1689 – tyle dni minęło od ostatniego meczu Legia Warszawa – Wisła Kraków. Co ciekawe, jest to rekordowo długa przerwa w rywalizacji na tej linii. Trochę się stęskniliśmy… Już dzisiaj wracamy do Warszawy, aby po raz kolejny obejrzeć polski klasyk. Czas na Legia – Wisła! Jednak bardziej na tym, co tu i teraz, chcemy skupić się na tym, jak było. Jak było wtedy, kiedy Legia po raz ostatni podejmowała Wisłę Kraków.
W tym artykule przeniesiemy się do 25 lutego 2022, na Stadion Miejski Legii Warszawa im. Marszałka J. Piłsudskiego przy ulicy Łazienkowskiej 3. Przypomnimy sobie, jak wtedy wyglądała rzeczywistość w obu klubach, jak tamten mecz przebiegał, co dzisiaj dzieje się z bohaterami tego widowiska i co najważniejsze, jak bardzo zmieniła się sytuacja obu klubów w te prawie cztery lata od ostatniej rywalizacji.
Kontekst meczu
Wiemy, jak sytuacja obu drużyn w tabeli wygląda dzisiaj. Pierwszy Górnik Zabrze, a za nim goniący peleton, złożony między innymi z Legii Warszawa oraz z Wisły Kraków. Z Legii, która przebudziła się pod batutą Marka Papszuna i jeszcze w tym sezonie nie przegrała, a także z Wisły, która zdecydowanie najlepiej radzi sobie ze wszystkich beniaminków na początku bieżących rozgrywek.
A jak sytuacja wyglądała wtedy?

Legia Warszawa
Przede wszystkim Legia broniła mistrzostwa – ostatniego, jakiego do tej pory zdobyła. Później było już tylko gorzej. A wręcz można powiedzieć, że to właśnie od wtedy było gorzej. W końcu przed meczem 23. kolejki, właśnie z Wisłą Kraków, „Wojskowi” zajmowali najniższą od 15 lat pozycję w tabeli. Klub chaotycznie, trochę podobnie jak w dobrze pamiętanym sezonie 2025/2026, szukał swojej drogi, aby odbudować zespół, który znajdował się w kompletnej rozsypce i którego temat nawet spadku z Ekstraklasy był jak najbardziej realny. W październiku Czesława Michniewicza zastąpił Marek Gołębiewski, który jednak kompletnie nie poradził sobie na stanowisku pierwszego trenera Legii.
Choć miano wówczas zapewne nadzieję, że dociągnie sezon do końca, pożegnano się z nim po zaledwie 11 spotkaniach. Spotkaniach, w których zdążył odpaść z Ligi Europy i jeszcze bardziej pogrążyć zespół w kryzysie w Ekstraklasie. Pałeczkę przejął Aleksandar Vuković, przychodzący już po raz kolejny w roli strażaka. To on prowadził Legię w spotkaniu z Wisłą. Ciążyła na nim negatywna seria dwóch meczów bez zwycięstwa z rzędu (remis z Bruk-Betem Termalicą Nieciecza oraz porażka z Wartą Poznań). Musiał wygrać – bo to klasyk i dlatego, że Legia mimo swojej sytuacji, była faworytem tego starcia. Inna sprawa, że groziło im widmo spadku z ligi. Trzy punkty były tu na wagę złota.

Wisła Kraków
Z drugiej strony Wisła Kraków – klub, w którym działo się niewiele mniej niż w obozie rywali. Umówmy się, że kampania wcześniej nie była zbyt udana w wykonaniu Wisły, która generalnie od wielu lat szukała stabilizacji. A nie była ostatecznie uwikłana w walkę o utrzymanie w dużej mierze ze względu na reformę ekstraklasy i zmianę z 16. na 18 drużyn. Jak pewnie pamiętacie, wówczas spadał z ligi zaledwie jeden zespół – było to Podbeskidzie Bielsko-Biała. Wisła skończyła wówczas niewiele wyżej, bo na 13. pozycji. Generalnie kryzys.
Co ważne, chwilę przed meczem z Legią, trenerem „Białej Gwiazdy” został Jerzy Brzęczek, zastępujący na tym stanowisku nieudany „eksperyment” w wykonaniu wiślaków, Mariusza Jopa. Obecny selekcjoner kadry U21 miał za zadanie utrzymać klub w najwyższej klasie rozgrywkowej. Tym bardziej, że przychodził tu z określoną misją, jako że wówczas jego klub znajdował się na odległym 15. miejscu w tabeli. Dla Brzęczka był to drugi mecz jako trener Wisły – pierwszy na nieswoim stadionie (w swoim debiucie zremisował bezbramkowo z Górnikiem Łęczna). Mecz z Legią miał być dla nich spotkaniem otwarcia nowej, odmienionej historii. Mecz niełatwy, ale z drugiej strony, z rywalem pogrążonym w równie dużym kryzysie sportowym. Czy to się udało?

