TSV 1860 Monachium – tęsknota za dawnymi latami sukcesów


Przypominamy losy jednej z najstarszych drużyn w Niemczech

8 kwietnia 2020 TSV 1860 Monachium – tęsknota za dawnymi latami sukcesów
mucbook.de

Kiedy pod względem piłkarskim pomyślimy o Monachium, pierwsze, co nam przychodzi do głowy, to Bayern. Kiedy pomyślimy o barwach Bawarii, to zapewne najpierw do głowy przyjdzie nam kolor czerwony. Niestety nie jest to prawdą, bo ten niemiecki Land swoje barwy na fladze ma koloru białego i niebieskiego. Tak jak TSV 1860 Monachium, które było pierwszym klubem założonym w bawarskiej stolicy. „Lwy” były także pierwszą ekipą z tego miasta, która zagrała w Bundeslidze, oraz pierwszym zdobywcą patery z Bawarii. Obecnie sfera niemieckiej ekstraklasy może być tylko marzeniem „Sześćdziesiątek”, które walczą w 3. lidze niemieckiej o awans do 2. Bundesligi. Przypomnijmy historię tego klubu.


Udostępnij na Udostępnij na

Pewnie zastanawiacie się, dlaczego podjęliśmy temat TSV 1860 Monachium? Powodem nie jest 160-lecie, które wypadnie w maju tego roku. Tak się złożyło, że chcieliśmy sprawdzić wychowanków niemieckich klubów w Bundeslidze zgłoszonych na starcie sezonu 2019/2020. Zakładaliśmy od początku, że prawdopodobnie najwięcej ich w najwyższej lidze w Niemczech ma Hertha BSC. W taki sposób okazało się, że „Lwy” to drugi klub, który wychował najwięcej piłkarzy biegających obecnie po ekstraklasowych boiskach. Teraz mamy przymusową przerwę od rozgrywek, więc warto lepiej przyjrzeć się tej ekipie. Przypomnieć jej dawne losy oraz to, co się z nią obecnie dzieje.

Początki TSV 1860 Monachium w profesjonalnej lidze

Tak naprawdę TSV powstało wcześniej niż w 1860 roku. 12 lat wcześniej utworzono stowarzyszenie gimnastyczne i grupę promującą kulturę fizyczną. Jednak zaledwie po roku działania zostało ono zawieszone. Dopiero reaktywowano je właśnie w 1860 roku, stąd ta data ma miejsce w nazwie klubu. Powstawało coraz więcej sekcji powiązanych z TSV, a narodziny drużyny piłkarskiej datuje się na 6 marca 1899 roku. Nazwa, którą znamy do dzisiaj – TSV 1860 Monachium – została przyjęta w 1919 roku. Przed II wojną światową „Lwy” były jedną z ekip, które mogły powalczyć o czołowe lokaty w narodowych mistrzostwach. Ale tylko raz udało się im zajść do finału, w którym w 1931 roku przegrały z Herthą 2:3. Jak dobrze wszyscy wiemy, zawodowa liga niemiecka pojawiła się dosyć późno. Kiedy profesjonalnie grano już w Hiszpanii, we Włoszech czy przede wszystkim w Anglii, to u Niemców cały czas nie było profesjonalnych rozgrywek. U naszych zachodnich sąsiadów Bundesliga ruszyła dopiero w latach 60. XX wieku.

Początek Bundesligi to był dobry okres dla TSV 1860 Monachium. Profesjonalna liga wystartowała w sezonie 1963/1964, czyli w momencie, kiedy „Lwy” były najsilniejszą ekipą w regionie. Przed startem nowego tworu zdobyły mistrzostwo południowej Oberligi, a to dało im prawo do startu w nowej niemieckiej ekstraklasie. Przy okazji utarli nosa Bayernowi Monachium. Wszystko dlatego, że niemiecka federacja piłkarska nie pozwalała w pierwszych latach Bundesligi na udział w rozgrywkach dwóch drużyn z jednego miasta. Dzięki temu to właśnie ekipa w biało-niebieskich barwach została jednym ze współzałożycieli profesjonalnej ekstraklasy w Niemczech.

