Uczestnicy Euro: Rosja


24 lutego 2012 Uczestnicy Euro: Rosja

Wielką nadzieją w związku z Euro 2012 była budowa nad Wisłą tak zwanych „orlików”. Dzięki temu miejscowa młodzież miała zyskać bodziec do uprawiania futbolu, a łowcy talentów więcej okazji do wypatrywania potencjalnych reprezentantów. Tego problemu nigdy nie było na wschód od Polski. W Rosji już jakiś czas temu wdrożono daleko idący plan szkolenia młodzieży, czego owoce są zbierane dzisiaj, a jeszcze okazalsze mają być za sześć lat. Warto więc przyjrzeć się ostatniemu z grupowych rywali „Biało-czerwonych”.


Udostępnij na Udostępnij na

Historia piłkarska niepodległej Rosji nie może istnieć bez omówienia jej osiągnięć, kiedy piłkarze z największego kraju świata grali w reprezentacji Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Pod tym szyldem w mistrzostwach Europy „Sborna” debiutowała już w roku 1960, czyli na pierwszym turnieju o czempionat Starego Kontynentu. Najpierw musiała jednak przejść przez sito eliminacyjne w systemie każdy z każdym. Będąca jedną ze światowych potęg kadra Związku Radzieckiego bez większych problemów radziła sobie z kolejnymi przeszkodami. W 1/8 finału dwukrotnie pokonała Węgrów, a dwumecz z Hiszpanią zwyciężyła walkowerem. Dzięki temu Sowieci udali się na turniej finałowy do Francji. Półfinał okazał się dla ZSRR spacerkiem, w którym rozstrzelał Czechosłowację 3:0. By zdobyć złoty medal, należało jednak pokonać jeszcze Jugosławię. Mimo że to piłkarze z Półwyspu Bałkańskiego jako pierwsi wyszli na prowadzenie, Sowieci tuż po przerwie doprowadzili do wyrównania. Jednak do końca żaden gol już nie padł, więc sędzia zarządził dogrywkę. W niej, w 113. minucie, geniuszem błysnął Wiktor Poniedielnik, dzięki czemu „Sborna” została historycznym pierwszym mistrzem Europy. Blisko powtórzenia swojego sukcesu była cztery lata później. Wtedy również w półfinale rozstrzelała swojego przeciwnika, Danię 3:0. W finale w Madrycie przyszło jej jednak zmierzyć się z organizującą turniej Hiszpanią. Sowieci byli mocni, lecz to rywale strzelili jednego gola więcej, a wynik 2:1 przekazał prym „La Furia Roja”. Z rozgrywek we Włoszech Rosjanie wrócili z niczym nie ze względu na słabą formę, a zwyczajnego pecha. W półfinale przeciwko Włochom żadnej z drużyn nie udało się strzelić gola. Również i dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia. Jako że nie stosowano wyłonienia zwycięzcy poprzez konkurs rzutów karnych, zdano się na los, a o udziale w finale zdecydował rzut monetą. I tak o złoto zagrali Włosi, a rozbitym Sowietom przyszła rywalizacja o brąz, którą przegrali z Anglikami 0:2. Niepowodzenia powetowali sobie cztery lata później. W Belgii tuż przed finałem przeszkodą dla ZSRR nie okazały się Węgry. Jednak w finale czekali na nich znajdujący się na fali Niemcy, którzy, gromiąc „Sborną” 3:0, zdobyli swój pierwszy europejski złoty medal. Następnie reprezentacja największego kraju świata nieco spuściła z tonu. Z następnego Euro odpadła po ćwierćfinale, a do dwóch następnych w ogóle się nie zakwalifikowała. Ożywienie przyszło dopiero w roku 1988, kiedy już do mistrzostw Europy wprowadzono fazę grupową. Pierwsze trzy spotkanie Sowieci przeszli niemal jak burza. Po pokonaniu 1:0 Holandii zaliczyli pechowy remis 1:1 z Irlandią. Na koniec jednak zaaplikowali Anglii trzy gole przy stracie jednego, dzięki czemu uzyskali prawo gry w fazie pucharowej. Drużyna, w której występował między innymi Ihor Biełanow, w ostatecznym starciu zmierzyła się z nafaszerowaną gwiazdami Holandią. Ekipa z Marco van Bastenem i Ruudem Gullitem nie dała jednak „Sbornej” szans, wywalczając swój pierwszy złoty medal na Starym Kontynencie.