Przebieg rywalizacji Legia – Wisła
Pierwsza połowa
Premierowy gol padł tak naprawdę po pierwszej groźniejszej akcji w wykonaniu którejkolwiek z drużyn. Wszystko rozpoczęło się od lewej strony, kiedy dobrym wypuszczeniem na wolne pole popisał się Filip Mladenović. Piłkę szybko podprowadził Maciej Rosołek, który skutecznie dośrodkował w pole karne… Gola w ósmej minucie rywalizacji zdobył Tomas Pekhart. Jak to on miał w zwyczaju, wyskoczył ponad obrońców i głową skierował piłkę do siatki.
W 19. minucie doszło do pierwszej akcji Wisły Kraków. Matej Hanousek wszedł w pojedynek z obrońcami Legii, ale go przegrał. Piłkę wyłuskał jeszcze Momo Cisse, który ładnie znalazł tuż przed polem karnym Stefana Savicia. Ten od razu rozegrał w pole karne, podając do Zdenka Ondraska. Czech zmarnował świetną sytuację i wynik dalej wynosił 1:0.
Bardzo blisko gola była chwilę po tym zdarzeniu Legia. Dobre wybicie Cezarego Miszty trafiło do Tomasa Pekharta, który zgrał piłkę do Josue. Portugalczyk chwilę prowadził piłkę, po czym zagrał ją do aktywnego tego wieczoru Macieja Rosołka. Polak odegrał do Josue, a ten dobrze wypuścił na wolne pole Filipa Mladenovicia. Serb dośrodkował, a uderzył Paweł Wszołek. Dobrą interwencją popisał się jednak Mikołaj Biegański.

Druga połowa
W 55. minucie groźną szansę po raz kolejny miała Legia, która generalnie tamtego dnia była stroną przeważającą. Nietypowo, pod pole karne Wisły, zapędził się Maik Nawrocki, który odebrał piłkę Georgiyowi Zhukovowi. Pomocnik był też sprytnie zblokowany ciałem przez Tomasa Pekharta, który stworzył swojemu koledze przestrzeń. Ten podał na skrzydło do wbiegającego Pawła Wszołka. Strzał był dobry, ale niecelny.
Dziesięć minut później „Wojskowi” mieli jeszcze lepszą szansę na ukłucie rywala. Michal Frydrych miał problem z przyjęciem piłki i szybko zauważyli niekompetencję kapitana Wisły gospodarze. A konkretniej Paweł Wszołek, który szybko mu tę piłkę odebrał. Ta odbita od Wszołka trafiła do Tomasa Pekharta, który tę sytuację jednak zmarnował, uderzając prosto w bramkarza gości.
Legia Warszawa przeważała i widać było, że ich planem jest zamknięcie meczu golem na 2:0. Los miał jednak inny plan. Praktycznie dziewięciu zawodników „Wojskowych” znajdowało się w polu karnym bądź pod nim, podczas rozgrywania rzutu wolnego. Dobra walka o piłkę Mateusza Młyńskiego, który chwilę wcześniej pojawił się na boisku i szybki kontratak „Białej Gwiazdy”. Konrad Gruszkowski podał do Dora Hugiego, ten biegł na bramkę, zagrał do Stefana Savicia, który zagrał do wybiegającego z lewej strony Ondraska. Czech dośrodkował zbyt głęboko i piłkę złapał Cezary Miszta… Przynajmniej tak się wydawało, gdyż 20-letni wówczas golkiper nie zdołał jej chwycić. Z sytuacji skorzystał wspomniany wcześniej Gruszkowski, który skierował piłkę do siatki. Mimo kontrowersji, gol został uznany.

Potem, w 88. minucie w pole karne z rzutu wolnego dogrywał Josue. Magik z Portugalii dograł dobrze, a Mateusz Wieteska oddał celny strzał głową. Świetną interwencją popisał się jednak Mikołaj Biegański.
W 94. minucie sytuacja niemal bliźniaczo podobna. Wolny, dogranie w pole karne Josue i odpowiednie nabiegnięcie na piłkę Mateusza Wieteski. Tym razem jednak skończone golem. Wisła nie miała już czasu na odrobienie tego wyniku. Legia Warszawa 2:1 Wisła Kraków.

