Zasłużenie zwyciężyli „Lechici”, którzy na Dialog Arena pokonali 0:1 Zagłębie Lubin. Postawa gospodarzy pozostawiała wiele do życzenia, choć mecz sam w sobie mógł się podobać.
Bardzo słabą formę w obecnym sezonie prezentują podopieczni Franciszka Smudy, którzy z dorobkiem 13. punktów zajmują miejsce w dolnej części tabeli. Ten mecz miał odrodzić ekipę z Lubina, doświadczenie i znajomość piłkarzy przez „Franza” miało tylko pomóc w tej konfrontacji.

Lech także spisuje się poniżej oczekiwań, ale jest w dużo lepszej sytuacji niż Zagłębie. Piąta pozycja w lidze jest może za niska, jak na umiejętności piłkarzy „Kolejorza”, ale nie można tutaj mówić o jakimkolwiek kryzysie.
Pierwsze minuty zdecydowanie należały do gości. Już w pierwszym kwadransie mieli dogodną sytuację, po której mogli objąć prowadzenie. W 13. minucie meczu błąd popełnił Dinis, po czym Peszko dopadł do piłki i stanął sam na sam z Ptakiem, jednak bardzo widoczny dziś na boisku pomocnik, koszmarnie przestrzelił.
Trzy minuty później ryzykownie do piłki wyszedł bramkarz Zagłębia, który próbował wślizgiem wybić piłkę zmierzającą ku końcowej linii boiska, nieumyślnie piłkę odbił Stilić i wpadła pod nogi Peszki, który bez zastanowienia uderzył na bramkę rywala z nieco ponad 25 metrów, futbolówka przeleciała obok słupka, a Sławek może mieć pretensje tylko do siebie, bowiem nie trafił na pustą bramkę.
Po 20. minucie role się odwróciły, to piłkarze Zagłębia częściej byli w ofensywie. Jedną z bardzo dobrych akcji miała miejsce w 22. minucie, kiedy to po wrzutce z prawej flanki Micański trącił piłkę, a ta o kilka centymetrów minęła prawy słupek bramki.
Dobra gra podopiecznych „Franza” Smudy trwała zaledwie dziesięć minut. Na Dialog Arena oglądaliśmy bardzo wyrównane spotkanie, jednak to Lechici częściej stwarzali groźne sytuacje, a uwieńczeniem ich starań było trafienie Sławomira Peszki z 34. minuty. Bardzo dobrze zachował się w tej akcji pomocnik Lecha, który atakując prawym skrzydłem zmierzał ku środkowi pola karnego, podał do Lewandowskiego, ten przedarł się przez obrońców i oddał strzał w kierunku bramki, piłka co prawda nie poleciała w światło bramki, ale wylądowała pod nogami wbiegającego Peszki, który nie omieszkał nie wykorzystać tak dogodnej sytuacji.