Ze startem zawodowej ligi zaczęły się sukcesy TSV. Najpierw w 1964 roku „Lwy” zdobyły Puchar Niemiec, a to uprawniło je do gry w Pucharze Zdobywców Pucharów. W nim niemiecki klub zaczynał przygodę od 1. rundy w 1/16 finału. Pokonywał kolejno w dwumeczach Union Luksemburg, FC Porto, Legię Warszawa oraz FC Torino. Monachijczycy zameldowali się w finale, w którym niestety musieli uznać wyższość West Ham United – porażka 0:2 na Wembley. Ale to był jeden z momentów przełomowych, bo TSV 1860 Monachium stał się jednym z czołowych klubów w kraju. W Europie grał jeszcze w Pucharze Miast Targowych (trzykrotnie, najlepszy wynik to ćwierćfinał w sezonie 1965/1966) i w Pucharze Europy. Tak, dobrze przeczytaliście. To wszystko dzięki zdobyciu mistrzostwa Niemiec w sezonie 1965/1966.

Jedyne mistrzostwo Niemiec

Walka o mistrzowską paterę była dość trudna, choć początkowo „Lwy” weszły bardzo dobrze w sezon. Od 8. do 22. kolejki zajmowały na stałe pierwsze miejsce w lidze. Po tym czasie przytrafił się im mały kryzys, co pozwoliło na dogonienie ich przez Borussię Dortmund oraz Bayern Monachium. To trochę skomplikowało ich drogę po mistrzostwo, ale najlepsi są ci, którzy wytrzymują presję w końcówce rozgrywek. Dlatego właśnie TSV w przedostatniej kolejce wskoczyło na 1. miejsce po pokonaniu BVB 2:0, i to jeszcze na obiekcie rywala.

Do wywalczenia historycznego mistrzostwa drużyna potrzebowała minimum remisu w ostatnim meczu. Przeciwnikiem było HSV, ale spotkanie odbyło się w Monachium. W nim gospodarze dość szybko i szczęśliwie wyszli na prowadzenie 1:0, a następnie skupiono się bardziej na obronie rezultatu. Gości z Hamburga było stać na zdobycie bramki na 1:1 na kwadrans przed końcem. Wraz z ostatnim gwizdkiem sędziego kibice zgromadzeni na stadionie przy Gründwalderstraße zaczęli świętować pierwsze i – jak później pokazał czas – jedyne mistrzostwo Niemiec.

Wśród ówczesnych ojców sukcesów można wymienić piłkarzy takich, jak: jugosłowiański bramkarz Petar Radenković, obrońcy Bernd Patzke i Manfred Wagner, pomocnicy Peter Grosser i Zeljko Perusić (mistrz olimpijski z Jugosławią) czy napastnik Rudolf Brunnenmeier. Trenerem był Austriak Max Merkel, który najlepszy i najdłuższy okres w karierze spędził właśnie w TSV. Sezon później udało się jeszcze wywalczyć wicemistrzostwo Niemiec, a w Pucharze Europy skończyło się na 1/8 finału i porażce z wielkim Realem Madryt. Niestety później siła „Lwów” była już mniejsza, a zaledwie cztery lata po mistrzostwie zaliczyły pierwszy spadek z Bundesligi.

Suche lata „Lwów”

Dopiero w sezonie 1976/1977 TSV 1860 Monachium udało się wywalczyć powrót do Bundesligi. Jednak zamiast stabilizacji „Lwom” towarzyszyło wahanie formy. Były za mocne na 2. Bundesligę, ale za słabe na utrzymanie w najwyższej. Dlatego wytrzymały zaledwie jeden rok w elicie, ale błyskawicznie wróciły po roku gry na bundesligowym zapleczu. Tym razem udało się przetrzymać dwa lata, po czym zaczął się jeden z najgorszych okresów w historii klubu. W 2. Bundeslidze w sezonie 1981/1982 „Lwom” zabrakło punktu do zajęcia miejsca dającego prawo gry w barażach o awans. Niestety zamiast tego klub otrzymał potężny cios od federacji piłkarskiej. Przez nadmierne obciążenia finansowe DFB odebrało licencję na grę TSV na zapleczu Bundesligi. Oznaczało to spadek do amatorskiej 3. ligi. W ten sposób „Sześćdziesiątki” straciły młodego i utalentowanego Rudiego Völlera, który przeniósł się do Werderu Brema.

