Bezsilność przerwana, Van Persie bez rekordu, gospodarze z trzema punktami. Tak w skrócie można opisać to, co działo się w Sylwestra na Emirates Stadium.
Nie mieści nam się w głowach, jak piłkarze mogą wykonywać swój zawód późno w Sylwestra. Na Emirates Stadium przybyła drużyna Queen’s Park Rangers. Prawdopodobnie na piechotę, bo oba kluby oddalone są od siebie około dziewięciu kilometrów. Co ciekawe, jest to pierwsza wizyta gości na, już nie takim nowym, obiekcie Arsenalu.

Co dziwniejsze, „Kanonierzy” nie lubią grać derbowych pojedynków z QPR. W historii obie drużyny rywalizowały ze sobą ośmiokrotnie. Goście wygrali dwa mecze, a aż pięciokrotnie oglądaliśmy remis. Ostatni pojedynek odbył się aż 15 lat temu, a Arsenal uratował Dennis Bergkamp, który wyrównał stan meczu.
Obie jedenastki nieco zadziwiły kibiców. Gospodarze wyszli od początku z Arshavinem w składzie, natomiast QPR postawiło na Bothroyda, co oznaczało, że najlepszy strzelec ekipy, Helguson, zsiadł na ławce.
Mecz rozkręcał się bardzo, bardzo powoli. „Kanonierzy” potrzebują punktów, a rywal zdawał się mało wymagający. Jednak to właśnie goście oddali pierwszy strzał tego meczu, po dziesięciu minutach. Van Persie zrewanżował się pierwszym celnym uderzeniem pięć minut później.
Dopiero około 25. minuty widowisko nabrało rumieńców. Arsenal konsekwentnie stawiał na znany nam z poprzedniej kolejki sposób gry – totalnej dominacji, zamknięcia rywala na jego połowie. Pojawiły się pierwsze piękne podania, dryblingi i uderzenia. Dwa razy spudłował najlepszy strzelec Premiership, a jak na gwałt potrzebuje kolejnych trafień. Świetnie ogrywając zdezorientowanego Connolly’ego, posłał wolejem piłkę nad poprzeczką. Gdyby futbolówka została kopnięta lewą nogą, pewnie zatrzepotałaby w siatce.
Z następnych minut doskonale zapamiętamy dwie decyzje sędziego Atkinsona, który najpierw nie zauważył oczywistej ręki w polu karnym gości, a potem upomniał nie tego obrońcę Arsenalu. Przy kontrze faulował Kościelny, arbiter pozwolił kontynuować grę, a po akcji żółty kartonik obejrzał Thomas Vermaelen.
Wojciech Szczęsny prócz pewnych wyjść do piłki czy piąstkowań był niewidoczny i nie miał za wiele do roboty. Już pod koniec pierwszej odsłony piłkarze Wengera mieli serię rzutów rożnych. Wszystkie kornery przeszły bez echa. Nadmienić trzeba, że Robin van Persie wykonał w tym sezonie ponad 230 rzutów rożnych, z czego tylko dwa (!) zakończyły się bramką.
Z pierwszych 45 minut zapamiętamy uśmiechniętą twarz Thierry’ego Henry’ego, którą realizator kilkakrotnie pokazywał, fakt, że Joeyowi Bartonowi narodził się potomek, oraz bicie głową w mur piłkarzy w czerwono-białych trykotach. Atkinson chyba myślami już obchodzi Nowy Rok, bo jego decyzje są co najmniej kontrowersyjne.











