. minucie, gdyby tylko piłka nie przeleciała obok słupka. Anglik chwilę później próbował jeszcze dwa razy, ale za każdym razem na posterunku był blokujący go Caldwell. Goście natomiast od czasu do czasu odpowiadali choćby po stałych fragmentach gry. I właśnie po jednym z rzutów wolnych i dośrodkowaniu Maloneya w dobrej sytuacji obok słupka główkował Ramis. Myśl, że można ukąsić Goliata, rozochociła też Boyce’a, który chwilę później przedarł się przez obronę rywali, ale również przestrzelił.
Następnie szczęścia próbował Di Santo, jednak został zablokowany. W odpowiedzi w 35. minucie w polu karnym z piłką przy nodze znalazł się Nani. To normalnie oznacza zagrożenie dla rywali, ale tym razem Portugalczyk kopnął futbolówkę za mocno i ta przeleciała nad poprzeczką. Ostatni kwadrans, przynajmniej jeśli chodzi o stworzone sytuacje z obu stron, nie dorównał dwóm pierwszym. W 43. minucie szczęścia szukał jeszcze Kone, lecz nie udało mu się go znaleźć, bo nie trafił w bramkę. Pierwsza połowa zakończyła się zatem bezbramkowym remisem, a sir Alex nie mógł mieć wielu powodów do zadowolenia.