Odejście Völlera to był dopiero początek, bo gra w amatorskiej Bayernlidze oznaczała pożegnanie z większą grupą zawodników. I do młodego Niemca dołączyło jeszcze 13 piłkarzy, a sam klub czekało sporo zmian. Nie tylko kadrowych. Ale próbowano walczyć o jak najszybszy powrót do poziomu profesjonalnej piłki. Zamiast tego w sezonie 1984/1985 przytrafił się… kolejny spadek. Tułaczka po niższych ligach zakończyła się w 1991 roku, choć tylko na jeden sezon TSV 1860 Monachium wróciło do 2. Bundesligi, po czym spadło z powrotem do Bayernligi. Ale czarna seria w końcu miała swój koniec. W 1992 roku funkcję trenera objął Werner Lorant i rozpoczął marsz z trzeciego poziomu ligowego aż do Bundesligi.

Bundesliga znów na stałe

Swój pierwszy sezon po powrocie do Bundesligi TSV 1860 Monachium rozgrywał z małymi obawami. Co prawda „Lwy” zapisały się w historii jako pierwsza ekipa, która awansowała z 3. ligi do Bundeligi rok po roku, ale kibice nie chcieli powtórki scenariusza z przeszłości, kiedy to ich ulubieńcy na przemian spadali i wracali do elity. Rozgrywki zakończone na 14. miejscu przyjęto z ulgą i nadziejami na powrót do dawnej siły. Na spokojnie Lorant mógł budować zespół z myślą o stworzeniu ekipy zdolnej do spokojnego zajęcia miejsca w środku tabeli. Siła monachijskiego klubu rosła, aż osiągnęła apogeum w sezonie 1999/2000.

„Lwom” udało się wywalczyć 4. miejsce w Bundeslidze, co oznaczało przepustkę do eliminacji do Ligi Mistrzów. Nie było o nie tak łatwo, bo praktycznie do samego końca trzeba było walczyć o tę pozycję tuż za ligowym podium. TSV kręciło się cały czas w strefie europejskich pucharów, ale tę czołową czwórkę wyrwało na sam koniec sezonu. Zwłaszcza ta końcówka była kapitalna, wówczas w ostatnich siedmiu meczach „Sześćdziesiątki” nie przegrały żadnego spotkania, ale tylko w trzech wygrały. Na szczęście układ innych gier pozwolił im na wymarzone miejsce w tabeli. Dodatkowo udało się dwukrotnie utrzeć nosa rywalowi zza miedzy, bo to właśnie monachijczycy z biało-niebieskiej części miasta wygrali oba starcia derbowe. Bayernowi został na pocieszenie tytuł mistrza Niemiec.

Walka o Ligę Mistrzów dość szybko się skończyła, bo już na pierwszym przeciwniku, jakim było Leeds United. Ale na taki moment chwały w tej części Monachium czekano bardzo długo, więc nie można było dziwić się kompletowi publiczności. Na pocieszenie pograno jeszcze w Pucharze UEFA, a tam udało się zajść TSV do 3. rundy. W pierwszych dwóch wyeliminowano FK Drnovice oraz Halmstads, ale już Parma była za mocna dla „Lwów”. Szkoda, że wraz z sukcesem w postaci czwartego miejsca w lidze zaczęły znowu krążyć ciemniejsze chmury nad klubem. Znacznie słabszy sezon

spowodował, że jeszcze w jego trakcie z pracą pożegnał się Lorant. Zmiana trenera za wiele nie pomogła i w kolejnych sezonach nie poprawiono wyników. Jakby było mało kłopotów, to w 2004 roku aresztowano prezesa klubu, Karla-Heinza Wildmosera, oraz jego syna za przekupstwo przy budowie nowego stadionu. To tylko dobiło drużynę, która w tym samym roku pożegnała się z Bundesligą i do dzisiaj do niej nie wróciła.

Kiedy myślano, że gorzej już nie będzie

Sportowo TSV 1860 Monachium stało się średniakiem z większym potencjałem na poziomie 2. Bundesligi. Tylko w pierwszym sezonie po spadku było blisko awansu, zajmując ostatecznie czwarte miejsce. W kolejnych latach kręciło się bliżej środka tabeli, choć miało kilka wyskoków i prób umocowania się na wyższych lokatach. Problemy z wcześniejszymi działaniami byłego prezesa wokół budowy Allianz Areny i jeszcze późniejsze komplikacje spowodowały, że wiosną 2006 roku groziło klubowi bankructwo. „Lwom” pomocną dłoń podał Bayern Monachium, który wykupił 50% akcji do praw do stadionu. Przy budowie tego obiektu akcje podzielono po równo między oba monachijskie zespoły. Ale przy tej transakcji zapewniono opcję odkupu.

