Wielcy nieobecni: Leeds United


W czym tkwił fenomen angielskiej drużyny?

5 września 2018 Wielcy nieobecni: Leeds United

Czy można sobie wyobrazić, by takie kluby jak Real Madryt, FC Barcelona, Manchester United czy choćby Bayern Monachium rozgrywały swoje mecze… w II lidze? Albo, czy tacy piłkarze jak Leo Messi lub Cristiano Ronaldo, jedni z najlepszych na świecie, mogliby się całkowicie stoczyć na dno? Tym oto wstępem chciałbym rozpocząć cykl publicystyczny zatytułowany „Wielcy nieobecni”, który co jakiś czas będzie pojawiał się na łamach portalu. A jako pierwsza otwiera go drużyna Leeds United. Lecz na początek krótko o temacie rozważań.


Udostępnij na Udostępnij na

Piłka nożna jest jedną z najbardziej popularnych dyscyplin sportowych na świecie. Miliony ludzi każdego dnia śledzi poczynania swojej ulubionej drużyny, swojego ulubionego piłkarza. Nic więc dziwnego, że piłka nożna potrafi połączyć kibiców na całym świecie. Z kolei jej główną cechą jest nieprzewidywalność. To ona powoduje, że nic nigdy nie jest pewne, niszczy wszelkie statystyki, wywołuje łzy, by chwilę później wyrysować uśmiech na naszych twarzach. Jest również świetnym przykładem na to, jak sukces może przerodzić się z dnia na dzień w porażkę i odwrotnie.

Futbol idealnie obrazuje to, jak na przestrzeni lat kluby sportowe, które odnosiły niegdyś sukcesy, zajmowały miejsca na szczycie tabel oraz imponowały grą w europejskich pucharach, teraz toczą bój w niższych klasach rozgrywkowych. Podobnie sprawa wygląda z piłkarzami, którym wróżono wielkie kariery, lecz z pewnych przyczyn nie udźwignęli ciężaru oczekiwań. W efekcie, słuch o nich zaginął. „Wielcy nieobecni” to cykl poświęcony właśnie tym klubom oraz zawodnikom, zapisanym na kartach historii, którym delikatnie mówiąc, powinęła się noga. Pora, by do nich wrócić…

Leeds United. Droga do wiecznej chwały

Leeds United. Angielski klub, który jeszcze niecałe dwie dekady temu potrafił stawić czoła najsilniejszym zespołom Europy. Dotarłszy do półfinału Pucharu UEFA, gdzie musieli uznać wyższość Galatasaray Stambuł, rok później przebojem z trzeciego miejsca ligowych zmagań zawładnął elitarną Ligą Mistrzów. Tak jak Chorwacja na mistrzostwach świata w Rosji – dzięki swojej grze i walce do samego końca zyskała rzesze fanów w każdym zakątku globu – tak na przełomie 2000/2001 roku wszyscy delektowali się grą piłkarzy „The Whites”. W niesamowitym stylu przeszli długą i niezwykle wyczerpującą drogę.

Na początek przystawka, którą była drużyna TSV 1860 Monachium. Wyeliminowanie Niemców w trzeciej rundzie kwalifikacyjnej to tylko czysta formalność. Losowanie grup w pierwszej fazie nie było raczej szczęśliwe dla podopiecznych Davida O’Leary’ego. FC Barcelona i AC Milan to bezkonkurencyjni faworyci piłkarskiej potyczki. Jedynie z tureckim Besiktasem Stambuł można było powalczyć o 3. miejsce, będące pocieszeniem w postaci dalszej gry w Pucharze UEFA. Rzeczywistość okazała się początkiem pięknego snu zawodników Leeds.

Niespodziewanie zajmują 2. miejsce ustępując Milanowi, a degradując wielką Barcę oczko niżej. Awans do kolejnej rundy fazy grupowej podniósł „Pawie” na duchu. Nawet takie zespoły jak Real Madryt, Lazio Rzym czy Anderlecht Bruksela musiały się nieźle napocić, by powstrzymać rozpędzone niczym pociąg  Leeds. Zespół Irlandczyka ponownie zajmuje drugie miejsce, tuż za Realem i może cieszyć się z gry w ćwierćfinałach. Zwycięstwo nad Deportivo La Coruna, przekonywujące w pierwszym spotkaniu, wyparło porażkę w meczu rewanżowym. I to „The Whites” znajdują się w półfinale. Tutaj droga usłana różami niestety się zakończyła. Mimo bezbramkowego remisu u siebie, odwetowe starcie w wykonaniu Valencii sprawiło, że to koniec pięknego snu ekipy z Leeds. W następnych latach Champions League zespołu z Elland Road już nie ujrzała.

