W ostatniej kolejce Premiership Chelsea rozgromiła na Stamford Bridge ekipę Wigan aż 8:0 i tym samym zapewniła sobie tytuł mistrza Anglii. Manchester United robił co mógł i również wysoko pokonał Stoke, bo aż 4:0, jednak na nic się to zdało wobec wyniku w Londynie. Tytuł mistrza Anglii po trzech latach hegemonii Manchesteru United wraca do stolicy.
Podopieczni sir Aleksa Fergusona wyszli na murawę wyraźnie zmotywowani. Od samego początku spotkania przeważali gospodarze. Na początku nieskutecznością, po raz kolejny, popisywał się Berbatow. Bułgarski napastnik już w 5. minucie mógł otworzyć wynik spotkania, jednak jego uderzenie pozostawiało wiele do życzenia. Kolejną szansę Bułgar miał w 11. minucie, lecz i wtedy spudłował z najbliższej odległości. W 17. próbował Evra. Uderzenie Francuza zostało zablokowane przez Danny’ego Higginbothama i wynik dalej nie uległ zmianie. „Czerwone Diabły” nie przestawały atakować. W 23. minucie kolejną znakomitą okazję zmarnował Dimitar Berbatow. Tym razem piłka po strzale byłego napastnika Tottenhamu musnęła poprzeczkę.
Gracze Tony’ego Pulisa skutecznie bronili się do 31. minuty, w tym właśnie momencie bowiem po raz pierwszy skapitulował Asmir Begovic. Strzelcem gola na 1:0 okazał się Darren Fletcher, który umieścił piłkę w siatce po dosyć przypadkowym odbiciu jej od jednego z graczy Stoke. Trzy minuty później po raz kolejny zawiódł Berbatow, a chwilę po jego uderzeniu dobijać próbował Gary Neville. W 38. minucie było już 2:0 dla Manchesteru. Co dziwne, architektem gola był bułgarski napastnik, który lewą stroną ładnie minął obrońcę i wyłożył piłkę do Ryana Giggsa. Doświadczony Walijczyk nie miał żadnych problemów, żeby umieścić piłkę w bramce. Pierwsza połowa meczu na Old Trafford zakończyła się z wynikiem 2:0 dla gospodarzy. Taką samą przewagę wypracowała sobie Chelsea w meczu przeciwko Wigan Athletic.
Początek drugiej połowy wydawał się być nieco spokojniejszy, ale i w tej części gry górą okazali się gracze sir Aleksa Fergusona. W 54. minucie bramkę na 3:0 strzelił Danny Higginbotham. Przy samobójczym trafieniu angielskiego obrońcy „asystował” Wayne Rooney. Siedem minut później sprytnym strzałem chciał popisać się Paul Scholes, jednak próba przelobowania bramkarza Stoke nie udała się. W 64. minucie mogło być już 4:0. Fantastyczną okazję zmarnował Nani, który nie wykorzystał znakomitego podania od Rooneya. Dziesięć minut później goście wypracowali sobie dogodną sytuację. Manchester uratował Edwin Van der Sar. Holender w pięknym stylu obronił strzał Delapa. W 77. minucie strzelał Danny Pugh i ponownie świetną interwencją popisał się bramkarz Manchesteru United. W odpowiedzi podopieczni sir Aleksa Fergusona podwyższyli prowadzenie na 4:0 (84. minuta). Gola po dośrodkowaniu z rzutu rożnego strzelił Ji-Sung Park. Manchester United, zgodnie z oczekiwaniami, wygrał swój ostatni mecz, ale nie pomogło to w wywalczeniu mistrzowskiego tytułu, ponieważ koncertowo na Stamford Bridge zagrała Chelsea.
Tytuł wraca do Londynu
Chelsea na Stamford Bridge miała graczom Wigan coś do udowodnienia. W pierwszym spotkaniu tych drużyn na DW Stadium „The Latics” wygrali z „The Blues” 3:1 i przerwali ich wspaniałą passę sześciu zwycięstw z rzędu. Wtedy była siódma kolejka. Teraz była ostatnia, a podopieczni Carlo Ancelottiego grali o mistrzostwo Anglii. Na wpadkę nie mogli sobie pozwolić, bo wiedzieli, że w innym równie ważnym meczu Stoke jest skazane na pożarcie przez „Czerwone Diabły”. Chelsea i Wigan dotychczas spotykały się dziewięć razy. Siedmiokrotnie zwycięstwo odnosili londyńczycy, raz padł remis i wygrana Wigan.