Legendarny Lew Jaszyn w głównej mierze zapewnił Związkowi Socjalistycznych Republik Radzieckich jego największe sukcesy w latach 60.
Legendarny Lew Jaszyn w głównej mierze zapewnił Związkowi Socjalistycznych Republik Radzieckich jego największe sukcesy w latach 60. (fot. krugosvet.ru)

Zdecydowanie mniej okazale przedstawia się historia uczestnictwa Związku Radzieckiego w mistrzostwach świata. W mundialu zespół z największego kraju świata debiutował w Szwecji w 1958 roku. Trzeba przyznać, że w Skandynawii miał sporo szczęścia. Po remisie 2:2 z Anglią na inaugurację Rosjanie pokonali 2:0 Austrię. W ostatnim starciu czekał jednak wielki faworyt, Brazylia, który pokonał ZSRR 2:0. W tabeli gracze ze Wschodu wyprzedzili Anglię tylko dzięki temu, że odnieśli jedno zwycięstwo przy trzech remisach Wyspiarzy. W ćwierćfinale jednak nie dali rady Szwedom 0:2. Podobny wynik osiągnęli cztery lata później w Chile. Tym razem grupę wygrali bez mrugnięcia okiem. Zdarzył im się jednak pech trafienia w ćwierćfinale po raz kolejny na gospodarzy. Również i w roku 1962 organizator, tym razem Chile, okazał się lepszy. Apogeum wschodniego sukcesu na mundialu miało miejsce dopiero w roku 1966 w Anglii. W nich aktualny wicemistrz Europy należał do grona ścisłych faworytów. Bez żadnych problemów wygrał grupę, pokonując kolejno: 3:0 Koreę Północną, 1:0 Włochy i 2:1 Chile. Również i ćwierćfinałowy przeciwnik, Węgry, został odprawiony z kwitkiem. Jednak w półfinale czekał zdecydowanie mocniejszy konkurent, Niemcy. Mimo dobrej gry i wysokiej klasy umiejętności nie udało się Sowietom pokonać naszych zachodnich sąsiadów. Pozostała im walka o brązowy medal, w której lepsza okazała się dowodzona z boiska przez wielkiego Eusebio Portugalia. Czwarte miejsce na mundialu do dziś pozostaje największym sukcesem piłkarskim tego kraju. Później „Sborna” już tak rewelacyjnie sobie nie radziła. Z Meksyku wróciła po ćwierćfinale, na dwóch następnych w ogóle się nie pojawiła. Później szczytem jej możliwości okazywała się druga runda grupowa, a potem nie wyszła nawet z pierwszej.

Po rozpadzie Związku Radzieckiego niepodległa Rosja nie odnosiła już tak spektakularnych sukcesów. Dwukrotnie z rywalizacji odpadła po fazie grupowej, na Euro 2000 w ogóle się nie pojawiła. Pewne przebudzenie przyszło dopiero przed czterema laty w Austrii i Szwajcarii. Turniej dla Rosji zaczął się najgorzej, jak tylko mógł, od rozbicia przez Hiszpanię aż 1:4. W kolejnym starciu po bardzo ciężkim meczu udało się Rosjanom pokonać Grecję 1:0. W ostatnim starciu ze Szwecją jak powietrza potrzebowali zwycięstwa, co udało się osiągnąć, a wynik 2:0 zapewniła przede wszystkim genialna gra Andrieja Arszawina. W ćwierćfinale „Sbornej” przyszło zmierzyć się jednym z głównych faworytów, Holandią. Mimo że „Pomarańczowi” wydawali się mieć po swojej stronie wszelkie atuty, zespół prowadzony przez Guusa Hiddinka prezentował się zdecydowanie lepiej, choć swoją wyższość udowodnił dopiero w dogrywce. W półfinale w największym kraju świata oczekiwano rewanżu za fazę grupową. Jednak Luis Aragones i spółka pokazali charakter, wygrali 3:0 i to oni awansowali do finału.

Największy sukces niepodległej Rosji związany jest z Guusem Hiddinkiem
Największy sukces niepodległej Rosji związany jest z Guusem Hiddinkiem (fot. Skysports.com)

O występach Rosjan w mistrzostwach świata lepiej nie wspominać. Po rozpadzie Związku Radzieckiego uczestniczyli w mundialach w Stanach Zjednoczonych oraz Korei Południowej i Japonii. Z obu wrócili po fazie grupowej.

Nie ulega wątpliwości, że spośród uczestników Euro 2012 to właśnie Rosja miała najtrudniejszą drogę do mistrzostw. Nim mogła czuć się oficjalnym uczestnikiem turnieju, musiała uporać się w grupie z zawsze groźną Irlandią, nieobliczalną Słowacją oraz rosnącą z każdym rokiem w siłę Armenią. Początkowo wyniki nie układały się do końca po myśli „Sbornej”. Jednak jej konsekwentna praca oraz powrót kilku zawodników scalił zespół i pozwolił mu na zajęcie pierwszego miejsca w grupie i uzyskanie bezpośredniego awansu.

Zdecydowanie najwięcej do powiedzenia wśród rosyjskich piłkarzy ma obecnie Aleksandr Kierżakow (po prawej)
Zdecydowanie najwięcej do powiedzenia wśród rosyjskich piłkarzy ma obecnie Aleksandr Kierżakow (po prawej) (fot. fc-zenit.ru)

