W dwóch najciekawszych meczach Premier League rozgrywanych dzisiaj o 16:00 Manchester United pokonał 3:2 Stoke, a Liverpool rozbił 4:1 West Bromwich Albion.
Manchester wygrywa w bólach
Już w 4. minucie kibice zgromadzeni na Old Trafford mieli powody do smutku. Erik Pieters dośrodkował z lewej strony, Peter Crouch uciekł Evansowi i na raty trafił do siatki. Obrona gospodarzy od początku meczu grała fatalnie. Nic dziwnego, że niedługo później zamiast remisu mogło być 2:0. Arnautović zagrał z lewej strony na dalszy słupek, gdzie piłkę zgrał Walters, a Crouch znowu uprzedził Evansa, jednak tym razem strzelił za wysoko. W 30. minucie goście przeprowadzili bliźniaczo podobną akcję, z tym że teraz napastnicy zamienili się rolami, Walters strzelił celnie, ale świetnie obronił de Gea.

W końcu w 42. minucie to gospodarze skutecznie zaatakowali. Po dośrodkowaniu z prawej strony Rooney strzelił głową, Begović odbił piłkę, ale wprost pod nogi van Persiego, który dobił do pustej bramki. Ci, którzy myśleli, że takim wynikiem skończy się pierwsza połowa albo United pójdzie za ciosem, srodze się zawiedli. Stało się wręcz odwrotnie! Jones bezsensownie sfaulował Arnautovicia tuż przed polem karnym, a sam poszkodowany pięknym strzałem z rzutu wolnego wymierzył sprawiedliwość. Goście schodzili na przerwę, prowadząc!
Druga część spotkania to od początku nacisk i zdecydowane ataki gospodarzy, choć bili oni głową w mur. David Moyes też był aktywny, wpuścił na boisko Hernandeza i Januzaja. Prawdziwe oblężenie bramki Begovicia zaczęło się w okolicach 70. minuty i szybko przyniosło skutek…
Strzały dwóch wprowadzonych atakujących były jeszcze niecelne, ale najlepsze dla gospodarzy dopiero nadchodziło. Najpierw w 78. minucie van Persie dośrodkował z rzutu rożnego, a pięknym strzałem głową piłkę do siatki skierował Rooney. Minęło kilkadziesiąt sekund, tym razem to Evra przebił się lewą stroną i wrzucił do środka, a kompletnie niepilnowany na długim słupku Hernandez strzelił na 3:2. Po tych szalonych dwóch minutach goście nie byli już w stanie poważnie zagrozić bramce de Gei. Manchester United, niczym za najlepszych czasów, cały mecz gonił swoją ofiarę, aż w końcu ją złapał i bezlitośnie rozszarpał.
Suarez hat-trick hero
W spotkaniu na Anfield oglądaliśmy natomiast teatr jednego aktora. Wspaniała gra Luisa Suareza przesądziła o zwycięstwie Liverpoolu!
Urugwajczyk swój popis rozpoczął już w 12. minucie. Ograł dwóch obrońców, a następnie płaskim strzałem pokonał Myhilla. Pięć minut później było już 2:0. Tym razem Suarez popisał się głową z ok. 16 metrów! A strzał to był taki, że bramkarz naprawdę nie miał wielkich szans na obronę! Niedługo potem mogło być 3:0. Suarez z wolnego zagrał do Gerrarda, ten wycofał do Skrtela, ale obrońca zmarnował świetną okazję, nieczysto trafiając w piłkę. Tuż przed przerwą minimalnie jeszcze pomylił się Henderson, a w ostatnich sekundach Skrtel wybił piłkę lecącą już do pustej bramki i pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem gospodarzy 2:0.