Sytuacja finansowa w następnych latach nie była lepsza. Nad klubem cały czas krążyło widmo bankructwa, aż do 2011 roku. Wtedy to HAM International Limited z Jordanii wykupił 60% udziałów klubu. Na czele tej firmy stał jordański biznesmen, Hasan Ismaik, który jednak miał 49% praw głosu. Wszystko po to, aby nie łamać zasady 50+1. Dlatego 11% akcji jest bez prawa głosu. Wydawało się, że to będzie punkt zwrotny dla TSV. Ale ani kibice, ani chyba sam nowy inwestor nie przewidywali, co będzie dalej z historią „Lwów”, które miały się wybudzić.

Przez kolejne lata może i widmo bankructwa zniknęło, ale nowy główny inwestor często miał rozbieżne myśli z prezydium klubu. To doprowadzało do częstych zmian na stanowiskach: trenera, dyrektorów czy prezesów klubu. Poziom sportowy TSV 1860 Monachium nie podnosił się, nawet mimo stawiania ambitnych celów przed drużyną na starcie każdego sezonu. To ostatecznie doprowadziło w kampanii 2016/2017 do walki o utrzymanie poprzez baraż. Niestety dla „Lwów” skończył się on porażką i spadkiem do 3. ligi niemieckiej. Kolejne nieporozumienia z Ismaikiem doprowadziły do spóźnienia się z przekazaniem odpowiedniej kwoty na uzyskanie licencji do gry na 3-ligowym szczeblu. Przez to TSV musiało kolejny sezon rozpocząć w Regionalliga Bayern (4. liga).

Jaka przyszłości przed TSV 1860 Monachium?

Przy walce na czwartym poziomie ligowym znowu doszło do sporych zmian wewnątrz klubu. Również większość piłkarzy odeszła z TSV, ale byli tacy, którzy zostali. Choćby Sascha Mölders, który nie odwrócił się od „Lwów” i do dzisiaj dzierży opaskę kapitana. Awans wywalczono błyskawicznie, zajmując pewnie pierwsze miejsce w lidze. Pierwszy sezon po powrocie do 3. ligi niemieckiej skończył się na 12. miejscu. Ale to właśnie teraz ma nastąpić stopniowy powrót do dawnych założeń głównego inwestora. Hasan Ismaik nie zrezygnował z działania w „Sześćdziesiątkach” nawet mimo spadku o dwie klasy niżej niż w momencie przejmowania klubu. Kibice wciąż mają mu za złe to, że nie zareagował odpowiednio w momencie spadku z 2. Bundesligi.

O to, co się dzieje aktualnie z „Lwami”, zapytaliśmy Macieja Iwanowa, współpracownika RadioGol.pl oraz Piłki Nożnej: – W tabeli sytuacja nie wygląda źle. Dwa punkty od awansu, ale od wielu lat chaos organizacyjny. Każdy sobie rzepkę skrobie, zamiast razem ciągnąć ten wózek. W klubie brakuje osób, z którymi mogliby identyfikować się kibice. Ostatnim takim chyba jest Sascha Mölders, ale to już tak wybitnie na upartego. Kulisy rozstania z Danielem Bierofką (poprzednim trenerem) były absolutnie skandaliczne. A to był gość, który jest bohaterem i symbolem XXI wieku w TSV. Sportowo w tym sezonie nie wygląda to źle, zwłaszcza że Mölders przeżywa trzecią młodość i „Lwy” mogą pokusić się o awans. Ogólnie ta liga jest tak specyficzna, że łatwiej jest się utrzymać w Bundeslidze niż awansować z 3. ligi niemieckiej.

