Po zwycięstwie z Ruchem Chorzów goście przystąpili do tego spotkania na luzie, bowiem teoretycznie czekał ich dużo łatwiejszy mecz niż przed tygodniem. Zagłębie po zimowej przerwie gra rewelacyjnie i w trzech spotkaniach wywalczyło już siedem punktów.
Spotkanie Arki Gdynia z Zagłębiem Lubin było bardzo niepewne. Od pierwszych minut gra prowadzona była na zmianę. Najpierw swoje ataki konstruowali gospodarze, jakby nigdzie się nie śpieszyli, zaś parę chwil później to przyjezdni spokojnie, pozycyjnie próbowali dotrzeć pod bramkę strzeżoną przez Bledzewskiego. Spotkanie na remis.

W 20. minucie na ciekawe uderzenie zdecydował się Hanzel, jednak po wycofaniu piłki przez Micanskiego przeniósł futbolówkę nad poprzeczką. Na pierwszą bramkę czekaliśmy do 35. minuty. Po faulu Szmatiuka na wyprzedzającym go Hanzelu arbiter spotkania postanowił podyktować rzut karny dla Zagłębia. W odległości jedenastu metrów od bramki stanął Ilian Micanski, który bez większych problemów wpakował piłkę do siatki.
Minutę przed gwizdkiem kończącym pierwszą odsłonę meczu dobrą okazję mieli goście. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Costa uderzył piłkę głową, jednak Bledzewski zatrzymał ją na równi z linią. Lubinianie sugerowali, że przekroczyła ona linię bramkową i domagali się zaliczenia bramki.
Po wyjściu z szatni miała miejsce kontrowersyjna sytuacja w polu karnym Zagłębia. Gospodarze zauważyli rękę, jednak zdaniem sędziego do niczego nie doszło. Arbiter spotkania podjął złą decyzję, bowiem w powtórkach widać było, że Reina zatrzymał futbolówkę ręką.
Drugie trafienie przyszło nam oglądać w 73. minucie, kiedy to po składnej kontrze w wykonaniu Micanskiego i Ekweueme na tablicy świetlnej widniało 0:2. Martins ściągnął na siebie trzech zawodników Arki, po czym odegrał do niepilnowanego Bułgara, a ten posłał piłkę pomiędzy nogami interweniującego Bledzewskiego.
Spotkanie zakończyło się dwubramkowym zwycięstwem Zagłębia, które prezentuje wyśmienitą dyspozycję w wiosennej rundzie polskiej ligi.











