„Złodzieje! Złodzieje!” niosło się z trybun stadionu w Bydgoszczy po meczu z Legią. Sędziowie są ostatnio niezbyt mile widziani w mieście nad Brdą. Cóż, nic dziwnego skoro mecz po meczu popełniają tutaj karygodne błędy. Zyskują rywale. Tak jak mistrz Polski, który dziś był zdecydowanie lepszy i zasłużenie wygrał.Mowa oczywiście o sytuacji z 35. minuty, jeszcze przy stanie 0:1. Masłowski podał niecelnie, ale do końca o piłkę walczył Kadu, którego starał zablokować się Broź. Zrobił to jednak nieumiejętnie, rywal właściwie już go wymijał, ale w ostatnim momencie zastawił mu ścieżkę biegu swoją nogą. Faul ewidentny, ale po raz kolejny nie dla sędziego. Podobnie jak w meczu z Ruchem. Wszyscy widzieli czerwoną kartkę Stawarczyka, oprócz pana w żółtym stroju. Dzisiaj co chwilę z trybun podnosiła się wrzawa po kolejnych kontrowersyjnych decyzjach Musiała. Nie był to zdecydowanie jego najlepszy mecz.
Gdy Mariusz Rumak przychodził do Zawiszy, jego głównym zadaniem było ograniczenie błędów w defensywie. Niestety te nadal zdarzają się bardzo często. Zapytany o to po meczu dał do zrozumienia, że pod wodzą poprzedniego trenera piłkarze złapali złe nawyki. Do tego dochodzą indywidualne błędy i trochę pecha, jak przy pierwszej bramce. Petasz nie doskoczył do Brozia. Ten miał bardzo dużo miejsca na dośrodkowanie, ale gdy środkowy obrońca wbiega w pole karne rywala i strzela gola piszczelem, to jest to wyjątkowo okazja. Drugi gol to jednak absolutny dramat w obronie, bo nie można inaczej mówić o bramce straconej po wyrzucie z autu. Trzy podania, Żyro wyprowadzony na czystą pozycję i Witan bez szans.
Właśnie, Witan. Bronił nieźle, przecinał dośrodkowania, raz naprawdę dobrze interweniował po mocnym strzale Żyry. Ale co z tego, skoro w pamięci i tak pozostają jego parodystyczne dryblingi i niecelne wybicia? Kilkukrotnie kopał piłkę w aut, a 1765 razy po „piątce” futbolówkę w środku pola przejmowali rywale. W tym elemencie wyraźnie odstaje od Kaczmarka, na którego powrót z niecierpliwością czekają w Bydgoszczy. Jednak nie tylko tu leżał problem Zawiszy. Fatalnie grał Petasz, Łukowski nie dał zastąpić Carlosa, a w całej drużynie brakowało kogoś, kto poza Masłowskim wziąłby na siebie odpowiedzialność za piłkę. Do tego doszły fatalne straty przy wyprowadzaniu piłki i w ten sposób Zawisza sam sobie przeszkadzał w walce z Legią.
A podopieczni Berga zagrali bardzo rozsądnie. Nie forsowali tempa, spokojnie wyczekiwali, dawali rywalom pobiegać, w odpowiednich momentach przyspieszali i wymuszali błędy na gospodarzach. Mogli i powinni wygrać wyżej, ale końcówka meczu może nieco martwić kibiców z Warszawy. Mistrz Polski nie powinien prowadząc z ostatnią drużyną ligi przetrzymywać piłki przez pięć minut w jej narożniku. Choć robili to bardzo dobrze, po prostu przy tej różnice poziomów nie przystoi. A mimo wszystko mógł paść nawet remis. Zaczęło się od wyrzutu a’ la dyskobol Witana, potem Wagner ograł Koseckiego i Lewczuka, a Rzeźniczak został wkręcony w ziemię przez Kadu, który zagrał dziś bardzo słabo. Wszystko wykończył Wagner, a Zawisza na entuzjazmie ruszył do przodu. Bardzo blisko po indywidualnej akcji był Alvarinho, ale niewiele się pomylił przy strzale zza pola karnego.