Finansowo TSV przetrwa ten kryzys (pandemia koronawirusa). Obniżono wynagrodzenia (Kurzarbeit). Do tego kibice mocno włączyli się do walki. Powstał projekt „Unternehmer für Sechsig”. Zdecydowana większość zrezygnuje ze zwrotu kasy za karnety itd. Z tyłu gdzieś tam przemyka zawsze postać Ismaika. Jordańczyk w Monachium nigdy nie miał dobrej prasy, a jeśli TSV – nie daj Boże – potknie się w kryzysie, to go zjedzą żywcem. Chciał już dawno przejąć klub w całości, przebąkiwał ostatnio, że ten kryzys powinien przedefiniować podejście ludzi do zasady 50+1. Jedno jest pewne – mimo iż śpi na pieniądzach, to dopóki klub nie będzie jego, nie ma szans, żeby sięgnął poważnie do portfela. Zresztą ostatnio to wydaje pieniądze na fejkowe lajki i followersów na Facebooku. Z kibicami żre się non stop. Zawsze po jakiejś jego niefortunnej wypowiedzi fani odpowiadają transparentem. I tak się żyje w niebieskiej części Monachium…

Tak jak wspominał nasz ekspert, aktualnie TSV 1860 Monachium gra o awans w 3. lidze niemieckiej. Jest na 6. miejscu z realnymi szansami na wywalczenie promocji do 2. Bundesligi. Strata do lidera wynosi pięć punktów, ale już do miejsca dającego minimum baraże – tylko dwa. Pod względem sportowym wydaje się, że „Lwy” są gotowe do awansu. Od listopada nie przegrały żadnego spotkania, dzięki czemu teraz mają bliski kontakt z czołówką. W drużynie wciąż ważną postacią jest doświadczony Mölders, który w obecnym sezonie zdobył 13 goli i zaliczył dziesięć asyst.

Do pomocy ma jeszcze paru doświadczonych kolegów takich, jak: Stefan Lex (pięć goli i dziewięć asyst), Timo Gebhart czy Tim Rieder. W zespole znajduje się też kilku młodych piłkarzy, dla których dopiero zaczyna się lub niedawno zaczęła przygoda z dorosłą piłką. W obecnym sezonie swoje szanse otrzymali 19-letni lewy obrońca Leon Klassen, 21-letni środkowy pomocnik Dennis Dressel, 19-letni prawoskrzydłowy Fabian Greilinger i 20-letni napastnik Noel Niemann. Do kadry jeszcze włączono 16-letniego Maxima Greslera, ale on na razie tylko trenuje z dorosłą drużyną, a gra w juniorach.

Szanse na powrót do 2. Bundesligi są duże, jednak oprócz dobrego wyniku sportowego potrzeba więcej spokoju w strukturach klubu. Jeżeli znowu nie dojdzie do tarć pomiędzy głównym inwestorem a prezydium klubu, to może wreszcie TSV zacznie iść w górę.

***

Na początku tekstu wspomnieliśmy, że TSV 1860 Monachium wychowało wielu piłkarzy obecnie grających w Bundeslidze. Ale ogólnie z drużyn juniorskich „Lwów” wyszli tacy piłkarze, jak: Fabian Johnson, Andreas Görlitz, bracia Lars i Sven Bender, Julian Baumgartlinger, Daniel Baier, Kevin Volland, Florian Neuhaus, Benjamin Lauth, Moritz Leitner, Marius Wolf czy Julian Weigl. Kiedyś ten klub potrafił ściągać mocne nazwiska jak już wspomniany w tym artykule Rudi Völler, ale także Abedi Pele, Martin Max, Jens Jeremies, Davor Suker, Gabor Kiraly, Klaus Fischer czy Jörg Böhme. Trzymamy kciuki za to, żeby jeszcze w składzie „Sześćdziesiątek” mogło pojawić się więcej znanych piłkarzy, a kibice biało-niebieskiej części Monachium mogli zobaczyć jak najszybciej swoich ulubieńców w Bundeslidze. Rozbrat z najwyższą ligą trwa już 16 lat i oby nie trzeba było kolejnych okrągłych urodzin klubu spędzać w niższych ligach.

Komentarze
Fredert (gość) - 8 miesięcy temu

Wypadałoby też wspomnieć o grze Piotra Nowaka w tym klubie w latach 90-tych.

Odpowiedz
Michał Krzeszowski - 8 miesięcy temu

Oczywiście. O nim też pamiętaliśmy, ale nie chcieliśmy też wszystkich wątków rozbudowywać związanych z TSV. Klub w piłce nożnej istnieje od 1899 roku i ten tekst miał właśnie bardziej zachęcić do prześledzenia losów tej drużyny i przypomnienia jej czytelnikom

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze