Manchester United pokonał przed własną publicznością Stoke City 4:2. Trzy bramki w tym spotkaniu zdobył Wayne Rooney, w tym jedną do własnej siatki. Oprócz niego trafiali Robin van Persie, Danny Welbeck i Michael Knightly.
Przed meczem niekwestionowanym faworytem była ekipa Fergusona. Za „Czerwonymi Diabłami” przemawiał nie tylko fakt rozgrywania spotkania na Old Trafford, ale również miejsce w klasyfikacji. Wicelider podejmował zespół znajdujący się poza pierwszą dziesiątką w ligowej tabeli. Podopieczni Tony’ego Pullisa już nie raz i nie dwa pokazywali jednak, że w starciach z czołowymi drużynami potrafią się zmobilizować i rozegrać kapitalne 90 minut.

Piłkarze z Old Trafford wiedzieli, że chwilę wcześniej Chelsea pokonała na wyjeździe Tottenham i znacznie umocniła się na pozycji lidera. Aby zapobiec siedmiopunktowej stracie do „The Blues” oraz możliwości utraty drugiego miejsca na rzecz Manchesteru City albo West Bromwich Albion, gospodarze musieli ograć „Garncarzy”.
Mecz od samego początku zdawał się być po kontrolą gospodarzy. To oni stwarzali sobie sytuacje strzeleckie, utrzymywali się przy piłce. Wszystko zmieniło się w 11. minucie, kiedy to Paul Scholes dopuścił się faulu przy linii końcowej. Po dośrodkowaniu w pole karne do piłki dopadł Wayne Rooney, ale uderzył na tyle niefartownie, że skierował ją do własnej bramki.
Od tego momentu spotkanie się wyrównało – obydwie drużyny prezentowały swoje atuty w ataku. Gospodarzom brakowało jednak ostatniego podania pod bramką Begovicia, a gdy już do takiego doszło, Danny Welbeck fatalnie spudłował. Po przeciwnej stronie boiska kapitalne zawody rozgrywał David De Gea.
W 27. minucie sprawę w swoje ręce wzięli Robin van Persie i Wayne Rooney. Wychowanek Evertonu najpierw zagrał piłkę na skrzydło do Holendra, a następnie wbiegł w pole karne i zamknął jego dośrodkowanie. Jeszcze przed przerwą piłkarze Fergusona wyszli na prowadzenie za sprawą van Persiego. Sprowadzony latem z Arsenalu snajper wykorzystał błyskotliwe zagranie Valencii między nogami jednego z obrońców i wepchnął piłkę do bramki obok bezradnego golkipera.
Druga połowa rozpoczęła się niesamowicie dla Manchesteru United. Już na jej początku Rooney dobrym dośrodkowaniem znalazł w polu karnym Stoke Danny’ego Welbecka, który pewnym strzałem głową powiększył prowadzenie gospodarzy. Trzeci gol dał gospodarzom wiele pewności siebie, zamknęli rywali na ich połowie i szukali kolejnych trafień.
Mimo to bramkę zdobyli… goście! Michael Kightly w nieprawdopodobny sposób wpadł z piłką w pole karne, mimo nacisku ze strony Ferdinanda, Evansa i Rafaela, a następnie uderzył po ziemi przy dalszym słupku, pozostawiając bramkarza United bez szans na skuteczną interwencję. Na odpowiedź podrażnionych gospodarzy nie trzeba było długo czekać – w 65. minucie swojego kolejnego gola zdobył Wayne Rooney, który najlepiej odnalazł się w zamieszaniu po rzucie rożnym i z bliskiej odległości kopnął piłkę lewą nogą prosto do siatki.