Składy obu drużyn




Gdzie dzisiaj są bohaterowie tego widowiska?
Legia Warszawa
Największą karierę ze wszystkich znajdujących się tamtego dnia w kadrach meczowych, robi dzisiaj, wtedy dość niestabilny w formie Ernest Muci. Dla niego był to pierwszy sezon w stolicy Polski. Na nim też udało się z obu składów zarobić najwięcej. Besiktas wykupił go dwa lata po meczu przeciwko Wiśle za 10 milionów euro. Ironią losu jest to, że w tamtym meczu nie pojawił się na boisku ani na chwilę. Warty wyróżnienia jest dziś też na pewno Josue, który choć nie robi wielkiej kariery w Europie, po odejściu z Legii, dołączył do drugoligowej Coritiby w Brazylii, aby najpierw z nimi awansować do najwyższej klasy rozgrywkowej, a teraz być najlepszym asystentem całej ligi, już na najwyższym poziomie. Wszystko to w zespole rewelacji brazylijskiej Serie A.
Oczywiście musimy wspomnieć o Cezarym Miszcie, który za kadencji Michniewicza, a potem w początkach Aleksandara Vukovicia, grał całkiem dużo. Kosta Runjaic, który przychodził sezon później, postawił jednak na rok młodszego Tobiasza. Między trenerem a bramkarzem, doszło nawet do konfliktu – do dzisiaj nierozwiązanego. Musiał odejść do Rio Ave, gdzie gra z powodzeniem do dzisiaj (aktualnie niestety kontuzjowany). Ciekawa kariera zapowiadała się także Maikowi Nawrockiemu, który zagrał z Wisłą pełne 90 minut. Niestety obrońca ma bardzo dużo pecha. Najpierw urazy w Celticu, następnie odbicie się w Hannoverze 96 i zapracowanie tym na transfer do RC Lens. Niestety… Tym razem zerwał więzadło krzyżowe przednie. Zatem chwilę będzie bez gry, znowu.

***
Z nieobecnych akurat w tym meczu, warto docenić też Yuriego Ribeiro, który w tamtym meczu nie grał ze względu na uraz. Niespodziewanie odszedł do Bragi, a dziś gra całkiem regularnie na poziomie Championship, w Blackburn. Akurat zawieszony był na to spotkanie Bartosz Slisz, który powędrował do Atlanty United – dzisiaj gra regularnie w duńskim Brondby.
Jedynym piłkarzem z tamtego składu, który dalej gra w Legii jest Bartosz Kapustka (nie grał z Wisłą z powodu poważnego urazu) oraz Paweł Wszołek, który zaczynał na skrzydle, ale stopniowo był przesuwany coraz niżej – najpierw wahadło, a teraz obrona. Oficjalnie skończyli kariery Artur Boruc. Nie grał z powodu zawieszenia za czerwoną kartkę – później odsunięty od kadry za niesportowe zachowanie (film niżej). Do tego Artur Jędrzejczyk, który swój mecz pożegnalny dostał w tym roku.
Wisła Kraków
W Wiśle jest tych ciekawych nazwisk mniej, ale mówiąc szczerze, jest to naturalne, patrząc na to, że Wisła wówczas spadła i raczej nie miała takiego potencjału, jak zespół z Warszawy. Z tamtej kadry, najciekawszą karierę robił po odejściu z Krakowa Jan Kliment (w omawianym meczu z Legią wszedł dosłownie na koniec spotkania), który po spadku wrócił do ojczyzny, zostając zawodnikiem Viktorii Pilzno. To nie był nieudany czas, gdyż grał tam dość regularnie i zasmakował gry w Lidze Mistrzów czy Lidze Konferencji Europy. On sam był jednak raczej zmiennikiem (do tego podatnym na urazy). Toteż odszedł do Sigmy Ołumuniec, w której grał do dzisiaj i w której zaliczył indywidualnie prawdopodobnie najlepszy sezon w życiu.
W kampanii 2024/2025 w 25 meczach zdobył 22 bramki i dołożył trzy asysty. Został tym samym królem strzelców Chance Ligi, a do tego nawet wygrał Puchar Czech. Kolejny rok był jednak dużo gorszy i dużo bardziej naznaczony kontuzjami. Dziś staje się raczej drugoplanową postacią.
Nie najgorzej z tamtego składu wyszli również Serafin Szota, Konrad Gruszkowski oraz Nikola Kuvejlić. Obaj dziś odgrywają znaczące role w swoich zespołach (Arka Gdynia, też Arka Gdynia i Spartak Subotica). Michal Frydrych wrócił zaś do Banika Ostrawa, w którym mimo swojego sędziwego jak na piłkarza wieku, gra dalej (36 lat). Wspomnimy także o Stefanie Saviciu, który w poprzednim sezonie został mistrzem Bośni i Hercegowiny z FK Boracem Banja Luka. Został też nagrodzony statuetką dla najlepszego gracza tych rozgrywek w sezonie 2025/2026.

***
Na docenienie zasługuje w tym wszystkim też oczywiście Alan Uryga, który wówczas został w Wiśle Kraków mimo spadku z ligi. Nie grał za dużo, a do tego trapiły go urazy. To samo w sezonie po spadku… Jednak opłacało się na niego czekać! Od sezonu 2023/2024, aż do dzisiaj, jest pierwszoplanową postacią Wisły Kraków (z przerwą z powodu zerwanego więzadła krzyżowego w sezonie 2025/2026) – pełni również funkcję kapitana tej drużyny.
Z tamtej Wisły Kraków, kariery zakończyli już Jakub Błaszczykowski oraz Luis Fernandez – obaj nieobecni jednak w omawianym meczu z Legią (kolejno, z powodu kontuzji, a także decyzji kadrowych trenera). W obecnej kadrze Wisły z tamtego okresu znajduje się tylko wspomniany Uryga. W drugiej drużynie znajduje się Kacper Skrobański oraz Piotr Starzyński.