Obecna reprezentacja Rosji do najmłodszych drużyn nie należy. Zdecydowana większość z grających w niej piłkarzy jest raczej zaawansowana wiekowo, między 28. i 32. rokiem życia. Puka do niej coraz więcej młodych, co ma związek z programem szkoleniowym stworzonym pod mundial w Rosji, lecz starzy wyjadacze na razie nie dają sobie w kaszę dmuchać. Do najbardziej znanych reprezentantów największego kraju świata należą: Jurij Żyrkow, Roman Szyrokow, Ałan Dzagojew, Roman Pawliuczenko i Andriej Arszawin. Za obecnie największą gwiazdę tej drużyny należy uznać jednak urodzonego 27 listopada 1982 roku Aleksandra Anatoljewicza Kierżakowa. Swoją przygodę z futbolem zaczął w 2001 w szkółce jednego z potentatów miejscowego futbolu, Zenitu Sankt Petersburg. Z czasem wyrabiał sobie coraz większą pozycję w klubie, a w sezonach 2005 i 2006 tworzył bardzo groźny ofensywny duet ze wspominanym Andriejem Arszawinem. Zimą 2007 postanowił spróbować swoich sił w Europie, podpisując kontrakt z Sevilla FC. Tam jednak furory nie zrobił, przez co po roku wrócił do ojczyzny, by stać się zawodnikiem Dynama Moskwa. Jego pierwszy sezon w ekipie „Biało-niebieskich” wielkiej formy jeszcze nie zwiastował, lecz w następnym stał się jedną z wiodących postaci w klubie. W 2010 głównie w wyniku konfliktów z szefostwem stało się jasne, że jego dni w stolicy są policzone. Wtedy rękę wyciągnął do niego Zenit. Po powrocie do dawnego Leningradu zdecydowanie odżył. W północnej stolicy stał się postacią numer jeden, a jego ważne gole miały ogromny wkład w mistrzostwo Rosji wywalczone przez klub znad Newy. Stał się dla swojej rodziny niejako narkotykiem. Postawa Zenitu jest tak od niego uzależniona, że atak tej ekipy bez niego praktycznie nie istnieje. W drużynie narodowej ma dotychczas na koncie 57 meczów i 17 goli.

Po sukcesach współpracy z Guusem Hiddinkiem federacja piłkarska w Rosji postanowiła kontynuować holenderską myśl szkoleniową, podpisując kontrakt z Dickiem Advocaatem. Jego przygoda z trenerką rozpoczęła się w roku 1981 od pracy z Pijnacker. Po trzech latach na kolejne trzy związał się z reprezentacją Holandii, by zostać w niej asystentem głównego selekcjonera. Następnie przez rok pracował w Schiedamse Voetbal Vereniging, by znów wrócić na ławkę trenerską w zespole narodowym, ponownie jako asystent. Gdy po mistrzostwach Europy w Szwecji z prowadzenia kadry zrezygnował Rinus Michels, Advocaat został jego naturalnym następcą. Doprowadził „Pomarańczowych” do ćwierćfinału mundialu w Stanach Zjednoczonych, a po rozpoczęciu eliminacji Euro 1996 porzucił kadrę dla korzystniejszej finansowo oferty PSV Eindhoven. Na stadionie Philipsa udało mu się zwyciężyć w Pucharze Holandii, a rok później zdobyć mistrzostwo. Jednak dla tak ambitnego klubu jak PSV, było to za mało, przez co Advocaat musiał przenieść się do Szkocji, by trenować Glasgow Rangers. W swoich dwóch pierwszych sezonach w północnej części Wielkiej Brytanii wywalczył dwa tytuły mistrzowskie. W kolejnych latach „The Gers” stracili prym na rzecz lokalnego rywala, co w konsekwencji zmusiło go do odejścia z Ibrox Park. Mówi się, że dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi, lecz Advocaat zdecydował się ponownie podjąć wyzwania prowadzenia kadry narodowej. Awansował z nią do Euro 2004, a na samym turnieju dotarł do półfinału, ulegając w nim 1:2 gospodarzom, Portugalii. Prasa zażądała jego głowy, a w jego karierze nastąpił znaczny regres. Zaliczył trzy nieudane epizody: w Borussii Moenchengladbach oraz reprezentacjach Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Korei Południowej. Po tym jak nie wprowadził do fazy pucharowej mistrzostw świata w Niemczech zdobywców czwartego miejsca z mundialu w Azji, skorzystał z oferty nadesłanej przez Zenit Sankt Petersburg. Okazało się, że już w pierwszym roku swojej pracy powiódł klub znad Newy do pierwszego w swojej historii mistrzostwa Rosji. Pół roku później doprowadził swoją drużynę do największego sukcesu w jej historii – Pucharu UEFA oraz Superpucharu Europy. Obecnie prowadzi pierwszą reprezentację Rosji. Wygrał z nią bardzo trudną grupę eliminacyjną w przedbiegach Euro 2012, a teraz zapewne liczy na więcej.

Nie ma co tu dużo ukrywać – rosyjska drużyna narodowa jest zdecydowanym faworytem grupy A. Będzie sporą sensacją, jeżeli nie uda jej się awansować do fazy pucharowej, co raczej nie wchodzi w grę. Jednak udział w ćwierćfinale jest absolutnym maksimum, na jakie stać będzie podopiecznych Dicka Advocaata. Może i miałaby szansę na walkę o medale, gdyby jej prawdopodobnymi przeciwnikami tuż po fazie grupowej nie były zespoły, którym przewodzą Joachim Loew i Bert van Marwijk.

Najnowsze