Możliwość pracy w Anglii oraz wygrywania trofeów zachęciła Rafę Beniteza do objęcia fotela menedżera Chelsea. Na wieść o zwolnieniu Roberto Di Matteo Hiszpan natychmiast wskoczył do samolotu z Abu Dhabi do Liverpoolu. – Za wielkie miliony mogłem prowadzić zespoły na innych kontynentach, ale moim celem zawsze była praca w Premier League i gra o najwyższe trofea – powiedział.
Korespondencja z Londynu
W atmosferze wielkiego oczekiwania szybko zapełniła się sala konferencyjna zachodniej trybuny Stamford Bridge. Szmer przedstawicieli mediów momentami bardziej przypominał minuty przed teatralnym spektaklem, a nie konferencję prasową.
Choć raz po raz zapadała głęboka cisza, za każdym razem był to fałszywy alarm. Hiszpański szkoleniowiec długo kazał na siebie czekać – pojawił się z niespełna półgodzinnym opóźnieniem.
– Jestem tutaj, ponieważ chcę tu być – zaczął śmiało. – Chcę walczyć o trofea i czekałem na właściwy klub, który walczyłby o nie. A w siedem miesięcy można ich kilka wygrać – uśmiechnął się pod nosem.
Szybko padło pytanie o długość kontraktu. Zaledwie kilkumiesięczna umowa podgrzewa spekulacje, że menedżerem Chelsea od przyszłego sezonu ma zostać Pep Guardiola.
– Mam z nim dobre relacje, to świetny trener. Ale nie wiemy, co wydarzy się w przyszłości – szybko skontrował Benitez. – Chelsea nic mi nie obiecała. Zatrudniła mnie, ponieważ mi ufa. Ten klub potrzebuje możliwie najlepszego menedżera, aby wygrywać jak najwięcej meczów.
Choć wymijająco, Benitez w końcu przyznał, że nie rozmawiał jeszcze z właścicielem klubu, Romanem Abramowiczem. – Mój agent rozmawiał z zarządem. Ja miałem kontakt z dyrektorem technicznym, Emenalo. Włodarze klubu oczekują zwycięstw i dobrej gry.
Michael Emenalo zdawał się odgrywać ważną rolę w całym procesie rekrutacji. – W tym klubie działa inna struktura. Menedżer jest bardziej głównym trenerem, ma nad sobą jeszcze dyrektora technicznego – przyznał Benitez, porównując zakres obowiązków do sytuacji w klubach kontynentalnych. Tym niemniej skomplementował już cały sztab szkoleniowy, sprowadzając ze sobą do Chelsea kilku rodaków, z którymi współpracował w Valencii oraz Liverpoolu.
Benitez, choć inteligentnie starał się skupić na przyszłości, nie mógł uciec od swojej przeszłości. Podczas sześcioletniej pracy na Anfield Hiszpan nieraz pojedynkował się ze swoim wielki antagonistą, Jose Mourinho. W gorączce tych starć Benitez miał m.in. powiedzieć, że nigdy nie obejmie Chelsea, bądź oskarżyć kibiców londyńskiej drużyny o brak pasji.
Były szkoleniowiec Liverpoolu bronił się raczej niezdarnie. – Nie pamiętam niektórych z tych komentarzy. Musimy przeanalizować kontekst tych słów. Taka jest rola menedżera, aby bronić swój zespół. To jest element gry. Jestem pewien, że kibice Chelsea będą wdzięczni, kiedy będę bronić także tego klubu.










