W drugim sobotnim spotkaniu T-Mobile Ekstraklasy Jagiellonia Białystok na własnym terenie wygrała 2:1 z Górnikiem Zabrze. Obie bramki dla gospodarzy w swoim stylu zdobył Tomasz Frankowski, a trafienie dla gości zaliczył Arkadiusz Milik. Była to dopiero druga porażka Górnika na wiosnę.
Jagiellonia u siebie spisywała się o niebo lepiej niż w meczach wyjazdowych. W poprzedniej kolejce podopieczni Tomasza Hajty tradycyjnie stracili punkty, grając na boisku przeciwnika. Przypomnijmy, że „Jaga” przegrała 2:0 z PGE GKS-em Bełchatów. Ekipa z Białegostoku utrzymanie miała prawie w kieszeni (dziesięć punktów przewagi nad przedostatnim w tabeli ŁKS-em Łódź), ale atut własnego boiska z pewnością był okazją do zdobycia kompletu punktów. Górnik w poprzednim tygodniu zremisował w derbach Śląska na wyjeździe z Ruchem Chorzów. Zespół prowadzony przez Adama Nawałkę zajmował nad wyraz dobrą, ósmą pozycję i tracił tylko punkt do Wisły Kraków, dodatkowo mógł odskoczyć Widzewowi Łódź. Warto odnotować, że Górnik w rundzie wiosennej przegrał tylko jedno spotkanie.

Do składu gospodarzy po trzech meczach przerwy spowodowanej kontuzją powrócił niezawodny Tomasz Frankowski. Dodatkowo w spotkaniu mógł wystąpić również Tomasz Kupisz, co stawiało Tomasza Hajtę w komfortowej sytuacji. Adam Nawałka z kolei w ataku postawił tradycyjnie na Prejuce’a Nakoulmę i młodego Arkadiusza Milika, który w tym tygodniu podpisał czteroletni kontrakt z zabrzańskim klubem.
Już na początku meczu błąd popełnił Michał Pazdan i błyskawicznie chciał z tego skorzystać Frankowski. Doświadczony napastnik zauważył, że Łukasz Skorupski wyszedł z bramki i próbował sprytnie przerzucić bramkarza. Niewiele brakowało, a Jagiellonia szybko objęłaby prowadzenie. W pierwszych minutach swych sił spróbował również Milik, ale akcja okazała się nieudana. To gospodarzom udało się zamknąć przeciwnika we własnym polu karnym, w tym czasie wywalczając kilka rzutów rożnych. W 12. minucie z interwencją za „szesnastką” spóźnił się Skorupski i sfaulował Macieja Makuszewskiego. Wydawało się, że sędzia mógł pokazać czerwoną kartkę. Pomocnik gospodarzy po ostrym wejściu Skorupskiego nie mógł kontynuować meczu. „Żółto-czerwoni” prowadzili grę, jednocześnie spychając zabrzan na własną połowę.
Niewidoczny był Nakoulma, z którym dobrze radził sobie Thiago Cionek. Tempo spotkania spadło, a gra toczyła się głównie w środku boiska. Uśpiona obrona Górnika nie dała sobie rady z zawodnikami Jagiellonii, a królem pola karnego jak zwykle okazał się Tomasz Frankowski. Po wrzutce z rzutu rożnego „Franek” trafił w poprzeczkę, następnie Tomasz Porębski uderzył w słupek. Ostatecznie największym sprytem popisał się Frankowski i mocnym strzałem umieścił piłkę w bramce. Po pół godzinie gry mogło być już 2:0. Nika Dzalamidze z łatwością wkręcił w murawę obrońcę Górnika, ale ze strzałem było już o wiele gorzej. Pod koniec pierwszej połowy gospodarze znów uspokoili grę, a drużyna Nawałki nie kwapiła się do ataków.