Upadek wielkiej marki

Jak to możliwe, że klub, który trzykrotnie – w latach 1969, 1974 i 1992 – sięgnął po mistrzostwo Anglii, pięciokrotnie zostawał wicemistrzem kraju, a także triumfator Pucharu Anglii (1972), Pucharu Ligi Angielskiej (1968) oraz Tarczy Wspólnoty (1969, 1992), od sezonu 2004/2005 błąka się na zapleczu Premier League? Owszem, na przestrzeni lat zdarzały się tego typu wpadki i gra na niższym szczeblu, ale bezradność w szeregach zespołu nie trwała jeszcze tak długo. Ani liczni trenerzy, ani zawodnicy nie potrafili wznieść się na wyżyny i znaleźć recepty, by przebić się, choćby przez baraże, do angielskiej ekstraklasy.

Upadek potężnego klubu zaczął się tuż po wyśmienitych występach we wspomnianej Champions League. I oczywiście główną rolę odegrały wówczas pieniądze. A właściwie kredyty skoncentrowane na budowaniu jeszcze silniejszej drużyny. Jednakże wyniki w lidze nie przekładały się na zaciągnięty budżet, który miał być spłacany w rozgrywkach kolejnych edycji Ligi Mistrzów. Klub zajmował coraz to niższe lokaty, zaczęły się masowe wyprzedaże zawodników, aż w końcu nieumiejętna polityka finansowa doprowadziła do tego, że Leeds spadło z ligi. Odbudowa angielskiego zespołu trwa do dzisiaj.

Najbardziej szkoda ówczesnej generacji piłkarzy. Kto pamięta omawiany powyżej sukces „The Whites” w Lidze Mistrzów, ten zapewne kojarzy również tych, którzy stanowili trzon ekipy Davida O’Leary’ego. Bramkarze Nigel Martyn i Paul Robinson; obrońcy: Gary Kelly, Ian Harte, Jonathan Woodgate, Lucas Radebe, Olivier Dacourt i Danny Mills; pomocnicy: Erik Bakke, Dominic Matteo, Harry Kewell, Lee Bowyer czy napastnicy: Alan Smith, Mark Viduka, Robbie Fowler oraz Robbie Keane. To oni decydowali o losach niejednego spotkania przeciwko gigantom Premier League.

Grzechem byłoby zapomnieć o Rio Ferdinandzie. Anglik w 2002 roku stał się najdroższym obrońcą świata, przechodząc za 30 milionów funtów do Manchesteru United. Smaku rywalizacji z najlepszymi zakosztował  także Jimmy Floyd Hasselbaink, król strzelców Premier League z 1999 roku. Śmiało można układać złotą jedenastkę (a nawet dwie) z poszczególnych graczy, stanowiących swego czasu o sile kadry angielskiego teamu. Ich kariera nabierała tempa. Nic dziwnego, że stali się rozpoznawalni na Starym Kontynencie.

Nadzieja umiera ostatnia

Niestety miodowe lata Leeds United musiały się kiedyś skończyć. Klub każdego sezonu próbuje walczyć o awans z  Championship, ale zawsze czegoś brakuje. Trenera z nazwiskiem, młodych piłkarzy z potencjałem, którzy wezmą na barki ciężar gry ligowych spotkań czy może ludzi od właściwego zarządzania? Jedno jest pewne. Drużyna z hrabstwa Yorkshire na przełomie XX i XXI wieku stała się jednym z najlepszych zespołów nie tylko w Anglii, ale w całej Europie. Gdy ktoś zapytał o wymienienie czołówki Premier League, nie w sposób było pominąć klubu z Elland Road. Na tym polegał fenomen „The Whites”, którzy swoją grą przyciągali ogromne rzesze fanów.

To co najpiękniejsze, jest zapisane na kartach historii. Widowiskowy rozdział w futbolowej księdze. Anna Jantar w swoim wielkim przeboju śpiewała, że „Nic nie może wiecznie trwać”. W przypadku Leeds piękny czar prysł lata temu. Teraz kibicom pozostaje tylko wierzyć, że tym razem słowa piosenki przełożą się na sukces gwarantujący „Pawiom” powrót do elity. Miejsca, z którego widok na Ligę Mistrzów sięgał prawie finału.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski