Po dwóch bramkach najskuteczniejszego duetu Jagiellonii, gospodarze wygrywają z Lechem Poznań 2:0. Wynik otworzył Tomasz Frankowski, a zamknął Kamil Grosicki. Drugi z zawodników gospodarzy dołożył także asystę.
Mecz od początku nie obfitował w sytuacje podbramkowe, a gra toczyła się głównie w strefie śrowkowej. Nawet strzały z dystansu nie przynosiły spodziewanego efektu, po których piłka nawet nie leciała w światło bramki. Groźną okazją okazało się mocne dośrodkowanie Burkhardta w pole karne gości, kiedy piłka minęła wszystkich zawodników, ale Burić nie dał się zaskoczyć.

Znakomitą akcję na prawej flance rozpoczął Jarosław Lato, który ruszył wzdłuż linii i po kilku metrach rajdu zdecydował się na dośrodkowanie. Do piłki doszedł Tomasz Kupisz, który końcem buta uderzył piłkę bardzo groźnie, jednak na tyle niedokładnie, że tak przeleciała obok słupka bramki Buricia. Tuż przed przerwą, bez przyjęcia na strzał zza pola karnego Sandomierskiego zdecydował się Peszko, ale strzał reprezentanta Polski okazał się niecelny.
Można pokusić się o stwierdzenie, że zespoły spisywały się bardzo dobrze w defensywie, stąd niewielka ilość okazji do wyjścia na prowadzenie. Dodatkowo, trzeba także wspomnieć o całkiem sporej ilości fauli, które rekompensowały niedostatek akcji bramkowych. Do przerwy obydwa zespoły skutecznie wywiązywały się ze swoich założeń taktycznych w strefie obronnej.
Druga połowa rozpoczęła się od groźnego ataku Kascelana na Henriquezie. Zawodnik Jagiellonii nie otrzymał żółtej kartki, która w konsekwencji byłaby czerwoną, choć powtórki pokazały, że atakował wyprostowaną nogą piszczel Panamczyka. Wprowadzenie tuż po przerwie do gry Grosickiego dodało dynamiki skrzydłom Jagiellonii. Odpowiedzią trenera Jacka Zielińskiego było wpuszczenie na plac gry Jacka Kiełba, który zmienił Siergieja Kriwieca.
Lechici rozegrali ładną kombinacyjną akcję w 66. minucie, kiedy z piłką w stronę pola karnego Sandomierskiego ruszył Stilić. Rozgrywający „Kolejorza” oddał futbolówkę Kikutowi, który ze środka pola przeniósł grę na lewą stronę, posyłając podanie do Peszki. Skrzydłowy gości w dobrej sytuacji oddał strzał, ale powołany przez Franciszka Smudę Grzegorz Sandomierski wyszedł z tego pojedynku obronną ręką.












